Apel z Syrii

Może tuz przed Nowym Rokiem ktoś postanowi przemyśleć jak ten nasz świat wygląda…

Pozwalam sobie umieścić Apel Ziada Abou Saleh, mojego nauczyciela Arabistyki ze studiów, który obecnie przebywa w ogarniętej wojną Syrii…

My – doświadczeni wojną – prosimy z największą pokorą Was – prezydentów, królów, mafiosów, biznesmenów, polityków świata – o działanie. Wierząc w Wasze mądrość i rozsądek, zwracamy się w imię moralności i w imię Jahwe, Chrystusa, Allacha, Buddy o podjęcie rokowań dla uratowania życia milionów istnień ludzkich w Syrii.
W ich imieniu dziękuję za szerokie otworzenie drzwi na najgorszą i najobrzydliwszą śmierć – śmierć z ręki swojego. Dziękujemy też za piekło doświadczane właśnie na ziemi, a nie, tak jak nas uczono, w dniu ostatecznym. Już naprawdę wystarczy! Mamy dość wojny, dość śmierci, cierpień, łez i zniszczeń. Niech nasza codzienność znów zacznie tętnić życiem. Krew jest zbyt cenna, aby ją przelewać – nie marnujmy jej bezpowrotnie, lecz dzielmy się nią w akcie miłości.
Jako pojedynczy, nieważny człowiek obserwujący z bliska syryjskie wydarzenia pytam, czy jest możliwe, by na pewien czas szczęśliwa przyszłość Bliskiego Wschodu stała się równie ważna jak trwałość politycznych sojuszy i powodzenie biznesowych przedsięwzięć? Proszę o chwilę refleksji, o ukierunkowanie części Waszych profesjonalnych umiejętności na poprawienie życia teraz cierpiących i zmianę losu tutaj zabijanych. Troska o następne pokolenia nakazuje mi też jednak żądać od Was wsparcia dla ginącego narodu, większej odpowiedzialności za przywrócenie bezpieczeństwa w tej części świata. Chcę bowiem, aby nasze dzieci mogłyby oddychać powietrzem bez dymu bomb i żyć w spokoju, bez niezrozumiałych konfliktów, bez głodu i nagłej, tragicznej samotności bądź pośród płaczu tysięcy matek? Nikt nie pytał nas o to, czy chcemy umrzeć już teraz; mordercy nie lubią zadawać takich pytań. A może my po prostu nie chcemy jeszcze umierać!? Chcemy żyć dla szczęścia, miłości i pokoju. Chcemy budować dobrą przyszłość dla siebie, dla Was, dla dzieci i – oby – wnuków.

Matki urodziły nas przecież, abyśmy wspólnie stwarzali ludziom piękny świat serdecznego uścisku dwóch rak, w którym uśmiechem można opisać wszystko? Świat tak zwykły i zrozumiały, jak echa starych prawd obecne w modlitwach odmawianych przez dzieci o poranku. Czy może urodziliście się po to, by z perspektywy swych globalnych zamierzeń przyglądać się, jak w jeszcze jednym kraju bezsensownie, masowo giną ludzie? Odrzucam bowiem od siebie myśl, że możliwy jest Wasz w pełni świadomy udział w doprowadzeniu do wydarzeń, które obecnie przeżywamy w Syrii. A poprzednio równie tragicznych, wewnętrznych konfliktów w Rwandzie, i na Bałkanach, i …
Dlatego Ja – przeciętny i nie wolny od wad, ale miłujący prawdę i serdeczny wobec innych ludzi – pytam Was, czy nie jest już najwyższy czas, abyście zatrzymali ten coraz okrutniejszy spektakl, który wyniszcza mój kochany kraj? Nie możecie dłużej lekceważyć tysięcy ludzkich tragedii! Musicie zatem wreszcie zamknąć tą krwawą scenę, na której głównym aktorom każe się zapominać, że też są ludźmi, a najsowiciej wynagradza się kunszt morderców. Żeby wejść do Księgi Historii Świata czy do Księgi Rekordów Guinnesa, nie trzeba opowiadać się po stronie zbrodni, gwałtu i zniszczenia. To naprawdę nie jest konieczne!
My – ludzie potępiający terroryzm – wprawdzie czujemy się teraz bezsilni wobec tego „teatru śmierci”, ale nie tracimy nadziei. Nadal wierzymy, że Wy – Panowie Politycy – możecie tę wojnę przerwać. Podobnie jak mnie kształtowały Was humanistyczne wartości, na których oparte są także Ewangelie i Koran. Mam nadzieję, że w wyniku Waszych działań przyjdzie mi jeszcze cieszyć się ze spełnienia moich pragnień i marzeń. A są naprawdę proste:
Żeby jeszcze w domu ujrzeć bochen szczęścia
Wyrobiony rękami pragnień
Upieczony ogniem miłości
Pachnący smakiem potrzeby
Żeby jeszcze w domu widzieć matkę i ojca
Starzejących się w pokoju szczęścia
Żeby jeszcze w domu nie zastać śmierci wojny
Żeby rankiem budzić się spokojnym…

Wierzę, że Wasza potęga zbudowana na pełnych kontach bankowych, sukcesach biznesowych i politycznych wpływach może być użyta także do tego, by do smutnych syryjskich domów powróciło prawdziwe życie, w którym wyłącznie Bóg daje i zabiera życie. Pozostając biernymi – przy tak wielkich możliwościach – od wielu miesięcy tracicie nie tylko część swojego człowieczeństwa, ale także szansę sprawienia, by syryjska ziemia ponownie ukazała pełnię swych jedynych bogactw naturalnych: miłości, serdeczności, gościnności, przyjaźni, niepunktualności, przesadnej opiekuńczości i wiecznej wiary.

Ziad Abou Saleh