Brutiful – #PrawdziweHistorie

Piekło, to miejsce w Twoim umyśle, ale jest tak samo prawdziwe, jak wszystko, co widzisz i słyszysz. Nikt nie zrozumie piekła, jeśli nigdy w nim nie był. To miejsce, gdzie Twoje myśli i emocje nie mają znaczenia, to miejsce, gdzie żyjesz w ciszy przepełnionej lękiem i żalem. To trochę tak, jakby nie było stamtąd ucieczki. Jakbyś jedyne, co mógł zrobić to umrzeć. W bólu. Dlatego, że tak właśnie żyjesz i jedyne, co znasz, to właśnie ból i strach.

Byłam w piekle przez ostatnie 4 lata. Żyłam tam, a to naprawdę cholernie trudne miejsce do życia. Ale w końcu zaczynasz się przyzwyczajać. Nawet do tego, że jedyne co odczuwasz, to ból i nienawiść.

Ale jest stąd wyjście. Prawie umarłam przez piekło w mojej głowie. Przez chorobę. Ale udało mi się. Znalazłam pomoc. Trafiłam na wspaniałych specjalistów. I nauczyłam się otwierać na moje myśli, emocje i opowiadać o sobie i swoim życiu.

To takie cholernie wyzwalające, w końcu móc porozmawiać o swoich problemach i doświadczeniach. I wiem, że jest to tak samo cholernie trudne. Rozumiem. Było ciężko, próbowałam o tym pisać i opowiadać. O piekle. Chcesz posłuchać?

Najpierw przychodzi smutek. Czujesz go zupełnie bez powodu. I płaczesz. Też bez wyraźnego powodu. Wciąż go czujesz. W ciągu dnia. W nocy nie pozwala Ci zasnąć. Smucisz się z powodu śmierci kogoś z rodziny, ale także z powodu tego, co zrobiłeś 2 lata temu. Wszystko Cię martwi i stajesz się wręcz nadwrażliwy. Czujesz smutek, bo żyjesz. Bo myślisz o tym, że świat byłby lepszym miejscem, gdyby Ciebie na nim nie było. Smutek jest skomplikowanym uczuciem, wszyscy bywamy czasem smutni, ale nie wszyscy są smutni tak, jak Ty – przez cały czas. Dlatego tak ciężko jest wychwycić moment spadania do piekła, bo przecież smutek to zupełnie naturalne uczucie. Więc myślisz sobie, że może jutro będzie lepiej, ale nigdy nie jest. A Ty jesteś smutny tak bardzo, że aż wzbudza to w Tobie poczucie winy.

Następne jest właśnie poczucie winy. Czujesz się winny DOSŁOWNIE za wszystko. Za to, co wydarzyło się w wiadomościach i za to, co powiedziałeś mamie 5 lat temu. Brzmi absurdalnie? Tak. Ale tak to właśnie wygląda. Czujesz, że tracisz kontrolę nad wszystkim i nic nie możesz na to poradzić. Chcesz to zmienić, ale nie możesz, więc znów masz wyrzuty sumienia. I czujesz je z powodu zabicia upierdliwego komara lub dlatego, że kogoś zraniłeś. I znów. Przecież poczucie winy to zupełnie naturalna emocja. Ale pojawia się w Twojej głowie i mieszka w niej przez dni, tygodnie, miesiące. Nie możesz jej powstrzymać i chcesz tylko krzyczeć, ale nie robisz tego, by nie przerazić innych tym, co dzieje się w Twojej głowie. Masz poczucie winy, bo są na tym świecie ludzie, którzy mają obiektywnie gorzej niż Ty. I powinieneś się cieszyć, bo masz fajną rodzinę, dach nad głową i jedzenie. I nie chcesz mówić o sobie nikomu, bo czujesz się wręcz zawstydzony i nie chcesz nikogo zawieść. Więc spinasz się i uczysz z tym jakoś żyć. Potem znów zaczynasz spadać w stronę piekła, bo żyjesz przecież w ciągłym kłamstwie, a prawdziwy Ty zaczyna znikać.

Potem przychodzi gniew. Denerwuje Cię wszystko. Od konieczności zatrzymania się na czerwonym świetle, po zachowania bliskich. „Bo tak”. Bycie złym jest bardzo krzywdzące, bo te wszystkie negatywne emocje ściągają Cię wciąż w dół. Potrafisz w sekundę ze spokojnego człowieka zmienić się w oszalałego ze złości potwora. Tylko dlatego, że ktoś powiedział coś, co Ci się nie spodobało. Zaczynasz się złościć na przyjaciół, przez co ich powoli tracisz. Przecież nie rozumieją, co się z Tobą dzieje. Oni nadal myślą, że fajna, otwarta osoba, jaką byłeś, zamieniła się w zgorzkniałego, złośliwego człowieka. A kto chciałby spędzać czas z kimś takim? Więc przestajesz wychodzić i spędzać czas z ludźmi, bo przestało Cię to cieszyć. Potem się złościsz, że nikt Cię nie lubi, ale to przecież nie jest Twoja wina. Zatem jesteś sam. Samotny. I żyjesz w świecie nienawiści mając wszystko totalnie gdzieś. Myślisz: „Po co się przejmować, skoro i tak wszystko, czego się dotknę zamienia się w gówno”? Złościsz się na rodzinę bez powodu, nie spędzasz z nimi czasu. Odrywasz się od rzeczywistości i tego, co się dzieje na świecie. Atak terrorystyczny? No cóż… Trzęsienie ziemi? Świat to i tak jedno wielkie gówno.

Potem zaczynasz kwestionować istnienie boga lub czegokolwiek, w co wierzysz. Jak ktoś może pozwalać, byś tak cierpiał? By ktokolwiek tak cholernie cierpiał? Myślisz: „I tak nie ma boga, po co mam się w ogóle starać robić cokolwiek”? I nie ma znaczenia, czy wierzysz w boga czy nie. Po prostu wszystko przestaje mieć znaczenie.

Teraz żyjesz w przeświadczeniu, że nic, ale to KOMPLETNIE nic nie jest w stanie Ci pomóc. Płaczesz. Masz poczucie winy. Wściekasz się. Po co to wszystko? Targają Tobą głównie nienawiść i nieczułość na cierpienie innych.

Teraz do gry wchodzą myśli samobójcze. Zaczyna być fascynujące to, że możesz zakończyć swoje życie, gdy tylko zechcesz. Ból minie. Koniec. End of story. Nie myślisz o tym, na kogo Twoje odejście mogłoby wpłynąć i w jaki sposób. Uważasz, że gdyby oni odczuwali taki sam ból – zrobiliby dokładnie to samo. Myśli samobójcze? To naturalne. W lekkim nasileniu zdarzają się wielu z nas. Ale nie jest naturalne to, że zaczynasz szukać sposobu i planować konkretne czyny. Teraz zaczyna być już skrajnie źle i ciężko. To jest czas, gdy potrzebujesz profesjonalnej pomocy, bo zwykłe „przegadanie” problemu nie jest wystarczającym rozwiązaniem. Potrzebujesz leków i terapii, bo spadasz w otchłań i nic innego nie jest w stanie Ci pomóc. Ale myślisz, że pomoc już nie nadejdzie, a poza tym przecież i tak nic nie ma sensu i znaczenia. Złościsz się na siebie, że jesteś niewystarczająco dobry, więc teraz czas to skończyć. Jesteś przegraną sprawą. Błędem. Nie do naprawienia.

Potem przychodzi strach. Strach przed tym, że ludzie odkryją kim jesteś. A przecież jesteś potworem. Boisz się rozmów i relacji z ludźmi. Bo już tak długo z nikim nie rozmawiałeś, że nie wiesz nawet jak się zachować. A jeśli ludzie dowiedzą się, co się dzieje w Twojej głowie? Nie czujesz się bezpiecznie poza swoim pokojem i masz wrażenie, że coś złego się za chwilę wydarzy. Prowadzenie samochodu jest straszne. Wciąż prześladują Cię myśli o wypadku i śmierci na miejscu. Strach okrywa Cię, jak koc. Nawet oddychanie Cię przeraża. „Co jest ze mną nie tak”? Przeraża Cię myśl, że jak nie uda Ci się skutecznie zabić, to będziesz leżeć w męczarniach. Wszystko staje się inne. Nie czujesz się zupełnie sobą. Co to w ogóle znaczy być sobą/Tobą?

Świat staje się ciemniejszy. Pamiętasz, że powinny być w nim jakieś kolory, ale ich nie widzisz. Nic już nie ma znaczenia. Miłość. Przyjaźń. Bliskość. Dobro. Bliscy, dalsi znajomi, rodzina. Jesteś tak daleko w piekle, że już nawet przestajesz te słowa rozumieć. Zapominasz.

W tym momencie szpital może być jedyną opcją. A na pewno lekarz psychiatra i terapeuta. Musisz na jakiś czas porzucić świat zewnętrzny, by sobie wszystko poukładać. Twój umysł jest pełen sprzeczności i nie wiesz już nawet co jest dobre, a co złe. Lata tego wszystkiego zbierają swoje żniwo. Piekło pożera Twoją duszę. Czujesz, że jesteś potworem, demonem, czystym złem, a ciągła walka o swoje życie sprawia, że jesteś zmęczony. Tak cholernie zmęczony, że śpisz dniami i nocami. Albo nie śpisz wcale. Ale to też nie ma przecież znaczenia.

W piekle czas płynie inaczej. Wolniej. Masz wrażenie, że dzień się już skończył, a jest dopiero 8 rano. Cała nadzieja z Ciebie uleciała, a samobójstwo jest jedynym, o czym możesz teraz myśleć. Wciąż widzisz siebie popełniającego je i czujesz, że Twój koniec nadchodzi.

Następny jest chaos w Twojej głowie. Co się ze mną dzieje? Gdzie ja w ogóle jestem? Co jest do cholery nie tak? Nie możesz zrozumieć, co ludzie do Ciebie mówią. Masz problemy z pamięcią. Świat staje się zagrażający.

Gdy tak się stało, byłam już na silnych lekach. Bałam się wszystkiego. Czułam, że życie to jakaś gra, której zasad nie znam. Mało tego – przegrałam pierwszą (i kilka kolejnych) rundę, bo leki okazały się nieskuteczne.

Spojrzałam za siebie. Wprost do piekła. I uznałam, że nie chcę być w tym miejscu, bo nie mam władzy nas swoim umysłem. Nie mogę mu ufać. Co może być bardziej przerażającego?

Potem nadchodzi koniec. Byłam już tak przeraźliwie zmęczona i pusta w środku, że czułam, że koniec jest bliski. Lata tortur i nierozmawiania z nikim sprawiły, że poczułam, że takie życie to nie życie. I nie chcę go kontynuować. Zaplanowałam sobie wszystko. I napisałam krótką notatkę. Świat się dla mnie zamykał, czułam, że czas ucieka. Nie wiedziałam, co nadejdzie, ale czułam, że to będzie dla mnie złe. A potem wszystkie złe myśli odpłynęły. I przestałam myśleć. Pogodziłam się ze sobą i już tylko czekałam na dzień, by to zrobić.

Piekło jest miejscem, które nazywałam domem. Było mi tak bliskie. I nawet nie myślałam, żeby się z niego wydostać. Wtedy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek to wszystko napiszę. Ale nadszedł czas. Miałam gotową żyletkę, ta noc miała być moją ostatnią, poprzedni dzień spędziłam z bliskimi, co było trudne, ale „uśmiech nr 5” sprawił, że niczego nie było po mnie widać.

Wtedy przyszedł lekarz. Okazało się, że moi bliscy, za moimi plecami, wezwali pomoc. Pomoc, która uratowała mi życie.

Piekło jest już prawie poza mną, ale wciąż pamiętam zapach siarki i to, że muszę się trzymać, bo ono jest blisko, jest prawdziwe i wciąż mogę spaść w jego otchłań ponownie. Ale teraz już wiem co robić, gdy zacznę się ześlizgiwać.

Proces zdrowienia, to cholernie długa i cholernie trudna droga. Nie tylko dla mnie, ale i dla moich bliskich. Ale to wszystko sprawiło, że jestem silniejsza i mogę wesprzeć innych w ich zmaganiach z piekłem.

Pomoc jest tuż obok. Jedyne, co musisz zrobić, to o nią poprosić.

Wiem, że moja historia jest historią trudną do słuchania/czytania. Wiem, że boli, ale wielu ludzi przez to przechodzi. A im więcej będziemy rozmawiać o zdrowiu psychicznym, tym łatwiej będzie innym radzić sobie z problemami.

Co bym powiedziała dzisiaj moim bliskim? Dziękuję im, że byli. Że trwali przy mnie. Że pomogli mi zobaczyć światełko w tunelu i nie było pociągiem, który miałby to wszystko zakończyć.

Nie zostawaj w piekle. Spróbuj przez nie przejść.

Bo życie jest… Hmmm… Lajf is brutiful. Brutal & beautiful. Jednocześnie.

#HistoriePrawdziwe

  • heygrace

    dokładnie w tym okropnym stanie nicosci teraz jestem…
    tyle, że potrafię już wrzeszczeć, gdy wybuchnę i wykrzyczeć cały ten ból. a potem ludzie myślą, co myślą, a ja myślę, co oni o mnie myślą i wpadam w panikę. ludzie nie rozumieją. czuję osamotnienie, mimo, że jest kilka osób, które są na bieżąco. przestaje chcieć wychodzić do ludzi, dziś cały dzień spędziłam w łóżku. jestem okropnie wycieńczona… ale na razie rozwiązania nie znalazłam, jestem jak warzywo, a czas biegnie i już czuję zapach siarki…

    • Monika Kotlarek

      Jesteś pod opieką specjalistów?

      • heygrace

        nie mogę trafić na nikogo dobrego. byłam w szpitalu, dostałam się na terapię, ale przed tym usłyszałam o wszystkim, co sprawia, że się nie nadaję, że nie jestem podatna na współpracę (nie mam skłonności do refleksji, nie łączę wątków, mam problemy z pamięcią, nie skupiam się – zatem nie da się ze mną pracować) – ostatkiem sił chyba wybłagałam tę możliwość, ale nie chcę iść w takie miejsce, gdzie ludzie są tacy chłodni, że zaczyna mnie trząść z nerwów i cały czas słyszę, że jestem nieszczera i gram. zapisałam się na terapię dzienną w innym miejscu, trzeba czekać i jeśli się dostanę będzie to dopiero grudzień. byłam u psychiatry, który na wstępie powiedział mi, że całkiem dobrze wyglądam (bo nie miałam tłustych włosów i zapuszczonych paznokci?), podem dał mi leki, które mnie wycieńczyły, a na drugiej wizycie gdy spytałam czy prócz leków może coś jeszcze zrobić (nie zareagował na to, że głośno mówię o próbach samobójczych), zdenerwowany wystukał skierowanie na oddział psychiatryczny, powiedział, że nim manipuluję i jestem niebezpiecznym pacjentem (ale nie na oddział zaburzeń osobowości, tak jak być powinno jak już chciał). potem dostałam wizytówkę „konsultacje duchowo-psychologiczne”, no to dzwonię. pan mówi, że jest lekarzem na oddziale szpitala, do którego chciałam iść na terapię i że nie może mi pomóc. dziś zarejestrowałam się znów do tego psychiatry, u którego byłam, bo miał termin, a ja potrzebuje zaświadczenia na studia i leków w razie jakiejś histerii. potem jak uzbieram pieniądze pomyślę o kimś innym. nie wiem, nie mam sił i obawiam się, że i ta wizyta, na którą się dziś zapisałam skończy się fiaskiem. wczoraj spałam cały dzień, dziś w większości też, nie miałam ani grama sił na nic i myślałam, żę zawsze będę głupia. jest coraz gorzej a mnie kończą się pomysły. :( what to do?

        • Monika Kotlarek

          Przede wszystkim znajdź innego lekarza, gdy tylko będziesz mogła to zrobić. Dodatkowym wsparciem powinien być psychoterapeuta. To są dwa najważniejsze kroki. A gdy już się nieco ustabilizujesz – wtedy można pomyśleć, co sama możesz robić, by sobie pomóc (higiena snu, ruch itp.).

  • Dobrze, że miałaś tych bliskich :). Mi się udało jakoś o własnych łapach wyjśc z tego (aczkolwiek nie zaszło aż tak daleko, nie przeszłam do etapu panicznego lęku, wytachałam się za uszy na etapie „nic mnie nie cieszy, wszystko mnie mierzi, mam ochotę wyc i wyskoczyc przez okno”), właśnie chyba głównie dzięki uświadomieniu sobie, że absolutnie nikt palcem nie kiwnie, żeby mi pomóc i jak sama tego nie zrobię, to po mnie :). Tak że w sumie miałam szczęście, że moja psychika jest tak skonstruowana, że sama w końcu mi dała kopa do poradzenia sobie.

  • Kostuś

    Takie prawdziwie smutne i rzeczywiste. Pokazuje dokładnie to samo piekło, które ja przechodziłam