Chcę się zabić

Ma dwadzieścia kilka lat. Albo dobija czterdziestki. Jest młodziutką kobietą. Albo mężczyzną w kwiecie wieku. Studiuje w niedużym polskim miasteczku. Albo pracuje w dużej korporacji w jednej z europejskich stolic.

suicide5

Posłuchaj…

Jego śmierć była ciosem. Każda jest. Wiedziałam, że stracił sens życia. Nie miał już siły, ale nie sądziłam, że podjąłby się takiego działania. Drastycznego. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałam o depresji i samobójstwach. I kompletnie zaszokowały mnie statystyki, które mówiły, że był wyjątkowo narażony na próbę samobójczą.

Na zewnątrz był… Hmmm… określilibyście go jako “normalnego”. Taki przeciętny gość. Chociaż przesypiał większą część dnia, opuszczał zajęcia i wolał grać na konsoli do bladego świtu. Bardzo dużo się śmiał i lubił żartować. Wydawał się taki beztroski, a jego najbliżsi przyjaciele nie mieli pojęcia, że umierał w środku.

Teraz już wiem, że przed nami udawał, a w środku czuł, że wszystkich nas zawodzi, nienawidził siebie i nie widział zupełnie dla siebie miejsca w przyszłości. Był zbyt młody, by wiedzieć, że sporo jego znajomych czuło się tak samo i nie miał pojęcia, że to może minąć, a on może otrzymać odpowiednią pomoc i znaleźć swoją drogę poprzez wszechogarniającą ciemność.

Większość samobójców niekoniecznie chce umrzeć, ale chcą by minęło ich cierpienie i wewnętrzny ból, co doprowadziło do ogromnej potrzeby, by to wszystko wreszcie się skończyło. Wymyślają konkretny plan popełnienia samobójstwa, co sprawia, że czują się lepiej. Odczuwają ulgę, bo w końcu zobaczyli drogę wyjścia.

suicide

Znasz kogoś, kto przechodzi bardzo trudny czas w życiu? Znasz kogoś, kto wydaje się być w dołku emocjonalnym?

  • Zadzwoń. Napisz wiadomość. Zorganizuj spotkanie. Pójdźcie na kawę i zapytaj, czy chce pogadać (jeśli nie od razu, to bądź gotowy na kolejny raz).

  • Zapytaj wprost czy mają lub kiedykolwiek mieli myśli samobójcze. Nie bój się używać słowa na “S”. Mówiąc wprost o samobójstwie nie podsuwasz im takiego pomysłu, jeśli takie myśli się nie pojawiają.

  • Jeśli przyznają, że mają takie myśli, powiedz, że to w porządku, że wielu ludzi miewa takie myśli na różnych etapach swojego życia. Zapytaj o to, czy ma konkretny plan na to, jak to zrobić.

  • Jeśli powiedzą, że mają plan, poproś o to, by spróbowali się wstrzymać i by pozwolili Ci zostać z nimi, do momentu aż się skontaktują z lekarzem lub pójdą do szpitala.

t_SuicidePrevention

Jeśli Ty masz myśli samobójcze.

  • Proszę, spróbuj, tylko spróbuj uwierzyć w to, że można znaleźć wyjście z trudnych sytuacji, nawet jeśli w tej chwili tego wyjścia nie widzisz.

  • Czy możesz na chwilę usiąść, porozmawiać z kimś zaufanym, zobaczyć się z lekarzem, porozmawiać z psychologiem szkolnym, współpracownikiem albo kimś z rodziny?

  • Nie bój się, ponieważ jest wielu ludzi, którzy są w stanie Ci pomóc, wystarczy, że powiesz tylko dwa słowa. Daj im szansę. I sobie.

  • Nie jesteś sam. Pamiętaj o tym. Mimo, iż czasem obecność innych może się wydawać emocjonalnym obciążeniem – zawsze miej w głowie to, że są ludzie, którym na Tobie zależy i których Twoja śmierć mocno zaboli.

  • Proszę, zgódź się na rozmowę. Zadzwoń, napisz. Zanim cokolwiek zrobisz, powiedz o tym.

Jeśli doświadczasz myśli samobójczych, z którymi trudno sobie poradzić, PROSZĘ, zajrzyj na tę stronę: http://samobojstwo.pl/ i daj sobie pomóc.

  • ja

    świetny sposób na hajs…zaglądanie komuś do życia, a przy okazji można ciekawość zaspokoić, co za podłota

  • Jula Kopi

    Mam 14 lat. Ludzie myślą sobie jakie takie dziecko może mieć problemy?Wiem dużo ludzi ma gorsze niż ja i pomimo tego że to wiem nie potrafię dłużej żyć. Odkąt skończyłam 10 lat mój ojciec zaczął pić, poniewierać mnie i mame nie bił nas. Miałam przyjaciółke traktowałam ją jak siostre po 6 latach zostawiła mnie samą. W tym roku próbowałam pomóc tacie, bo pomimo tego ze tak mnie zranił nadal go kocham i myślę ze to nie jego wina. Zgłosiłam go do pedagoga tam pani zawiadomiła opiekę społeczną i zapisali go do AA. przez jakiś czas było wszystko dobrze odzyskałam spokój i chęć życia. Po jakimś czasie znów zaczął pić. Oprócz tego mam jeszcze nerwice lękową, boje się ciemnosci, boje się zamknąć drzwi, odkryć w nocy kołdrową, w dzień dużo śpie, a w nocy czuwam czy nie ma wojny. Czasem nawet gdy jest dobrze nagle zaczynam sie panicznie bać sama nie wiem czemu nie moge nic w tedy zrobić. W szkole sobie nie radzę, jestem mało lubiana, raczej cicha. Boję się poznawać nowych ludzi. Nie mam siły życ w tym strachu, ale zabić też się boje co będzie po śmierci? Nie mogę zostawic mojej mamy, która tez nie daje sobie rady. Nie wiem co robić

  • rvk

    pomóżcie, prosze…życie nie ma sensu a do tego jeszcze katuje sie filmami w stylu „Sali Samobójców”

  • Sebastian G. (Snet)

    ja wale jak przychodzi gragas z topa useless jak nw co i trolluje nam gierke no pls mogliscie dac jakies metody a nie takie cos

  • Nobody

    Czy jest realne coś takiego jak w filmie ” Siedem dusz”? Czy można w ten sposób zaplanować samobójstwo by oddać innym swoje narządy? Skoro mnie już nie będzie po co się mają marnować cząstki mnie które mogą uratować komuś życie? Samobójstwo samo w sobie jest wystarczająco egoistyczne.

  • Negatyvv

    Mam zamiar się zabić kiedy umrą rodzice. Nie mam przyjaciół, z nikim się nie wiążę, zrażam jak trzeba. Nie wiem dla czego nie jestem szczęśliwa. Po prostu nie pasuję do tego świata. Zawsze czułam się inna, gorsza. Ja nie żyję, ja wegetuję. Żałuję że się urodziłam. Wolała bym nigdy nie istnieć. Taka się już urodziłam.

    • Kurczaczek

      mam to samo. dwa lata temu psychiatra powiedział mi że mam nierozpoznane od dziecka adhd. cały zycie jestem sam i do tego choruję na wiele schorzeń. zostawiają mniew kobiety. a teraz jeszcze jaskra kradnie mi wzrok. też się kiedyś odpale ale jeszcze nie teraz. mam jeszcze dużo do zrobienia no i widzę. tak więc głowa do góry. warto się jeszcze trochę pomęczyć :)

  • Twoja stara

    Chuje życie jest do dupy…ojciec jest brutalny… gdy się wkurzy to bierze mnie za szyje lub inną częsc ciała i popycha na podłoge lub łóżko… nie wytrzymuje…

  • Wszędzie Sam

    Nie rozumiecie. Tutaj nie o rozmowę chodzi. Nie o gadulstwo. Zwierzanie się. Chodzi o strach. O tym co się dzieje w nas. W naszej rzeczywistości. Jak chcecie rozmawiać z kimś, kto się Was boi, nienawidzi? Piszę o tym bloga, zapraszam http://samirazem.blogspot.com tutaj jest mój dom do którego zapraszam tych, którzy chcą poczuć się bezpiecznie. Chcą rozmawiać milcząc, albo powiedzieć coś, do człowieka, który jest taki jak oni.
    Pozdrawiam i… Do zobaczenia

  • Pustka

    Ja już nie widzę wyjścia, byłam u psychologów i pomogło na krótko. Mam 31 lat, straciłam Rodziców,straciłam miłość swego życia przez swą głupotę, siostry mają pozakładane rodziny i są szczęśliwe. Koleżanki, przyjaciółki wszystkie w małżeństwie mają dzieci. Ja nie mam żadnych znajomych na co dzień, każdy ma swe zmartwienia. Lepiej żebym znikła i tak już nie poukładam sobie życia-zmarnowałam je, nie skończyłam studiów, mam beznadziejną pracę, mieszkam w kompletnym chaosie i taki mam też w głowie. Myślę tylko o przepisaniu wszystkiego co mam na siostry i zrobieniu tego tak, aby nikt nie odratował i żeby nie bolało.

  • Verrari Ferrari

    Mam problemy i nieraz przez cały dzień prawie.Ale się ogarnąłem i zaczynam się z nimi godzić. Wam też to polecam.

  • Iwo

    potrzebuje pomocy , prosze :( Blagam.

    • Edytka

      Ja też :(

  • SANDRA

    Sytuacja miała miejsce jakoś w maju…
    Wtedy po raz pierwszy zaczęłam sie ciąć…
    Zawsze mówiłam ze to głupstwo żeby sie ciąć…
    Rozumiałam inne osoby które to robią bo mają problemy…
    Każdy mówił ze osoby które się tną mają coś z głową nie tak i są debilami…
    Ja tak nigdy nie uważałam…
    Wiedziałam ze osoby które sie tną mają problemy…
    Dlatego kilka miesięcy temu pocielam się…
    Chłopaka którego kochałam widziałam ciągle z inną dziewczyną byłam strasznie zazdrosna nie wytrzymywalam i pocielam się.. .
    Miałam potem nie raz znowu takie myśli Ale mówiłam sobie ze lepiej nie poradzę sobie jakoś.. .
    Jednak z moją psychiką było coraz gorzej.
    .
    Teraz mam zabić się nie chce mi sie żyć znowu przez tego chłopaka nie odzywam sie z nim już..
    On zrywa ciągle do każdej innej dziewczyny z moja byłą przyjaciółka kręci itd…
    Kocham go i nie mogę patrzeć jak oni ze soba kręcą mam nam się ochotę zabić po prostu…
    Nie radzę sobie z tym….
    Chciałam porozmawiać z mamą Ale ona mnie nie zrozumie będzie sie tylko drzec i zabierze mi telefon itd.. .
    A ja teho nie chce ona mnie po prostu nie rozumie….
    Myślałam ostatnio żeby pójść do pedagog albo psycholog w szkole i żeby z nia o tym wszystkim pogadać no ale ona zaraz powie dyrektorowi a on zadzwoni do mojej mamy dlatego też nie chce.

    Każdy mi mówi będzie dobrze nie przejmuj się Ale ja nie potrafię mam ochotę sie zabić i myślę ciągle nad tym..

    • Tequila

      Kupa bzdur. Czasami tak jest lepiej.Ja niby mam wszystko… Robie doktorat, kariere, mam kochajacego meza i sliczna córeczkę ale nienawidze siebie. Rzygać mi sie chce jak patrze na siebie w lustrze. Pamietam ze juz jak mialam 7 lat chcialam sie zabić. Chcialam sobie wbić nòż kuchenny w brzuch ale zabrakło mi jaj. Caly czas boje sie bòlu, i nienawidze sie za to. Chce umzeć, szybko i bezboleśnie. Bože, choć w ciebie nie wierze, daj mi odwagę

  • Paweł

    Zawsze gdy chciałem się zabić powstrzymywała mnie wiara gdyby nie to bym już był martwy 4 lata temu mimo to podjełem 2 próby samobójcze 2 nieudane a chciałem to zrobić i zastanawiałem się nad tym stojąc na podwórku w bezruchu 2,3,4 godziny ukrywałem się i patrzyłem w jeden punkt po 3 godziny myśląc o wszystkim lub wogolę nie myśląc myślałem a co gdyby a jak nie to wruce i znowu będę ciągną za sobą te życie zawsze myślałem ze gdybym to zrobił to by sie nikt nie przeją
    ale jeszcze bardziej denerwowało mnie to jakbu wszyscy udawali ze jest im przykro a to wszystko przez tą
    szkołę i tych kurwa rówieśników kolegów kurwa
    przez nauczycieli przez siostrę która całe życie mi zniszczyła i rodziców co nigdy nie mieli czasu jak wracałem po 4 godz do domu o 23 to nigdy się nie spytali dlaczego Zawsze był tylko krzyk o której to se go domu wraca kara opieprz i wiecznie praca wracam gnębiony ze szkoły po 7 godzinach i zapierdalaj 3 godz w wolnych chwilach tylko gry komputerowe mnie chociaż trochę mnie odstresowywały a przez siostrę i tak zawsze dostawałem kary zakazy na wszystko kochana córeczka tatusia idealna rodzina mama tata i mała dziewczynka zawsze kłamamła a ja za jej kłamstwa dostawałem od życia w kość a koledzy szkoda gadać ile godzin ja zmarnowałem na wpatrywanie się w łańcuch sznur lub z nerwów robiłem sobie krzywdę mam już 14 lat problemy chyba nigdy mnie nie odstąpią nie zmnieniłem szkoły żyje w ciąż niestety zawele nigdy się nie zmienia ludzie to ludzie jeden chce się powiesić a oprawca wtedy z kimś naśmiewa z ciebie mimo ze jesteś normalny jesteś nie chcesz nikomu
    zle poprostu chcesz wtedy żyć normalnie https://uploads.disquscdn.com/images/71450ac5193afc5b4f049ed5b43d29fac8b4290b667ff8e41d05d99de1421efd.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/082e1f26a4949a01bcbeb789a9d73d5a44f71f54247362a19325aaedc4b2dc8a.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/33697d45121595243f67a23d2e0495d8cde4cabf314cd17dc450435569d169fb.jpg

  • Mika

    Niewiem co robic mamy dlugi a ja mysle coraz częściej by się od tego uwolnić…mam 24 lata z mężem nie radzimy sobie z finansami…..nie wytrzymuje tego….zyje dla synka ale nie wiem jak długo to wytrzymam mam powoli dość coraz częściej nachodzą mnie te mysli😢 niewiem ile jeszcze dam rade ….

  • AngryPotato

    Ostatnio zaczęło mi się powodzić w życiu – znalazłem dobrą pracę, z dobrymi zarobkami, perspektywą rozwoju oraz miłą atmosferą w pracy. Wreszcie się usamodzielniłem od swoich rodziców i powoli spłacam swoje długi… Wszelkie „problemy” które odwracały moją uwagę od tego, że od przeszło 5-6 lat wewnętrznie umieram (lub może już umarłem?) powoli znikają, odsłaniając ponure oblicze mojej egzystencji. Przez ostatni tydzień zastanawiałem się, dlaczego i czy naprawdę tak bardzo wszystkich nienawidzę. Wszystkich których spotykałem wkurzali mnie niezmiernie. Gdybym tylko mógł, w mgnieniu oka sprawiłbym, że ten świat spłonąłby w ogniu (gdybym był mniej cyniczny, twardo stojący na ziemi i odporny na zakusy niektórych religii, byłbym świetnym terrorystą-samobójcą). Jednak po dłuższym namyśle zdałem sobie sprawę z jeszcze bardziej ponurej prawy – ja po prostu niczego już nie czuje. Moje rzekome poczucie nienawiści do świata są tylko iluzją, złudzeniami emocji, których od tak dawna nie czuje. Tak samo jak radość, śmiech, satysfakcja z pokonanych przeciwności. Wszystko tylko przebłyski czegoś co od dawna jest martwe. Wewnątrz nic nie ma. Jestem pusty, i jeśli kiedykolwiek naprawdę coś czuje to tylko ból po tej pustce. W czasie studiów doznała mnie pewna tragedia, o której naprawdę nie chcę nawet rozmawiać. Ale po niej czułem jak żal i smutek, które sprawiały wrażenie, wypalają moją duszę do cna. W snach wolałem widzieć Lovecraftowe koszmary niż sny dobre. Bo te drugie sprawiały, że każdego ranka czułem ból zdając sobie sprawę, że ponurej rzeczywistości która toczyła się nieubłaganie, a to co mi się śniło było tylko iluzją, kłamstwem. Ale w końcu ból ustał, a mnie przestało cokolwiek obchodzić. Morderstwa, śmierć, okrucieństwo i niesprawiedliwość społeczna? Spływają po mnie jak po kaczce. Jutro świat pójdzie do diabła kiedy brat rzuci się bratu do gardła? Cóż, życie… Mawiają, że nadzieja umiera ostatnia – Jest to połowiczna prawda. Moja nadzieja umarła, ale co to za życie bez niej? Kiedy myśl o pewności swojej własnej śmierci jest jedyną dobrą związaną z moja przyszłością?

  • zombie

    Pierdolicie nie wszyscy musza miec tragedie zyciowe, zyc w zlych warunkach itd.
    Niektorzy rodza sie juz takimi smieciami nienawidzacymi siebie samych i ludzi. Takich, ktorzy brzydza sie samych siebie, swoich dokonan, slabosci i decyzji zyciowych. Ludzi takich jak ja. Dla nich samych i dla spoleczenstwa a nawet bliskich byloby lepiej by sie zabili. Tylko sa takim scierwem, ze nie majaodwagi odebrac sobie zycia. Tak tkwia w marazmie i gnija. Jestem robakiem w owocu ludzkosci. Nie na wszystko sa rozwiazania jesli jest sie po prostu popierdolencem. Ma sie sie gowno w mozgu.

    Nawet te slowa co pisze sa zalosne… bo moze czytac je czlowiek z prawdziwymi problemami… odebrac je osobiscie i podjac przez nia jakas zgubna decyzje. A ja nie chcialbym wcale tego.
    Nie wiem po co Bog mi dal zycie. Nie umiem go wykorzystac. Nienawisc, wstret i obrzydzenie to moje uczucia wobec mnie. Nie umiem sie zmienic.

  • Daniela

    Może jestem jeszcze młodą gówniarą ale jedak rozumiem wiecej niż każdy myśli matka mnie bije codziennie i ma do mnie pretensje o byle co traktuje mnie jako sługę nigdy mi na nic nie pozwala próbuje być dobrą córką i siostrą ale w tej rodzinie wszyscy mnie maja w dupie jestem dla nich jak szmata do pomiatania czadem mam juz dość tego zaczęłam się ciąć by zapominać ale z tego jak matka zobaczyła blizny (bo czesto leciała krew) to mnie tak sprała ojciec tylko patrzy ale nigdy nie interweniuje często myślę że byłoby wszystkim łatwiej gdybym wogle sie nie urodziła co mam zrobić?? :(

  • Ja

    to jest wszystko nieprawda. nie ma żadnej pomocy. nie ma życzliwych ludzi. jest tylko samotność i obojętność. i wykorzystywanie drugiego człowieka.

  • Wiki 😢

    Nie łatwiej byłoby się zabić? Życie nie ma sensu. Nic nie ma sensu! Nikt nie zdoła mi już pomóc !!

  • Marta

    Niechęć do życia zaczęła się u mnie w podstawówce – byłam szarą myszką, strasznie nieśmiałą i nie umiałam się postawić innym. Mam wrażenie że ta depresyjność towarzyszy mi od zawsze, zawsze była we mnie i ciążyła mi. Od tamtej pory miałam kilku przyjaciół (miałam – bo nawet tego teraz nie mam) – jakoś zawsze osoby bardziej przebojowe, które często naśmiewały się ze mnie publicznie, mówiły o moich tajemnicach. Pamiętam mając 8-9 lat wracałam ze szkoły i płakałam w pokoju, marząc, by znaleźć się w innym świecie. Gdy ktoś mnie wyśmiewał, udawałam, ze śmieję się razem z nim, a w myślach powtarzałam sobie że za 2 godziny wrócę do domu i będę mogła się rozpłakać. W tym momencie, mając 23 lata nie mam nikogo – ani przyjaciół, ani bliskich z rodziny. Z rodzicami zawsze słaby kontakt, mama tylko na mnie narzeka, tata otwarcie naśmiewa się ze mnie, tego co studiuję, jaka jestem głupiutka i jak na niczym się nie znam. Czuję ogromną pustkę, często płaczę. By zapełnić sobie czas podjęłam drugi kierunek studiów, pracuję w weekendy, uczę się kilku języków na kursach – chciałam wyjść do ludzi, w wielu poradnikach to rekomendują – nic nie działa. Wiem, że inni odbierają mnie jako normalną osobę – „taką cichą, ułożoną, poukładaną”. Gdyby ktoś z moich „bliskich” przeczytał ten opis, nie pomyślałby, że to o mnie. Czuję że mam coraz mniej siły, czasem błagam Boga (jeśli istnieje) by zabrał mi życie a dał komuś śmiertelnie choremu, kto o nie walczy. Coraz częściej myślę o śmierci, nie daję już rady.

    • Iza

      Jak sobie radzisz? Czy moglabys mi powiedziec jak to wytrzymujesz? Jak dajesz rade, bo ja nie daje rady.
      wantimemories@gmail.com

    • Magdalena

      Twoja historia brzmi dla mnie bardzo znajomo. Myślę, że warto było by się spotkać, porozmawiać.
      Na początek mój mail: czarna.porzeczka@opoczta.pl

  • karolina

    Ludzie, macie rodziny, domy, jestescie zdrowi ja nie mam zdrowia, stracilam dziecko, bo dla glupiego faceta zrezygnowalam ze swojego i przeprowadzilam sie do niego a ten mnie wypierdolil… Obiecywal,ze moja choroba go nie odstrasza,ze damy rade,ze zalozymy rodzine…

    • .

      mylisz się, nie mam rodziny ani „domu”, zdrowia psychicznego tez nie, wiec co wrzucasz wszystkich do jednego wora?

  • Wojciech

    Żona mnie zostawiła zabrała dzieci i wyjechała z kraju gdzie mieszkaliśmy. Zostawiła mnie z długami , jestem po operacji nie mogę pracować ale musiałem żeby to poskładać do kupy. Nie mogę już 2 miesiące bez dzieci i resztę życia też? Nie planuje ale jest mi to bliskie coraz bliższe bo już bez nich. Odebrano mi sens życia i nadzieje.

  • Marcin

    Czytając ten artykuł, a konkretnie ten fragment o twoim koledze, czuję się jakbym czytał o sobie. Na początku było wielkie zmęczenie, spanie, opuszczanie zajęć, ale tylko od czasu do czasu, nie miałem żadnych myśli samobójczych, lecz wiedziałem, że coś jest nie tak. Udawałem przed znajomymi, że wszystko jest w porządku. Po jakimś czasie straciłem ochotę na cokolwiek, wszystkie moje zainteresowania przestały mieć znacznie, chciałem tylko, aby dzień kończył się jak najszybciej, żebym nie musiał dłużej cierpieć. Całe wakacje przeleżałem w łóżku, w totalnej ciemności, okłamywałem znajomych, że jestem chory. Sytuacje poprawił sport, ale w zimie przyszła przerwa, więc powróciłem do punktu wyjścia. Mam myśli samobójcze, które pojawiają się regularnie co kilka dni. Od 1,5 miesiąca nie chodzę do szkoły, wszystkich okłamuję. mam ochotę z sobą skończyć, ale jestem tak wielkim frajerem, że nawet tego nie potrafię. Teraz pozostały mi dwa wyjścia – albo wyjdę z tego, albo w końcu zniknę na zawsze.

  • Tomek

    W dupie mam wszystko wszystko mnie wkurwia,nawet zwykli ludzie na ulicy mnie wpieniają.Czy to już jest ten czas by skończyć z sobą?

    • ukaz

      Tak to już najwyższy czas :)

  • Ania

    Mam okropny problem . Cały czas myślę o samobójstwie, najgorsze w tym wszystkim jest Ti ze ten.okres trwa już około 3-4 lata. Znajomi rodzina chłopak nikt nic i tym nie wie. Postrzegają mnie jaka bardzo pozytywna osobę a wcale tak nie jest. Parę miesięcy temu odwazylam się porozmawiać z mamą i powiedziałam jej że mam depresję jej reakcja była okropna powiedziała żebym nie wymyslala iż ze jestem „wesoła osoba bez problemów „. Ostatnio nie mogę na niczym się skupić cały obmyslam plan samobójstwa . Nie wiem co mam robić skoro wsparcia w bliskich osobach nie mogę znaleźć a z chłopakiem o tym nie porozmawiam jesteśmy razem niespełna rok myślę że wystraszylby się i nie byłby w stanie mi pomóc. Nic mnie już nie cieszy… zero przyjemności z czegokolwiek . Nie radzę sobie z niczym. Wszystkim się przejmuję a najbardziej blachostkami które nie se ani trochę ważne mimo to przypominają mi się głupie sytuacje i w tedy jest najgorzej mam ochotę coś zniszczyć . Nie wiem co robić jedyne co mi przychodzi do głowy i co podpowiada simienie to samobójstwo .

  • TOM

    przepraszam -ale ja równiez chcę umrzec,brak mi odwagi by dalej zyc i odwagi by się zabić-gdybym miał kogos z kim mógłby, to zrobic…..

  • dupa

    Pierodły. Zycie jest podłe. Planuję się zabić, szukam dobrego momentu. hmm… Znajdź zaufaną osobę… nie ma takich!!! Syn dorośnie, nie będzie mnie potrzebował i skończę z tym koszmarem, chyba że „jeszcze” żona bardziej zatruje mi i synkowi życie. Pod pociąg najjprościej,,,

    • ukaz

      Skoczylas ? Jak było ?

  • jeden z nielicznych

    No niestety tak jest, a jeszcze wczoraj był taki uśmiechnięty. :(

  • Helena

    Nie chce mi się już żyć, niby mam wszystko a jednak nie mam nic. W środku czuje pustkę która mnie ogarnia z każdym dniem coraz bardziej. Udaje silna a na koniec dnia płacze bo udając nikt nie wie że już brakuje mnie dla mnie a muszę dbać o innych. Chcę umrzeć, zniknąć, ja i moje błędy, ta osoba która zawodzi innych, ta która i tak robi wszystko źle, ta której istnienie bądź nie byt i tak niczego nie zmieni wręcz przeciwnie moja śmierć zmieni życie innych na lepsze. Wiem że będzie lepiej przestanę zawodzic rodziców, nie będą już tą gruba niedorajda za którą trzeba się tylko wstydzić. Dam szansę mojemu mężowi i dzieciom na lepszy los, znajdą kogoś kto będzie mógł ich uszczęśliwić. A jednocześnie pomogę im finansowo jak umrę, to mogę na koniec zrobić żeby odkupić choć trochę swoje winy. Chcę się pożegnać ale nie umie powiedzieć dowodzenia ludziom których kocham, choć oni tak bardzo mnie rania. Eh chyba już czas na mnie hela.

    • Ania

      Czy Twoim problemem jest złe samopoczucie, nadwaga i poczucie zawodzenia innych? A masz wiernego męża, kochane dzieci i rodziców, którzy wciaż sie do Ciebie przyznaja ;) ? Pieniadze nie zastapią człowieka a nadmierne pragnienie uszczęśliwiania innych prowadzi do depresji. Ludzie są różni, ranią nawet ci bliscy ale trzeb nauczyc sie mieć w dupie opinie innych i próbować budować zdrową relacje z ludźmi , na których Ci zależy.

  • SEP

    Nie mam juz sily. Popelniam same bledy zyciowe. Zawodze innych, odsuwam znajomych, wiekszosc z nich i tak nie zapyta mnie nawet raz na pol roku co u mnie slychac..
    Zyje w wielkim stresie, gonia mnie dlugi, podjelem sie bardzo stresujacej pracy, jestem czlowiekiem ktory ceni sobie ponad wszystko rodzine i bardzo przywiazuje sie do drugiej osoby.Cos we mnie peklo..
    W dodatku zranilem druga osobe. Najgorsze jest to ze ona mnie wogole nie rozumie a wg niej ja nie rozumiem jej. Probowalismy sobie to wytlumaczyc kilka razy od ponad poltora roku. Ale nie znajdziemy chyba kompromisu.
    Teraz tez placze. Ja nie chce zeby plakala, ale gdy pozwole jej sie cieszyc to sam bede cierpial.
    Za duzo tego wszystkiego dla mnie. Ja jestem jakis patologiczny, nie odnajduje sie w spoleczenstwie…

    • Ania

      Wielu nie może odnaleść się w społeczeństwie a jednak ktoś je tworzy. Problemy finansowe i uczuciowe to „chleb powszedni”. czas płynie i wiele rzeczy się zmienia. Jedne przyjaźnie zanikaja a powstaja nowe tak jak przy zmianie klasy w szkole. W zwiazku coś się wypala i albo trzeba dać odpocząć temu ognisku albo dokładać wiele drewna – dawać z siebie wszystko- tylko to wymaga pracy obojga. Stres niszczy ogromnie psychikę i zdrowie fizyczne a do uregulowania długów i podołaniu pracy trzeba mieć siły. Musisz na chwile sie zatrzymać, usiaść , wziać oddech i uwolnić się od stresów: skoro łatwo sie przywiązujesz to odwiązać nie bedzie trudno- daj odpocząć temu związkowi, zaplanuj sobie jak i ile czasu zajmie ci rozwiazanie problemów finansowych itp. Rozmawiaj z ludzmi, których spotykasz i usmiechaj się.

  • Angelika

    Jestem Angelika. Mam 25 lat i mam poważny problem. 6 miesięcy temu urodziłam dziecko, oczywiscie ono nie jest problem no ale do rzeczy. 19 lat mieszkałam w miescie i teraz od 7 miesięcy na malutkiej wiosce gdzie nie mam się do kogo odezwac, wszyscy mnie o wszystko winią maja do mnie problem. Bardzo kocham swojego narzeczonego i synka, ale to, że jego rodzice mnie tak nienawidzą to już horror, ciągle klotnie, pełno mam przez nich problemów a mój narzeczony się ich tak boi i przez to jest tyle problemów .W końcu tak się poklocilam z narzeczonym że zemdlałam, po jakimś czasie słyszę jak na mnie gadaja że jestem aktorką, udaje że jestem nienormalna i nikt mnie nie obronił :( postanowiłam że odchodze, zostanę sama z dzieckiem ani pracy ani nic. Traktują mnie jak śmiecia! Wiem że powinnam być silna dla maluszka ale nie dam rady już żyć na tym świecie.

    • Patrycja

      Nie poddawaj się. Kiedyś te maleństwo stanie po Twojej stronie i zawsze już będzie obok Ciebie.Nie pozwoli by ktoś Cię skrzywdził.Ty urodziłaś miłość! Ludzie to tylko przystanki na drodze

  • jak chcecie zrobić swojemu życiu krzywdę i przenieść się w wymiar ciemności rozpaczy dna i upadku , piekła zła to zastanówcie się czy warto bo mi się wydaje że bez was ten sam świat będzie zupełnie inny wiec masz żyć i się cieszyć nie poddawać się i dążyć do sensu a w końcu się pojawi ! przysięgam ! zamiast robić sobie krzywdę pomóż mi pomóc i odwiedź moją stronę z góry dziękuje http://teoriaprawdy.pl/

  • ona

    Hmmm.. Czytając wasze komentarze widzę ze ludzie maja gorsze problemy odemnie, ale mi też jest ciężko. Czasami mam po prostu takie dni ze chciałabym umrzeć. Nic mnie nie cieszy, cały dzień mam ochotę płakać ale nawet płakać mi się nie chce, szkoda bo pewnie by mi ułożyło. Wydaje się ze wszystko jest ok, w szkole mam znajomych, koleżanki. Słabo się uczę to fakt ale w kontaktach niby jest wszystko dobrze. A może przez to właśnie cierpię.. Jestem strasznie kochliwa, to jedna z moich NAJWIEKSZYCH wad, nienawidzę tego. Zawsze udaje taka twarda, bezuczuciowa ale właśnie taka rola połowy nastolatków w tych czasach- zakładamy maski. W rzeczywistości taka twarda nie jestem, przejmuje się, myślę o nim i wieczorem wymyślam sobie idealne scenariusze z nim. To takie głupie! Bo w szkole udaje że jesteśmy tylko znajomymi przy koleżankami szczególnie wtedy gdy podczas mojej obecności zaczepia każda inna dziewczynę, musze wtedy udawać ze nie zwracam na niego uwagi. Jestem beznadziejna. znam go zaledwie kilka miesięcy, wszystkie koleżanki traktują go chyba normalnie a do cholery ja musze być tą zakichaną!! Kiedy miałam 14 lat miałam swojego pierwszego chłopaka, po rozstaniu z nim nim obiecałam sobie ze juz więcej nie będę sobie zawracać głowy chłopakami ale niestwty, zjawił się on! Myślę że może bym się tak nie zaangażowała ale on zaprosił mnie na studniówkę, nie odmówiłam – idziemy. kurde nie mam z nim wspólnych tematów jeszcze takie głupie uczucie ze on mnie tam nie chce, że zasługuje na jakoś fajniejsze, ładniejsza dziewczynę. Dlaczego wybrał mnie? Takie dni to najgorsza katorga, gę myśli to wszystko mam już serdecznie dosyć ,,

  • rafał

    nie daje już rady nie mam siły żyć zostawiła mnie dziewczyna z którą byłem 2 lata moja wielka miłość nie mam z kim porozmawiać boje się że to się źle dla mnie skończy napisz do mnie proszę…. rafaliks8@wp.pl proszę…

  • justyna

    Mam 29 lat. pierwszy raz zabieram głos w na jakimkolwiek forum, ale czuję, że muszę zrobić coś z tym „czymś” co siedzi we mnie w środku i dusi wszyskie moje wnętrzności.
    Byłam na piątym roku prawa, miałam marzenia, byłam ambitna, jasny plan na przyszłość. „Panienka z dobrego domu” jak to mówią, Podobałam się rówieśnikom…
    wszystko zaćzęło się psuć gdy ponamałam M., mojego obecnego męza. Zakochana do szaleństwa miłością młodzieńczą nie widziałam tego co ta „miłość” ze mna zrobiła. ja kochałam, on nie. totalny brak szacunku, zdrady, wyśmiewanie, krzyk, znęcanie się psychiczne, ekonomiczne. A ja brnę w to dalej, bo z głupoty własnej nie skonczyłam stuiów (ślub był ważnejszy), jestem zależna od M. NIe mam przyjaciół, matka niegdy nie miała do mnie podejścia, a odkąd nie skonczyłam stuiów pomiata mną, robi awantury…mogłabym jeszcze pisać i pisać o poczuciu krzywdy jakie zafundowali mi ci, którzy powinni mnie kochać, o swojej naiwności i głupocie. o nienawiśći jaką czuje do nich, do siebie, ale…
    no właśnie gdyby nie to „ale” już dawno wybrałabym najszybszy, najmniej bolesny, stuprocentowo skuteczny sposów na odejście z tego świata.
    Jestem matka. mam dwoje najcudowniejszych dzieci pod słoncem..,
    kocham je miłością, której nie da się opisać słowami, która wygrywa z tym ” czymś” siedzącym we mnie. Nie odbiorę im matki, ktorą tak kochają, której potrzebują…ale co jeśli ta ściana, która postawiłam między sobą i dziećmi a resztą świata, tak aby móc codziennkie wstawać z łożka, znosić poniżanie, niezrozumienie w końcu zacznie się kruszyć???
    co jeśli poczuję, że brak matkibędzie dla Nich lepszy od tego czym moge się stać???
    ile jeszcze uda mi się zachować uśmiech dla dzieci i pokerową twarz dla reszty??
    Ile można żyć bez poczucia gosności, bez własnej dumy?? nie wiem, ale się boję…
    boję się o swoje Dzieci

    • Ania

      Mama jest dla dziecka wzorem-tym pierwszym człowiekiem, na którego patrza szeroko otwartymi oczami i uczą się od niej: mówić, usmiechać…żyć. Bądź silna kobietą. Łatwo powiedzieć „Masz byc silna” i dlatego codziennie zyj dla dzieci. Rób coś dla siebie, jesli naprawde zalezy Ci na prawie to skończ je (mama pomoze w wychowaniu). A co do miłości-masz kogo kochac i jestes kochana własnie przez te dzieci. „Kobieta zmienną jest” a mężczyźni jeszcze bardziej…..Nie jestes sama.

    • Domi

      Cześć mam na imię Dominik i mam 22lata od ponad czterech lat mam myśli samobójcze mam za sobą dwie próby ale na nieszczęście nie udane szkoda :( nie mam osoby z która mógłbym porozmawiać ponieważ gdy zaczynam ten temat odrazu otrzymuje porady typu nie martw się będzie dobrze a tak doprawdy z dnia na dzień jest coraz gorzej proszę was o Pomoc typu rozmowę bądź pomoc w znalezieniu dobrego środka od którego opuścił bym ten chory zakłamany świat raz na zawsze to co opisałem to zaledwie pół procenta moich problemów życiowych raz jeszcze proszę o pomoc …

    • i

      z tego co napisałaś wynika,że trafiłaś na mężczyznę psychopatę, ja kiedyś też. odezwij się do mnie. wszytkojestsztukawyboru@gmail.com

  • Ola

    Od czasów gimnazjum chce się zabić gdyż matka znęca się nade mną psychicznie a poza nią nie mam właściwie nikogo. Wcale nie ukrywam, że mam depresję, ale i tak gówno to wszystkich obchodzi. W rodzinie nie wolno mi powedzieć złego słowa o mamusi, która jest wzorem wszelkich cnót, a że mnie poniża na każdym kroku? Widocznie sobie na to zasługuję. Nie słuchajcie, że za samobójcami strasznie wszyscy płaczą, bo życie takich słabych ludzi nikogo nie obchodzi. Ani rodziny, ani tym bardziej środowiska. Jedyne, co mnie trzyma przy życiu to to, że nie chcę dawać satysfakcji mojej popieprzonej matce, że udało się jej mnie zniszczyć, do czego dąży odkąd byłam berbeciem. No i mój pies, którego nie zostawię na pastwę losu.

  • Maja

    Potrzebuję pomocy .. Porozmawiaj ze mną .. gra.maja@wp.pl

  • Magda

    Pomożesz mi?

    • Monika

      W jaki sposób mogłabym to zrobić?

  • mmk

    Moje dni też się kończą. Oszukany, okradziony, zdradzony przez najbliższą osobę – nie widzę w sobie już woli życia. Nie to, że nie ma sensu, że nie potrafiłbym iść dalej. Zwyczajnie nie chcę. Nie mam już sił. We wrześniu kończę 40lat. Wystarczy już tego co osiągnąłem. Zatrzymałem się i wegetuję zamiast żyć. Byłem duszą towarzystwa, radosnym, śmiejącym się facetem. Jedna decyzja partnerki i wszystko czego doświadczyłem wcześniej w moim życiu – odebrały mi wolę walki. Jadę pospacerować po górach – nie wiem nawet w które pojadę – nie znam się.. Wrócę i mam nadzieję, albo się nie obudzić – albo pójdę na tory, nieważne jak – byle skutecznie. Miałem na imię Mariusz

    • Daniela

      Nie powinieneś tak mówić koniec związku to nie powód do samobójstwa znajdziesz SE nową dziewczynę trzeba żyć dalej:)

  • Stanisław

    Mam 15 lat. W te wakacje w lipcu straciłem prawie wszystkich znajomych. Zostali przy mnie przyjaciel z klasy i jego dziewczyna a na dodatek mam za przyjaciółkę z chorwacji. To tyle. W przeciągu 4 tygodni zepsułem szanse na życie towarzyskie i bycie przyjacielem kogoś innego. Nie obchodzi już mnie rodzina, nie obchodzi mnie już szkoła lecz obchodzą mnie tylko przyjaciel i jego dziewczyna a jedyną dobrą rzeczą którą zrobiłem w ciągu tych kilku tygodni to uratowanie związku mojego jedynego przyjaciela. Nie wychodzę na dwór chyba że mój przyjaciel tego chce albo jego dziewczyna potrzebuje czegoś, nie robię nic poza myśleniem jak by im tu powiedzieć żeby oni mnie też opuścili, pogarszam swój stan psychiczny siedząc i mówiąc do siebie (bo nie mam z kim rozmawiać). Żyje tylko dlatego że mój przyjaciel mnie złapał przy skakaniu z mostu na płytką wodę.

  • Potato

    Cześć. Od dłużeszego czasu, będzie tego ze 4 lata już z drobnymi przerwami myśle o zabiciu siebie. Porażka, za porażką, a ja wstawałem po każdej, starając się być silniejszy. Ale nie byłem. Każdy cios sprawiał, że pękałem od środka. Jak od środka gnije, a moja dusza się wypala. W szkole byłem typem samotnika. Ludzi ze mnie drwili, więc starałem się mieć ich wszystkich w nosie. Starałem się być silny bezwzględu na innych. Ale czym byłem starszy zdawałem sobie sprawę, że tak się dalej nie da. I gdy na studiach spotkałem najwspalnialszą dziewczyne, taką jaką spotyka się raz w życiu, a ja przez swój spaczony pogląd na rzeczywistość spierdoliłem równo po całościi zmarnowałem szanse. I myśl o tym zżera mnie po dziś dzień. Szukałem alternatywy, czegoś co wypełni pustkę zżerającą moją duszę. Kogoś innego, który pozwoli mi o tym zapomnieć i żyć dalej. Ale się nie dało. Ilekroć myślałem, że mam to już za soba coś się we mnie budziło, przypominało o palącej pustce w moim sercu. Czuje się sam, bez dziewczyny, opuszczony przez wszystkich. I mimo, że mam kochających mnie rodziców i lojalnych przyjaciół (niewielu, ale zawsze jakiś), to nie znajduje ukojenia. Sam staram się nawet nie zadręczać ich moimi problemami – wszyscy mają mnie za beztroskiego zgrywusa skorego do śmiechu. Nie chcę nawet z nikim o tym gadać, żeby chociaż im ograniczyć tego bólu. Każdy dzień zaczyna się od pytania „Dlaczego to trwa dalej i kiedy się skończy?” oraz odrazą dla samego siebie. Kiedy patrze przyszłość to nie widzę nic, prócz swojego własnego grobu.

  • Halvir

    Moja historia jest dłuższa i bogatsza w epizody niż historia kogokolwiek, kto ośmielił się pisać w Internecie. Jestem wrakiem. Wczoraj żeby wyładować frustrację podarłem i wyrzuciłem do kosza biblię. Religia sprawia mi ból, chcę usunąć ją ze swojego życia na zawsze. Jestem z natury dobroduszny i łagodny a ludzie dookoła traktują mnie jak śmiecia i popychadło tylko dlatego, że nie mam w sobie agresji, a kiedy się pojawia brzydzę się nią. Walka nie ma dla mnie sensu. Odpłacanie cierpieniem za otrzymane cierpienie napędza tylko pętlę. Tak łatwo jest udzielać mądrych porad kiedy patrzy się z zewnątrz… Kiedy próbuję zastosować je do siebie już nie jestem taki mądry. Ich użycie jest trudne a użycie to jeszcze nie finezja a finezja to jeszcze nie mistrzostwo.

    Od ukończenia studiów desperacko szukam pracy. Oszukano mnie nieskończoną ilość razy. Z desperacji próbowałem cieżkiej pracy fizycznej, efekt jest taki, że czuję się jak obity pies. Czasami pojawia się chęć zakończenia tego. Biorę miskę z odrobiną zimnej wody, wyostrzony na skalpel nóż kuchenny, kładę się, owijam rękę w łokciu kawałkiem nylonowej linki. Patrzę jak wzbierają żyły. Wiem, że otwiera się je wzdłuż, wtedy krew lepiej płynie. Trzeba też odwiązać linkę żeby odblokować jej przepływ. Boli chwilę, po przemyciu wodą ból znika i czlowiek powoli odpływa. Nie robiłem tego. Po prostu na wszelki wypadek nauczyłem się tej techniki z podręcznika medycyny. Dawniej stosowano upuszczanie krwi.

    Czemu żyję? Na pierwszym roku studiów poznałem Olka. Był bratnią duszą. Mieliśmy wiele wspólnych zajęć. Nie wiem do dziś co pchnęło go do samobójstwa, ale pamiętam jak wszyscy to przeżyli. Pamiętam jak ja to przeżyłem. Wiem, że jeśli odbiorę sobie życie przynajmniej jeden mój młodszy brat zrobi to samo. Dlatego uśmiecham się, udaję silnego, żyję w tym parszywym kraiku bez przyszłości i sensu w życiu. Zamierzam czekać. Czekanie w nieskończoność jest lepsze niż brak istnienia. Stanie na krawędzi jest lepsze niż skok. Prosta, naiwna kalkulacja.

    Często piszę w Internecie. Nie wiem, czy to komuś pomaga, ale mi daje iluzję, że jestem ostatecznie do czegoś użyteczny. Powoli tracę nad sobą kontrolę. Kipię nienawiścią. Mimo to wyznaczyłem sobie pewien cel w życiu. Może mi się uda. To bardziej marzenie niż plan, w tym zwariowanym świecie wszystkie moje plany zawodzą. Moje rodzeństwo w wieku 14-18 lat ciężko pracuje na wsi. Ja… nie umiem żyć w domu który śmierdzi jak kanał ściekowy, nie ma gdzie się umyć i panuje skrajna nędza. Mam tylko ciut więcej szczęścia. I dużo więcej bagażu. Matka już nie krzywdzi ich, bo kilka razy ją pobiłem za to. Wyobrażacie sobie to? Musiałem. Naprawdę nie było lepszej opcji. Moje życie jest skomplikowane. Wszyscy się ze mną tylko licytują a ja mówię tak oczywiście, przepraszam masz rację. Ale nie mają racji.

    Piszę żeby przeżyć kolejny nijaki tydzień. Znowu nie mam sił płakać. Walę się na łóżko, śpię kilka dni, budzę się, porządkuję tryb życia, idę do PUP. Dostaję skierowania ale nikt nawet ze mną nie rozmawia. Nie odsyłają maili. To norma w tym kraju. Nie mam pieniędzy na życie. Nie mam siły, żeby się uczyć, rozwijać, jestem tak zobojętniały, że utknąłem w miejscu. Gdybym nie miał cioci, która jakimś cudem ma mieszkanie w bloku, pewnie żyłbym na śmietnikach i nie zwracał na nic uwagi. To, że mam dach nad głową i możliwość kąpieli w ciepłej wannie daje mi minimum motywacji potrzebne do walki o życie. Nie zabiję się. Gdybym zrobił to teraz byłbym pustym pajacem. Ciągle widzę na jawie twarz Olka jakby mówił „nie rób tego”. Jakaś część mnie cieszy się, że on pierwszy podjął próbę, że się zabił zanim ja dojrzałem do samobójstwa. To na zawsze przekreśliło u mnie tę możliwość. Chociaż moje życie jest nieznośne żyję z tym. Patrzę w lustro i mówię krótko: znieś to.

    • hovsky

      just before i go

  • Maciek

    Ech… Wszystko wraca. Czuję się taki samotny. Mam 19 lat, ponad miesięczny staż w szpitalu psychiatrycznym, stwierdzony Borderline. Wieszałem się na klamkach, raz przedawkowałem leki, wylądowałem na detoksie. Chciałbym Wam napisać, a właściwie powiedzieć: „żegnajcie” – po czym przyłożyć spluwę do skroni i pociągnąć za spust. Wiecie co? Wydaje mi się jednak, że jestem zawieszony w nijakości. Czuję się… wypośrodkowany. Jestem mdły. Nie umiem podjąć żadnego stanowczego kroku… w żadną ze stron… Ludzie mnie nie rozumieją… Ci, w których pokładam nadzieję, okazują się do bólu przewidywalni… Przeciętni… Nie kierują się sercem, miłością, pięknem… Są więźniami. Więźniami konwenansów i banału. To osoby, które darzę uczuciem… A raczej darzę uczuciem moje wyobrażenia o nich. Mowa tu o dwóch specjalnych dziewczynach w moim życiu… Zawiodły mnie, a ja zawiodłem je. Niekoniecznie w tym porządku… Nie godzę się na taki układ. Trwam w bylejakości, muszę ją znosić także u innych. Wymiotuję tym światem i ludźmi, którzy udają, że go tworzą. I High Hopes Floydów… Trzymajcie się.

    • Valenttina

      Chciałabym poznać taką osobę jak Ty…

  • Wiktoria

    Cześć… nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że z myślami samobójczymi walczę od dwóch lat. Na początku okaleczalam się tylko i to wszystko ale fascynacja tym przerodziła się w myśli samobójcze. Na pół roku ustały. Zakochałam się i poznałam osobę dla której przestałam się samookaleczac. Ale dziś. Kolejny raz zdałam sobie sprawę jakim jestem zerem. Nie zdałam klasy i w sierpniu mam mieć poprawki… moje braki są zbyt duże więc nawet nie wiem po co zaczynać. Wydaje mi się, że życie jest dla mnie zbyt trudne. Nie potrafię go ogarnąć. Boje się opini ludzi i uciekam przed ludźmi. Całymi dniami siedzę w domu i gram w gry, oglądam jakieś horrory. Mam dokładnie co chwile momenty w których uświadamiam sobie jakim jestem zerem i wtedy też nie chce żyć. Chce sobie coś zrobić. Okaleczac się już nie potrafię. Nie mam już nawet temperowek chyba w domu aby wziąść ostrze.. Osoba w której jestem zakochana nawet nie wie o moim istnieniu co boli jeszcze bardziej. W nocy jest i tak najgorzej. Dopadaja mnie wtedy ataki paniki. Wtedy potrafię płakać całą nocy i rano wstać z przyklejanym uśmiechem. Myślę, że jestem życiowym nieudacznikiem i nic nie osiągnę. Leżę już tak nisko, że szkoda mi nawet próbować jest pomóc. Zycie jest naprawdę zbyt trudne dla mnie. Nie chce go przezyc i nie wiem za co dostałam taką karę. Nie dość, że jestem nieudacznikiem to jeszcze moje ciało. Mam tak brzydkie ciało, że całe lato spędzam w domu. Nie potrafię nawet pisać z sensem bo mam dość. Chce umrzeć ale jestem pieprzonym tchórzem

  • Niji

    Ja wiem, że są ludzie, którzy mnie kochają. Którzy chcą mi pomóc.

    Problem w tym, że ja (na razie) nie potrafię pomóc nikomu. Czuję się niepotrzebna. :P Osaczona ludźmi którzy chcą mi dużo dać… ale ode mnie nikt nic nie chce.

    Ale oj tam, dobrze jest. :) Może kiedyś się na coś przydam, może będzie ze mnie jakiś pożytek. :)

    Zresztą, ten nieprzyjemny czas to dla mnie nauka. Gdy już stanę na nogi będę wiedzieć, że czasem najlepsza pomoc jaką możemy komuś udzielić – to pozwolić tej osobie się wykazać. Dać jej okazję, by poczuła się potrzebna. :)

  • Łukasz Stefanowski

    U mnie tak to wygląda: W 2003 roku nie skończyłem LO, dopadła mnie depresja i przedawkowałem psychotropy. Niestety wybudziłem się ze śpiączki i wtedy przez 24h dochodziłem do siebie. I tak już 3x. Leki, szpitale, lekarze itp. Mój problem z brakiem chęci do życia, chyba wiąże się z moim poczęciem. Mój „ojciec” zostawił mamę 2 tygodnie przed ślubem z brzuchem. Mama opowiadała, że bardzo często płakała, będąc ze mną w ciąży. Do ustalenia ojcostwa potrzebne było badanie DNA, gdyż cały czas się wypierał… Nie chcę się tym tłumaczyć, ale na pewno wywarło to niekorzystny wpływ na moją osobę i teraz to doskonale widać. Nigdy nie miałem celu w życiu. Nie mam z Kim zwyczajnie rozmawiać, takie prozaiczne. Przychodzę z tej nędznej pracy(jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz) i „rozmawiam” z FB’kiem…. Nigdy nie będę miał kobiety. Nie chodzi nawet o wygląd, wykształcenie, pieniądze. Po prostu…. nie chcę być ojcem. Brakuje mi uczucia i miłości w życiu, ale jestem skazany na samotność. Od wielu lat mam wizję, że wchodzę pod pociąg, ale boję tych kilku sekund ogromnego bólu. Wiecznego potępienia się nie boję. Wszyscy mnie wytykają palcami. Rodzina twierdzi, że…szatan mnie opętał. Ja zawsze stroniłem od ludzi, ale z drugiej strony bardzo ich potrzebuję Nawet gdybym dotrwał do końca LO, nie poszedłym na studniówkę. Ja nie lubię się bawić,. Jestem na urlopie i dostaję schizy. Nawet nie mam ochoty kupić jedzenia…Jest tylko jedna osoba, która by cierpiała z powodu mojego odejścia – mama. Reszta by to jakoś przyjęła i po tygodniu już nikt by o mnie nie pamiętał. Egoistą jestem, ale żeby popełnić samobójstwo, trzeba mieć odwagę, której mi cały czas brakuje:(.

  • stradivariuses

    Mam 15 lat i miałam już jedną próbę samobójczą( tak, wiele razy słyszałam że taka gówniara nic o życiu nie wie) przyjaciółka znalazła mnie w łazience z masą tabletek.”Dzięki niej” nie zdążyłam połknąc wszystkich. W głębi duszy tego dnia szczerze ją znienawidziłam. Zostało to między nami dwiema. Ale kolejnym razem mnie nie uratuje. Muszę skołować broń. Uwielbiam adrenalinę. A rodzina mnie olewa, mogłabym nie istnieć nawet by nie zauważyli. Ciągle płacze, nieprzerwane strumienie łez, po nocach, zawsze mam wory pod oczami, opuchnięte oczy. Znajomi pytają co sie dzieje ale….nie mam siły odpowiadać.

  • Naiwna

    Zdecydowałam się napisać do was , ale sama nie wiem od czego zacząć … znowu myślę o samobójstwie .. tak to moja kolejna próba samobójcza czuje że nadszedł już czas …. próbowałam starałam się żyć dalej , ale przez mojego męża i całą rodzinę nie ma innego wyjścia …. rodzina się ode mnie odwróciła nie chce ze mną mieć kontaktu … a mąż traktuje mnie gorzej niż szmatę do podłogi z reszta i tak nią jestem … Jakiś czas temu wdałam się w romans jeśli to tak można nazwać widziałam się z tym człowiekiem raptem 3 razy pisałam z nim bardzo dużo emaili rozmawiałam przez skype , aż do naszego pierwszego spotkania gdy do drinka dodał mi coś i obudziłam się następnego dnia nago po powrocie do domu dostawałam smsy ,grzby że chce pieniędzy albo sex.. Wypisywał po moich znajomych na fb , aż posunął się do tego że porozsyłał moje magie zdjęcia po całej mojej rodzinie i listem oczerniającym mnie ilu to miałam kochanków … Mąż wie o wszystkim .. Zgłosiłam sprawę na policje ona się ciągnie po dzisiejszy dzień , a ten człowiek dalej czuje bezkarny brak mi sił naprawdę … Żona tego człowieka o niczym nie wiedziała ona też jest ofiarą ..
    A ja … ja tylko chciałam innego życia dla mnie i dla moich dzieci skąd mogłam wiedzieć że zostanę tak oszukana i wykorzystana .. Moje relacje z mężem od urodzenia maszej najmłodszej córki przechodzę piekło na ziemi nikomu o niczym nie mówiłam bo i tak kto w to uwierzy ? Pozostaje mi tylko jedno odejść i tak każdy mnie ma za szmatę , a może nawet gorszą .. Co noc proszę Boga aby mnie zabrał do siebie że nie chce tak żyć …. Czuje się brudna … Nie warto ufać nikomu sama się o tym przekonałam nawet najbliższa rodzina .

    • Kaśka

      Wiem co czujesz. Ja z myślami samobójczymi walczę od ok 14 roku życia…dzisiaj mam 32 lata i pomimo długiej terapii i masy leków którymi zostałam nafaszerowana nie odzyskałam chęci do życia. Mój mąż traktuje mnie jak powietrze, wie że płaczę pół nocy w poduszkę, widzi że znowu się trzęsę z nerwów i w poczuciu beznadziei sięgam do kolejną butelkę wina, ale on tylko otwiera buteleczkę i znowu wychodzi na noc z domu. Myślę że tylko czeka kiedy się w tym wszystkim zatracę, kiedy popłynę i kiedy będzie mógł bez wyrzutów sumienia pozbyć się mnie ze swojego życia.Nie mogę liczyć na wsparcie rodziny, dla nich jestem zerem które nie spełniło niczyich oczekiwań.Nie mam z kim porozmawiać, nie mam przy kim się wypłakać,a każdy mój dzień składa się z masy przykrości której doświadczam ze strony bliskich.Romans?…zupełnie tak jak i Ty-ja potrzebuję długiej rozmowy, ciepła i troski…ale Ty bardzo boleśnie się przekonałaś że mężczyźni zazwyczaj bezinteresowanie tego nie oferują. Czuję się nikim i już dawno bym ze sobą skończyła…ale tego nie robię…a wiesz dlaczego?…bo są na świecie 2 małe istotki dla których ktoś taki jak ja jest WSZYSTKIM!!!
      Proszę pomyśl o swoich pociechach…co z nimi będzie po Twoim odejściu, myślę że nigdy nie udałoby się im po czymś takim pozbierać…czy tego właśnie chcesz dla swoich dzieci?
      Co Cię obchodzi rodzina…zapewniam Cię że każdy z tych którzy tak chętnie Cię teraz osądzają ma w swoim życiorysie jakąś niechlubą historyjkę której się wstydzi, mąż traktuje Cię jak szmatę-tzn. że to to dupa nie mąż-bo prawdziwy mężczyzna powinien się opiekować swoją rodziną, stać murem za swoją kobietą i w tej sytuacji uderzyć się w pierś-bo to on swoim zachowaniem pchnął Cię do tego że zaczęłaś szukacz ciepła i akceptacji poza domem. Głowa do góry! Ja w Ciebie wierzę i TRZYMAM KCIUKI!!!!

  • LeaveMeAlone

    Możecie mnie uznać za szaloną, ale mam to gdzieś. Ja mam nieco inny powód do samobójstwa… W tym wcieleniu miałam załatwić sprawy z poprzednich żyć (obmyśleć co i jak – wszystko zajęło mi aż 20 lat). Niestety mam też tak, że widzę też wspomnienia innych sposób i czasem nie wiem przez to czyje wspomnienia są moje, a moje ciało jak zbyt ograniczone by oddzielić moje wspomnienia od cudzych. Miałam już pięć prób samobójczych, ale tylko ostatnia dotyczyła głównego tematu – w moim przypadku śmierć to krok naprzód. Moje ciało jest zbyt ograniczone by ogarnąć pewne niefizyczne sprawy, z którymi się borykam. Reinkarnowałam się w tej wersji Ziemi, bo jest tu mnóstwo rzeczy przypominających mi poprzednie życia i to te właśnie rzeczy pomogły mi, nawet nie wiecie jak bardzo…
    Rodzinę mam nieciekawą, lecz sama ją sobie wybrałam – byłam ciekawa jakie dzieciństwo miała moje matka z poprzedniej inkarnacji. No cóż, nie zazdroszczę jej.
    Od zawsze bujałam w obłokach i ZAWSZE wewnątrz siebie wiedziałam, że nie jestem do końca ziemską istotą (ale nie jestem też gwiezdnym wędrowcem z misją – to nie moja bajka). Niedawno dowiedziałam się nawet tego, że moja dusza została sztucznie stworzona (coś jakby myślokształt, lecz dużo bardziej skomplikowany). Najlepsze jest to, że doszłam do tego wszystkiego sama… z pewną pomocą osoby, która inkarnowała się by mi pomóc, lecz niestety o tym nie pamięta i robi wszystko nieświadomie, ale i tak dziękuję jej za to, że jest, choć nigdy nie spotkałam się z nią na żywo ani nawet nie rozmawiałam z tym życiu.
    Teraz czas ruszyć dalej – gdybym mogła w inny sposób rozwiązać problemy z poprzednich wcieleń, nie zabijałabym się. Nie, nie chodzi mi o żadną regresję, bo można powiedzieć,że sama ją sobie zrobiłam, po prostu np. w jednym z wcieleń miałam chłopaka, ale nie powiedziałam mu, że go nie kocham i teraz chcę mu to jakoś powiedzieć, ale on jeszcze nie umarł i dalej żyje na innej planecie – no sory, ale w obecnych warunkach jest to niemożliwe by zrobić to od zaraz…
    Na razie i tak jestem zaangażowana w pewien projekt, który chcę skończyć przed śmiercią, wiec jeszcze trochę pożyję…
    A teraz proszę bardzo – zwyzywajcie mnie od schizofreniczek i każcie iść do psychiatry.
    I tak was nie posłucham, bo wreszcie znam prawdę o sobie i swoim życiu.

    • Filip Juliusz

      Rozumiem Cie i czuje ze mam podobnie, może pogadamy przez telefon, masz ochotę?

    • Sylwek Jędrzejewski

      tu ciebie pobieram bo ja tak samo ze swoim życiem i dlatego chcem odejść z tego zjebanego świata

    • anonimowa..

      Hmmm… trochę przerażające to co piszesz… ale może te dziwne wspomnienia, które nie są Twoje i inne nieprzyjemne rzeczy – może to nie oznacza wcale, że popełniłas błędy w poprzednich wcieleniach i musisz je naprawić. To byłoby naprawdę straszne… ale może nie jest tak źle :)
      Może masz po prostu takie zaburzenie, które się nazywa rozszczepienie osobowości. Albo inaczej osobowość wieloraka. To zaburzenie się leczy chyba u psychologa (terapia), a być może też lekami. W każdym razie tu chyba przede wszystkim terapia ma znaczenie – terapeuta pomaga człowiekowi pozbyc się tych „sztucznych osobowości”, tak żeby została ta jedna, prawdziwa. Żeby człowiek znów był sobą :)

      Poczytaj o Chris Sizemore – ona miała to choróbsko, ale dzięki dobrej terapii wyleczyła się :)

      Więc nie zakładaj z góry tak przygnębiajacego scenariusza, że to kara za błędy przeszłości i że w tym życiu musisz je naprawić. Niekoniecznie tak jest. Prawda może się okazać dużo łagodniejsza – no czyli właśnie choroba, którą po prostu trzeba wyleczyć. I DA SIĘ wyleczyć :) Więc możesz spróbować podjąć leczenie – ale decyzja należy do Ciebie.
      Jeśli jednak zdecydowałaś, że leczenie stanowczo odpada i czujesz, że faktycznie musisz naprawic jakieś dawne błędy, to chociaż komuś się wygadaj, – bliskiej, zaufanej osobie. Nie duś tego w sobie. Bo to ogromny ciężar… Jak się wygadasz, to może choć troszkę tego ciężaru z siebie zrzucisz i będziesz mieć więcej siły do naprawienia tych błędów.

      Trzymaj się cieplutko i dużo siły Ci życzę… wyjdziesz z tego, będziesz szczęśliwa :) Ja w to wierzę i tego Ci życzę.

    • Magdalena

      Bardzo interesujące jest to co piszesz. Chciałabym mieć tak potężną wiedzę na temat własnego istnienia.
      Mam podobne odczucia, co ty, również wydaje mi się że nie jestem do końca ziemską istotą.
      Jeżeli chcesz, napisz na maila, pogadamy.
      czarna.porzeczka@opoczta.pl

  • Angelique

    41 sekund… tutaj nie trzeba większych komentarzy i kontemplacji.
    po prostu, życie i tak jest trudne i smutne, dlaczego mamy losowi ułatwiać to wszystko i się zabijać?
    nawet jak wszystko traci sens, to warto wziąć plecak i zacząć podróżować. wiem, że mało osób się decyduje na takie „szaleństwo”, ale lepsze takie szaleństwo niż samobójstwo. to drugie zawsze zrobić można później, a przygody i doznania jakie odczujemy podczas podróży są nie do opisania. może właśnie one będą naszą adrenaliną, która powstrzyma nas od zakończenia swojego życia?
    oby! :)

  • Inna

    Za wcześnie by umierać, za późno by żyć. Taka sentencja powstała w mojej głowie. Tchórzem jestem okrutnym i narcystycznie kocham moje ciało ale ono jest nieprzydatne bardzo. Przeszkadzające. mam kłopot w podejmowaniu decyzji ostatecznych, może to mnie powstrzymuje. Ale bardzo mi się nie chce na tym smutnym padole pozostawać. Ludzie są tacy płytcy, żałośni. Ich sprawy, problemy. Żenująca papka bylejakości. Ile, kto lepszy, wygląd, zmarszczki. Puste głowy nafaszerowane reklamami i celebryckimi „osiągnięciami”. Tkwię tu. To jakaś reinkarnacyjna kara. Spróbuję się wyzwolić, przystosować się nie zdołam.

    • Monika

      Może po prostu nie skupiaj się na tym co CI tak przeszkadza? Po co ciągle myślisz o ludziach, którzy są według Ciebie tacy płytcy i żałośni? Znajdź ludzi podobnych do siebie, nie skupiaj tylko na tych co nie są dla Ciebie…

  • Mi paradoksalnie pomogło właśnie zrobienie planu krok po kroku, co i jak zamierzam zrobić, i co jeszcze chciałam zrobić/przeżyć do tego czasu. Akurat w jakimś jaśniejszym dniu, czy bardziej – w jaśniejszej godzinie, udało mi się stworzyć taki plan. Ale powiem tak: mówienie komuś z dwuletnią depresją kliniczną żeby „spróbował uwierzyć” jest jak mówienie do osoby z 10 promilami alkoholu żeby spróbowała wstać. Myślę, że miałam więcej szczęścia niż rozumu, że jeszcze tu jestem.

  • olga

    A ja nie bardzo rozumiem te rady. „Proszę, spróbuj, tylko spróbuj uwierzyć w to, że można znaleźć wyjście z
    trudnych sytuacji, nawet jeśli w tej chwili tego wyjścia nie widzisz.” – no więc wyobraź sobie , że nie widzę wyjścia , bo tego wyjścia realnie nie ma i nie będzie. Mówiąc w skrócie – mleko się rozlało i skoro ktoś chce umrzeć, bo nie podoba mu się sytuacja w której się znajduje a ona NA PEWNO się nie zmieni, to niech umiera. Jego wybór. NIe rozumiem, czemu tak na siłę chce się powstrzymywać samobójców, to ich świadoma decyzja.

    • Prawda jest taka, że jeśli samobójcza rzeczywiście przez długi czas nie znajduje wyjścia z sytuacji i jeśli rzeczywiście będzie chciał się zabić, to to zrobi.

      Mimo tego, bardzo wielu z nich szuka pomocy. Mówi i samobójstwie. Szuka porad. Zadaje pytania. Wysyła sygnały, że jest tragicznie, ale może gdzieś ktoś go uratuje. Stąd te rady, żeby dać sobie szansę. Godzinę, dzień, tydzień.

      • Zgadzam się z Tobą, że warto „dać sobie jeszcze godzinę”. Nawet po tej godzinie nastrój może być minimalnie lepszy, w sensie taki, że organizm będzie się bronił. Ciało jednak naprawdę chce żyć. Niestety wszystko z autopsji :/

        • Kasia

          Ja dowiedziałam sie ze mam dziecko chore na nieuleczalna chorobę genetyczna. Wiem ze powinnam stanąć na wysokości zadania i samobójstwo to egoizm i ucieczka. Czasem myśle sobie jakby to było wspaniałe gdyby samochód wecmnie wjechał, jakiś pijany kierowca. Nie w Bogu ducha winnych ludzi tylko we mnie. Może tak jak córkę urodziłam tak ja musze odprowadzić na drga stronę. Przeraża mnie jej bezmiar cierpienia. Chciałabym umrzeć za nią, a najlepsze co moge zrobic to z nią żyć. Jestem beznadziejna matka Maż mi to ciagle powtarza. Zarabiam dużo więcej niż on, moja praca jest straszna i nie mam jak gotować w domu i jak kładę dzieci spać to padam z nóg. A z drugiej strony pieniądze potrzebne zeby ulżyć córce. Boże jak ja bym chciala umrzeć Przeniesc sie z córka do innego świata bez tego cierpienia i być z nią i ja kochać Jestem taka beznadziejna Z niczym sobie nie radzę Maź mnie nienawidzi Jakbym sie nigdy nie urodziła to i córka by nie cierpiała Tak bardzo chce umrzeć Moze mój maź znajdzie lepsza kobite i ona bedzie lepsza matka dla mojej chorej córeczki

          • :(

            Raczej ty lepszego męża.

    • Paula

      Zawsze jest wyjście i nigdy nie wolno powiedzieć że nic się nie zmieni. Samobójcy to tchórze…

      • olga

        nie zawsze. Nie ma czegoś takiego jak zawsze. Sa tchórzami, pewnie, ale mają to gdzieś, że ktoś tak sobie pomyśli.

      • Nie nazwałabym samobójców tchórzami. Absolutnie nie. To ludzie, którzy bardzo cierpią i z tym cierpieniem nie umieją sobie poradzić lub nie widzą innego rozwiązania niż odebranie sobie życia.

        Zachęcam do przeczytania tekstu o tym, że samobójca nie jest egoistą.

  • Ami

    Ponad dwa lata temu podjęłam się drugiej próby samobójczej (wcześniejsza nie doszła do skutku. Chciałam przedawkować paracetamol, ale dowiedziałam się, że to może być bardzo długa i bolesna śmierć a ja chciałam umrzeć szybko). Plan był prosty: wejść pod rozpędzony samochód i umrzeć. I w ostatniej chwili sparaliżował mnie strach, dosłownie. Stałam na jednej nodze z drugą zawieszoną nad jezdną i nie mogłam się ruszyć przez parę sekund. Rozpłakałam się wtedy, zwyzywałam się on najgorszych, bo przecież „nie dość, że życie Ci nie wychodzi to jeszcze nawet zabić się nie umiesz głupia cipo!”. Spacerując w ten dzień postawiłam sobie ultimatum: albo się ogarniam, biorę się za życie emocjonalne, poukładanie mózgu i wszystkiego wkoło albo się po prostu zabijam. Dałam sobie 100 dni i zaczęłam walczyć o „normalność”. I w ciągu tych 100 dni uwierzyłam, że może być lepiej, że jest jakaś inna droga, żeby z tego wyjść. Później wybaczyłam sobie i innym te wszystkie błędy, sytuacje, które doprowadziły mnie do podjęcia próby samobójczej. Po jakimś czasie nawet zaczęłam to akceptować. Wciąż uczę się szacunku do siebie, do tego co robię. Wyszłam z tego silniejsza emocjonalnie niż byłam kiedykolwiek wcześniej i doceniłam życie, rodzinę, przyjaciół i znajomych (bez ich pomocy, rozmów, nawet nieświadomego wyciągania z domu, to byłoby to o wiele trudniejsze).

    Jeżeli planujesz samobójstwo, masz nawet wyznaczoną datę i cały plan, proszę Cię, daj sobie jeszcze trochę czasu, chociażby te 100 dni i zastosuj się do chociażby tylko pierwszego punktu, o którym napisała Monika. Będzie ciężko, ale będzie warto :)

    • Ami! Tak bardzo Ci dziękuję za ten komentarz!

      Wspaniale. Gratuluję Ci siły, cierpliwości. Naprawdę, jestem pod ogromnym wrażeniem. Mam nadzieję, że nadal wszystko idzie w dobrym kierunku, a Ty czujesz się coraz lepiej :)

      Dodam tylko od siebie, że nawet jeśli kogoś przeraża ilość 100 dni, to JEDEN już jest rozwiązaniem. I codziennie możemy sobie dawać ten JESZCZE JEDEN dzień.

      • ehhh

        ehhh

        • Grgmlv

          Zabij się!

    • Set

      Tak, wskocz pod koła niewinnemu człowiekowi, Zajebisty pomysł !