Chyba wschodzi słońce.

Dzisiaj swoją historią chce się z Wami podzielić Ewelina.

Gdzie się zaczyna historia? Nie wiem. Być może we wczesnym dzieciństwie którego nie pamiętam, lub nie chcę pamiętać.

Czułam się inna. Inna od rówieśników. Za wszelkie wyśmiewania, dręczenia, molestowania obwiniałam siebie. No, bo jak to, to musi być ze mną coś nie tak, prawda?

Ten dzień w którym coś we mnie pękło przypomina mi się co jakiś czas. Miałam wtedy 12 lat. Nie mogąc wytrzymać napięć w szkole postanowiłam jakoś sobie poradzić.

Przytrzasnęłam rękę kilka razy drzwiami. Zaczął się czas walki. Przeciwko sobie. Doszły celowe ukłucia cyrklem, cięcie żyletką, nożem, szkłem – wszystkim co było pod ręką.

Napięcia w domu także narastały. W późniejszym okresie dołączyły zaburzenia odżywiania – epizody anorektyczne i bulimia.

Wtedy postanowiłam podjąć ważny krok w życiu – TERAPIĘ. Początki były tak trudne, że przerwałam ją na dwa lata. Pierwszy nieudany związek doprowadził do próby s.

Postanowiłam zgłosić się do szpitala psychiatrycznego. Z niego również uciekłam. Ciągle uciekałam. W alkohol, samookaleczenia, nocne wycieczki. Byle coś czuć.

Obecnie mam 24 lata. Nadal zdarza mi się okaleczać. A więc nie – problem samookaleczeń nie dotyczy tylko nastolatek. I nie zawsze się z niego wyrasta.

Jestem pod nadzorem psychiatry i psychoterapeuty. Ponad rok. Jest ciężko, wiele wylanych łez, chęci rzucania terapii. Ale tym razem nie ucieknę. Chyba wschodzi słońce.

  • Guest__

    Ludzie, nie okaleczajcie się. Życie może stać się jeszcze gorsze, dlatego nie warto robić sobie krzywdy.

  • Katarzyna Łakomy

    Temat samookaleczeń znam doskonale…. wiem,że ciężko jest przestać… mam 22 lata. Od ostatniego cięcia minęło pół roku,ale rozstanie z miłością mojego życia sprawiło , że znów mam ochote to zrobić…