Czasem czuję się niekochana

Czasem czuję się niekochana. Czasem czuję się nic niewarta. Czasem przyglądam się swoim myślom i zastanawiam nad tym, jak ktoś mógłby w ogóle pokochać kogoś tak popsutego. W społeczeństwie jesteśmy uczeni, że jedną z najgorszych rzeczy jest “być wariatem”, a gdy już nimi jesteśmy (poprzez zaburzenia psychiczne), to znaczy, że zasługujemy na swój los i bycie samotnym. Bycie “wariatem” to bycie niechcianym i bezwartościowym.

Czasem chcę uciec. Czasem, nawet w długoletnim związku nawet po tysiącach “Kocham Cię”, “Potrzebuję Cię” “Pragnę Cię” – wypowiedzianych, napisanych, wysłanych – fantazjuję na temat tego, by wsiąść do pociągu i ruszyć w kierunku, z którego już nikt mnie nie zawróci. Czasem, w desperacji, izoluję się, by nikt nie dostrzegł tego, co we mnie siedzi, bo wtedy będzie to bardzo prawdziwe. I przerażające.

Czasem się bardzo boję, że skoro mam depresję czy inne zaburzenie psychiczne, to każdy, kto się do mnie zbliży – spłonie. Ale potem, ten bliski ktoś mnie przytula i widzę, że on wciąż jest w jednym kawałku. Żadnych poparzeń, żadnych blizn, żadnych ran i dochodzę do wniosku, że ten impuls pchający do ucieczki, to tylko kolejne kłamstwo, kolejne złudzenie w chorobie, która próbuje mnie zwodzić. Może on też jest taki jak ja. Może on też się boi.

Jesteśmy i zawsze byliśmy naprawdę piękni i warci wszystkiego, co w życiu dobre. Ja i Ty. Zasługujemy na dobre rzeczy. Zasługujemy na miłość. Zasługujemy na szczęście i na towarzystwo ludzi, którzy je nam dają. Może i nasze umysły pracują nieco inaczej, ale to nie oznacza, że jesteśmy mniej wartościowi.

Za każdym razem, gdy budzi się we mnie instynkt ucieczki, stawiam opór.

I wkładam w to całe serce. Stawiam opór całą sobą. Gdy słyszę w głowie ten mroczny głos, który szepcze, że jestem niewystarczająca – prostuję kręgosłup, zaciskam pięść i mówię: “Nie. ZAWSZE byłam wystarczająco dobra”.

Ponieważ tak jest.

Co nie oznacza, że nie popełniam błędów, że jestem idealna. Nie. Po prostu jestem wystarczająco dobra taka, jaka jestem.

Jestem człowiekiem.

samotnosc3

Tak długo, jak angażujemy się w to, by być najlepszą wersją samych siebie, powinniśmy się nauczyć być dla siebie wyrozumiali.

Wyrozumiali i delikatni. Jak wtedy, gdy nakładamy bandaż dziecku. Jak wtedy, gdy odkładamy pisklę do gniazda, z którego wypadło. Powinniśmy być czuli, delikatni i dobrzy. Nie zasługujemy na ani trochę mniej niż dobroć, zwłaszcza, gdy jesteśmy obolali, zwłaszcza gdy cierpimy, zwłaszcza gdy czujemy się samotni.

Zaburzenie psychiczne może sprawiać, że nas boli. Czasem odrzucamy od siebie miłość, bo cierpimy. Bo tylko my wiemy jak to jest tak cierpieć.

Ale są inne sposoby na życie z chorobą.

Życzliwość jest trudna, gdy jesteśmy świadomi swoich ograniczeń i słabych stron. Dlatego każdego dnia zadbaj o siebie. Pisz do siebie miłe słowa. Chwal siebie. Relaksuj. Bierz długie prysznice i urządzaj krótkie drzemki. Idź na plażę i zanurz stopy w piasku. Wąchaj kwiaty. Baw się z psem. Rób coś przyjemnego.

Na początku nie wiedziałam, jak być dobrą dla samej siebie. Spędziłam lata na praktykowaniu czegoś wręcz odwrotnego. Znałam na pamięć wszystkie swoje najgorsze chwile, myśli i błędy. Potrafię przywołać każdą niedoskonałość. Rozpaść się na kawałki było banalne.

Czasem musimy robić trudne rzeczy i podejmować trudne decyzje, bo są one jednocześnie bardzo ważne. W świecie, który próbuje sprowadzić Cię do jednego słowa “wariat”, bardzo ważne jest to, byś zrobił wszystko, co konieczne do podbudowania się.

Najwięcej siły da Ci to, że nauczysz się sam siebie kochać w świecie, który wmawia Ci, że nie zasługujesz na miłość.

To, co warto zapamiętać, to to, że wszyscy jesteśmy wystarczająco dobrzy. Byliśmy tacy, jesteśmy teraz i będziemy. Zaburzenia psychiczne nie czynią nas popsutymi, połamanymi, zniszczonymi. Zaburzenia psychiczne są częścią nas, ale nie są NAMI.

Nie jesteśmy dobrzy “jeśli…” albo “kiedy…” albo “w jednym określonym przypadku…” Jesteśmy wystarczający. Kropka. W każdym najdrobniejszym znaczeniu tego słowa.

Do zapamiętania.

#PrawdziweHistorie

Wpis inspirowany prawdziwą historią.

  • Krzysztof Grzywna

    TzwW tekscie zostalo poruszonych kilka istotnych spraw. Przekaz jest oczywisty , co robic gdy mamy chwile slabosci , zalamania i gdy czujemy sie nie kochani i odrzuceni. Trzeba wyjasnic ze „wariaci” nie zawsze sa czarnymi owcami i zazwyczaj maja bliskie osoby ktore akceptuja je i kochająza to jakie są. Nie wyjaśiono kto to jest ten typowy „wariat” – czlowiek ktory w jakus sposob odstaje od reszty, wyroznia sie w negatywny sposob i przez to jest postrzegany w odrebny sposob , to czesto powoduje brak zaufania i odsuniecie sie od takiej osoby. Przypadki sa tzw. czarnych owiec , ktore nie znalazly akceptacji w srodowisku. Nalezy tez wspomniec ze mozna rozroznic tych „wariatow” ze wzgledu na czas ich blednego lub odmiennego zachowani. czesto jeden blad decyduje o tym , a czasem jak dziecko w szkole co nie ma sie w co ubrac – dlugofalowe dzialania grupy braku akceptacji. To glownie czlowiek postepuje odmiennie ale tu zauwazmy ze to rodzice p tym decyduja co ma ubrac i uzywana odziez jest niezbyt atrakcyjna, inaczej mozna spojzec jezeli to Ty o tym decydujesz – chlopak w rurkach w klasie z samymi „dresami” . Jest takie powiedzenie „wszedl kruk miedzy wrony zaczal krakac jak i ony” , dla mnie niesamiwita sprawa bylaby odwrotna sytuacja , ze „dresy” zostaja odrzucone przez chlopaka w rurkach – w sensie skrytykowni przez niego poczuli by sie nieswojo w swoim ubiorze. Czesto sa sytuacje po ktorych chce sie zapasc pod ziemie , wszyscy sie na Ciebie patrza jak na „wariata” zwykle jest to jednorazowy blad i kompromitacja w grupie. Co mozna zrobic , gdy sie smieja i rzeczywiscie ta sytuacja jest smieszna to postaraj sie smiac razem z nimi, trudne na poczatku, ale taka umiejetnosc (potrafoc sie smiac ze swoich bledow) bardzo pomaga i ulatwia radzenie sobie z krytyka. Pano Monika pisala o tym ze w chwilach zwatpienia przypominaja sie bledy z przeszlosci, polecam myslenie pozytywne, akceptacja samego siebie staje sie latwiejsza, chodzi o znalezienie dobrych stroni zalet kazdej sytuacji, zeby sobie moc powtarzac moglo byc gorzej, latwiej nam pokochac siebie. Akceptacja wyniknie sama po zobaczeniu w sobie pozytywnych cech. Nie nalezy sie przejmowac bledami i branie ich do siebie nie jest nie powinno miec miejsca. Nikt nie jest fenomenem, kazdy popemnia bledy. Ja czesto sobie powtarzam ze nie jestem idealnym i to pomaga. Pozdrawiam

  • Kamila Górska

    Trafiłaś w sedno…zawsze mam wrażenie, że nie jest wystarczająco dobra więc chyba czas zaakceptować siebie taką jaką jestem.Będzie to bardzo trudne.

  • Asia Stułka

    Syndrom ucieczki… coś o tym wiem. Myślę, że nieakceptowanie siebie to najtrudniejsza rzecz na świecie. Nie akceptując siebie- nie potrafimy kochać.
    Zapraszam do siebie: http://altruistycznarealistka.blogspot.com

  • Dobrze napisane. Czytałam ze łzami w oczach. Bo tak to właśnie wygląda- także u mnie. Czasami chcę uciec, jednocześnie bojąc się opuszczenia przez tą drugą osobę. Wiele razy zastanawiam się, ile On jeszcze wytrzyma moich depresji i manii. Nagłych zmian w zachowaniu… ale wtedy słyszę „Kocham Cię mój Borderku/CHADinksie” ;) I wiem, że jest OK. Ja siebie też Kocham.

    • Dziękuję za ten komentarz! Jest wspaniały i tak pełen nadziei. Wsparcie bliskich jest nieodzowne i bardzo pomocne. I kochanie siebie. Brawo :) Cieszę się bardzo.

  • Amen.