Czego ABSOLUTNIE nie mówić osobie z depresją?

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat. I trochę dla przypomnienia. Po co? Ponieważ na naszej drodze w każdej chwili może stanąć osoba, która choruje na depresję lub ma epizody depresyjne związane z innymi zaburzeniami jak np. choroba afektywna dwubiegunowa. I właśnie dlatego warto wiedzieć, jakie słowa, wypowiadane do takiej osoby, mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. A w zasadzie to samą szkodę. Dlatego dzisiaj tak: ku pamięci – słowa, która brzmią, jakby miały pomóc, ale robią coś wręcz przeciwnego.

1907891_762950433787350_8121344701475842366_n

Aby być jak najbardziej pomocnym osobie z epizodem depresyjnym, UNIKAJ tych 4 komentarzy.

  1. Czemu po prostu nie zrobisz czegoś, by to minęło? Takie zdanie może jeszcze bardziej wzmóc poczucie beznadziei u chorego. Zapewniam, że niczego bardziej on nie pragnie, niż tego, by to wreszcie minęło. Po prostu nie mogą tego zrobić. To nie jest coś na pstryknięcie palcami. Wielokrotnie depresję leczy się latami.
  2. Dlaczego po prostu nie możesz być szczęśliwy? Depresja sprawia, że umysł koncentruje się na smutku, beznadziei, poczuciu bezsensu, braku nadziei. Niektóre formy terapii mogą dać wsparcie i pomóc wyjść z błędnych kół myślowych. Nie da się “po prostu” być szczęśliwym. To praca. Połączona z przyjmowaniem leków.
  3. Trzymaj się z daleka od terapii i leków. Wiele badań naukowych wskazuje, że jedynie leki przeciwdepresyjne (przeciwlękowe, na CHAD, itp.) i psychoterapia są w stanie pomóc w leczeniu depresji. Nieleczona może, w skrajnych przypadkach, zakończyć się samobójstwem. Wsparcie medyczne i psychologiczne jest nieodzowne.
  4. Na pewno nie jest z Tobą tak źle. Jasne, w porównaniu do dzieci umierających z głodu w strefie wojny, na pewno tak. Ale nie w tym rzecz. Depresja to stan wewnętrzny, subiektywny i przerażający. I nie zważa na toczące się wojny.

IMG_5581

Z racji tego, że na co dzień mam doświadczenia z osobami chorymi na depresję, doskonale rozumiem lęk, konsternację i wyzwania jakie choroba stawia przed zdrowymi, zwłaszcza bliskimi. Wiem, że czasem pierwsze, co się ciśnie na usta, gdy dopada nas frustracja jest: “Weź się wreszcie w garść”, bo cholernie trudno jest zrozumieć (jeśli tego nie doświadczyliśmy), że ktoś może po prostu nie być w stanie nawet się umyć i ubrać, a co dopiero “wziąć w garść” i zrobić coś więcej.

Powodzenia. Wspieranie jest trudne. Ale warte swojej ceny.

  • xxx

    dziękuję. Jako osoba bez nadziei

  • Aleksandra

    Właśnie całkiem przypadkiem wpadłam na Pani bloga, a jako przyszły psycholog mogę powiedzieć, że trafiłam idealnie. Albo to raczej Pani mnie odnalazła, bo przecież wierzę w przeznaczenie. Kiedy uporam się ze wszystkimi obowiązkami dnia dzisiejszego na pewno przysiądę do lektury i przejrzę Pani posty, bo są napisane prosto, a jednak zawierają w sobie niebywale wiele informacji. Nie ukrywam, bardzo przydatnych. Często znajomi popadają w stany depresyjne i – podobnie jak Pani Asia kilka komentarzy niżej – budzę w nich na tyle zaufania, że – brzydko mówiąc – padam ofiarą ich opowiastek. Jednak pocieszające jest to, że nigdy nie zdarzyło mi się użyć któregokolwiek z wyżej wymienionych zdań, co uważam za swój mały sukces. Mam nadzieję, że Pani blog będzie dla mnie swego rodzaju nauką czy nabieraniem doświadczenia.:)

    • Monika Kotlarek

      Bardzo bardzo bardzo dziękuję! Mam nadzieję, że wpisy będą przydatne, ale też (niektóre) sprawią dużo przyjemności przy czytaniu. Jest mi bardzo miło i cieszę się, że udało się tutaj trafić :) Pozdrawiam.

  • Ola

    Psychoterapia w niczym mi nie pomogła, wzmogła tylko poczucie beznadziei, bo jeśli płacisz 120 zł za wizytę i w zamian nie uzyskujesz absolutnie żadnej pomocy to to jest porażka. I nie mówcie o innych terapeutach, bo nie mam tyle kasy, żeby ją trwonić. Już książki o pozytywnym mysleniu itp. są skuteczniejsze, chociaż to nie jest trwały efekt. Ale to na pewno lepsze niż jacyś specjaliści którzy tylko ciągną kasę i żerują na chorych.

    • TEN ZLY

      Sprobuj z substancjami psychoaktywnymi. Nie wierz mediom, istnieja sposoby zeby pozbyc sie nawet ciezkiej depresji i przezyc zarazem cos niesamowitego. Przede wszystkim samemu ze soba!

  • Asia

    A co mogę mówić osobom, które sprawiają wrażenie jakby miały wczesne stadium depresji? Z jakiegoś powodu ludzie mają do mnie zaufanie, może bardziej słucham niż reszta, a może wyczuwają, że też mam problemy, z którymi jakoś próbuję sobie radzić. Nie wiem, ale to trochę dla mnie kłopotliwe.

    Nie czuję się w żaden sposób kompetentna, aby z takimi osobami rozmawiać. Często też nie są to bliskie mi osoby. Udawanie, że nie rozumiem, o czym do mnie mówią rodzi we mnie wyrzuty sumienia. Ja bardzo nie chciałabym ich wspierać i zostawać jakąś powierniczką żali. Jest to bardzo trudne i odpowiedzialne zadanie.

    Dwa razy się wplątałam w coś takiego. Raz chyba pomogło. Dziewczyna mówiła, że chciała się zabić, chyba po prostu potrzebowała przyjaciółki, a ja byłam bardzo młoda i głupia (17 lat) i rozmawiałam z nią kilka miesięcy. Potem mojego kolegę rzuciła dziewczyna i bardzo źle to znosił. Starałam się go wysłuchiwać, pocieszać. Jak się podniósł na nogi, powiedział, że to moja wina, że tak długo nie mógł się pozbierać.

    Teraz nie jestem wiele starsza (22 lata), ale dotychczasowe doświadczenia sprawiły, że chcę się trzymać od problemów wczesnodepresyjnych (nie wiem, czy dobrze to oceniam) z daleka. Tylko nie chcę, by moje odrzucenie jeszcze bardziej dołowało kogoś. Dla mnie to kompletnie sytuacja bez wyjścia…

  • złamka

    Ja jestem na takim etapie frustracji, że już tylko to mam ochotę wykrzyczeć w twarz mojemu narzeczonemu – żeby wziął się w garść i przestał umartwiać. A zdaję sobie sprawę, że to mu nie pomoże, a jeszcze bardziej go wycofa. To są tak okropnie negatywne emocje wobec jego stanu i czuję się źle z tym. Już nie wiem co mu mogę mówić, pomijając, że go kocham, że jest wspaniały, że go wspieram i będę przy nim itd. Co zrobić, żeby wracając z terapii (bo w sumie mam wrażenie, że on po tych spotkaniach wraca w gorszym stanie niż poszedł) nie kładł się na łóżku, gapił w sufit i nie dołował tym co usłyszał na spotkaniu? (problem w tym, że on kompletnie nie dzieli się swoimi uczuciami, a ja nie wiem co jest problemem i m.in. skąd ta depresja) Czy wspólne zamieszkanie choć trochę może zmniejszyć jego stany depresyjne?

    • Monika Kotlarek

      Na terapii często bywa tak, że mówi się o bardzo trudnych sprawach. Dodatkowo w depresji dochodzi zmęczenie każdą możliwą aktywnością, więc można założyć, że spotkania z psychologiem są po prostu wykańczające.

      Nie odpowiem na pytanie, czy zamieszkanie razem może cokolwiek złagodzić. Tak naprawdę poza leczeniem farmakologicznym, terapią i wsparciem niewiele można zrobić. Ta najcięższa praca do wykonania pozostaje po stronie chorego.

      To do czego zachęcam Panią, to przede wszystkim zadbanie o siebie. Wypełnia Panią frustracja, która może prędzej czy później odbić się na Pani zdrowiu oraz narzeczonym. Proszę to sobie przemyśleć. Tutaj kilka sugestii: http://psycholog-pisze.pl/gdy-twoj-bliski-choruje-psychicznie/

      • złamka

        Dziękuję za odpowiedź. W sumie w przeciągu tych dwóch tygodni sytuacja jeszcze gorszy obrót przybrała. Narzeczony doszedł do takiego stanu, że chce mnie opuścić „dla mojego dobra, żeby mnie już więcej nie krzywdzić”. Wylało się z niego tyle rzeczy, które zarazem mnie poraniły… Uprosiłam dla nas więcej czasu, bo wiem, że to choroba przez niego krzyczy…. ale coraz bardziej załamuję się tym, że terapia i leki nie zdążą zadziałać w tak krótkim czasie i jednak mnie zostawi:(
        Za dużo tego wszystkiego, i idę do psychologa, bo już sama ze sobą nie daję rady.

    • Anka

      zgadzam sie zupelnie z pania Monika, ale dodac powinnam, ze zamieszkanie z narzeczonym nie pomoze w terapii, leczeniu, a nawet w pewnym momencie moze okazac sie, że nie jest pani dla Niego juz nawet wsparciem. Osoby z depresją ZUPEŁNIE NIEŚWIADOMIE zabieraja innym ( bliskim ) energię, pozytywną energię. I nalezy pamiętać rodzina, bliscy, nie mogą być terapeutami dla swoich bliskich w tak poważnym przypadku, jakim jest depresja.

  • Ktoś

    Coś jest ze mną nie tak. Może mam depresje, może nie, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że cały czas jestem przygnębiony, smutny, po prostu cierpię. Staram się tego nie ukazywać, aby nie psuć dnia innym. Każdego dnia zakładam tzw. maskę ukrywając prawdziwe emocje. Do tej pory nikomu nie udało się odczytać moich prawdziwych uczuć, mimo że starałem się naprowadzać na nie niektóre osoby. Nie chcę mówić o tym w prost, bo najzwyczajniej się boję. Całe życie byłem samotny, odrzucony.Ogólnie jestem człowiekiem aspołecznym. Źle się czuję przy ludziach. Rok temu poznałem kolegę. Szybko się zaznajomiliśmy się i rozrosło się to w przyjaźń ( przynajmniej z mojej strony ). 2 miesiące temu się pokłóciliśmy ( niestety z mojej winy i to przez drobiazg ) i teraz nie chce za bardzo utrzymywać ze mną kontaktu. Tam gdzie musi to robić ( szkoła ), tam coś poudaje, ale kiedy wychodzimy ze szkoły jest już „zapomnij o mnie „. Kiedy próbuję robić cokolwiek, aby to naprawić jestem odrzucany. Źle się z tym czuje. To wszystko daje kumulacje i dochodzę do obecnego stanu – najchętniej usunąłbym się z tego świata, aby nikomu nie przeszkadzać. Ale za każdym razem wmawiam sobie „jeszcze nie teraz, daj sobie trochę czasu”. Nie wiem jak długo wytrzymam. Do specjalisty na pewno nie pójdę. Mam dość. Mam 17 lat.

    W końcu musiałem to wyrzucić z siebie. Przepraszam.

    • Monika Kotlarek

      Wyrzucenie z siebie negatywnych emocji jest bardzo dobrym krokiem. Przynosi ulgę. Pytanie tylko na jak długo? Zdecydowanie zachęcam do kontaktu z psychologiem, nawet szkolnym. To będzie pierwszy krok do poprawienia swojego samopoczucia i by poczuć się lepiej, nie cierpieć.

  • Dorota

    A ja a propos tego, że ‚warto wspierać’. Warto… to przede wszystkim wyznaczać granice tego wspierania. Wszyscy mamy po jednym życiu i jeśli ktoś bliski ma depresję to trzeba sobie zadać pytanie ile jestem w stanie poświęcić dla tej osoby. Czasem… nie warto wspierać. Niestety.

    • To pewnie ZALEŻY… I znów kwestia indywidualnych doświadczeń.

    • Monika Kotlarek

      Warto pamiętać o sobie i dbać o siebie. Tylko silne i pewne siebie osoby bliskie są w stanie udzielić potrzebnej pomocy. I oczywiście, to wszystko zależy od bliskości, znajomości, wytrzymałości itd.

  • On25

    Mam depresję od 9 lat. Nie leczylem sie nigdy, nie byle m uzadnego specjalisty, nie stac mnie na to. Istnieja jakies osoby/miejsca ktore mi mogą pomoć?
    Czy ktoś coś wie w tej kwesti…

    • Monika Kotlarek

      Wizyta u psychiatry na NFZ jest możliwa zawsze. Lekarz może także dać skierowanie do psychologa.

  • Cóż, a czy ci zdrowi, zwłaszcza bliscy chcą słyszeć to, co próbują komunikować osoby z depresją?
    Jakieś doświadczenia, przemyślenia w tym zakresie?

    • Monika Kotlarek

      Wielu niestety nie, ale z moich doświadczeń wynika, że im dłużej żyją z chorym, tym więcej się uczą, sami chcą się dowiadywać, szukają pomocy, informacji i wsparcia i po tym czasie rzeczywiście zaczynają słuchać i lepiej obserwować.

  • Ważny temat, dobrze, że psycholodzy poruszają ten temat i udzielają wyjaśnień i wsparcia. Zostanę na blogu i będę czytała dalej! Pozdrawiam

    • Monika Kotlarek

      Bardzo mi miło. Cieszę się. Pozdrawiam również :)

  • Niewątpliwie warto udzielać takich wskazówek i edukować… Mam jednak przeczucie, że to głównie osoby z depresją, jakoś tam depresją dotknięte, wiedzą, czego dokładnie nie chcą słyszeć; jakie słowa, komentarze itp. powodują u nich jeszcze gorszy nastrój.

    • Monika Kotlarek

      Zgadzam się, one najlepiej wiedzą, ale często tego nie mówią, czując jeszcze większe przytłoczenie. Najlepiej byłoby, gdyby chorzy komunikowali to, co im nie odpowiada i rani.