Czy grozi nam psychiatryczne podziemie?

Niedawno przeczytałam wywiad z prof. Andrzejem Kokoszką, który jest kierownikiem II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i profesorem Uniwersytetu SWPS. Cały artykuł znajdziecie TU.

W dużym skrócie, dla tych, którym nie chce się czytać.

“Powstaje centralny system informacji medycznej, w której mają się także znaleźć informacje na temat leczenia psychiatrycznego. Przewiduje to ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia.”

Autorka artykułu dyskutuje z profesorem na temat (negatywnych, a jakże!) skutków powstania takiego systemu i konieczności umieszczania tam także szczegółów dotyczących leczenia naszej psychiki.

Dlaczego negatywnych? Głównym argumentem jest to, że zaburzenia psychiczne są w społeczeństwie bardzo mocno stygmatyzowane. Ludzie boją się leczyć, obawiają się wizyty u psychiatry i psychologa, nie chcą mówić o swoich chorobach i wstydzą się tego, że “są nienormalni”.

I tutaj pełna zgoda. Rzeczywiście tak jest. Osoby korzystające z pomocy psychiatry czy psychologa, uważane są za świrów, wariatów, słabych i absolutnie niezdolnych do pracy, co nie zawsze jest prawdą, a już na pewno NIE KAŻDE zaburzenie psychiczne dyskwalifikuje chorego z życia społecznego.

Ale! Czy tak naprawdę taki system nie wniesie więcej dobrego? Popatrzmy.

Po 1. każdy lekarz będzie miał wgląd w naszą historię chorób wszelakich (od kardiologicznych po psychiatryczne), przez co dużo lepiej będzie mógł nam dobrać leki, które nie kolidują np. z antydepresantami, a sami zapewne wiecie, że czasem ciężko zapamiętać nazwę leku, substancji aktywnej czy dawki, a ułamek % ludzi nosi ze sobą jakąś karteczkę z takimi informacjami.

Po 2. każdy nasz ewentualny kolejny psychiatra będzie mógł zajrzeć w historię i zobaczyć diagnozę swojego kolegi po fachu, jakie leki nam nie służyły i czy po przerwie w leczeniu cokolwiek na nas zadziałało w odpowiednim stopniu. Wymiana informacji czasem jest niezbędna do udzielenia potrzebnej pomocy.

Po 3. jeśli rzeczywiście mamy walczyć ze stygmatyzacją osób z zaburzeniami psychicznymi, to czy właśnie nie powinno się tego robić w taki sposób? Nie na siłę, nie chamsko, nie pchając do gardła, ale wprowadzając naszą historię psychiatryczną do spisu wszystkich innych chorób. Bo depresja, napady paniki, schizofrenia czy zaburzenia osobowości, są taką samą chorobą, którą można i powinno się leczyć, jak zapalenie płuc, arytmia czy rak. Wiecie doskonale, że czasami kampanie społeczne, to zdecydowanie za mało.

Po 4. do tej pory było tak, że idąc do lekarza medycyny pracy należało zaznaczyć w odpowiedniej ankiecie, że np. cierpimy na zaburzenie, które dyskwalifikuje nas jako potencjalnych pracowników w danym zawodzie. Pod karą grzywny czy pozbawienia wolności nawet. Jak sądzicie, ilu pacjentów poświadczyło w tym badaniu zgodnie z prawdą? Jak duży jest lęk przed utratą zatrudnienia? Czy pilot Germanwings powinien był to zaznaczyć w swojej ankiecie? Bał się stygmatyzacji – to pewne, ale czy lekarz nie powinien mieć dostępu do wszystkich jego danych (psychiatrycznych i okulistycznych ze względu na prawdopodobne problemy ze wzrokiem) i ewentualnie zaproponować inne stanowisko?

Po 5. w tej chwili możemy pójść na wizytę do 10-ciu psychiatrów w naszym mieście i mówiąc każdemu, co nam dolega, uzyskać np. 10 opakowań silnych leków psychotropowych (strasznie mi się nie podoba to określenie), które mogą posłużyć np. do popełnienia samobójstwa. Czy lekarze psychiatrzy nie powinni mieć jednak wglądu w to, jakie leki przyjmowaliśmy do tej pory i jakie na nas działały (lub nie), by ewentualnie zmodyfikować leczenie?

Po 6. ci, którzy nie chcą się leczyć i nie chcą pomocy – i tak nie będą jej szukać, wprowadzenie systemu lub jego brak akurat w tej kwestii, nic nie zmieni.


Pytania, które zadałam są pytaniami w głównej mierze retorycznymi. System dopiero powstaje, ale już zauważam nieco gorące emocje, jakie się wokół tematu gromadzą. Zapewne nie będzie żadnego referendum czy pytania opinii publicznej o przemyślenia w tym temacie, tylko system zostanie (lub nie zostanie) wprowadzony i będziemy musieli się do tego przystosować.


I nawet jeśli nikt inny Was o to nie zapyta – ja Was pytam. Co o tym sądzicie? Czy taki system będzie dobry czy jednak może przynieść więcej szkody niż pożytku? Czy macie jakieś przemyślenia? Dodatkowe punkty, o których nie pomyślałam?

Zastanówcie się, bo temat zaburzeń psychicznych dotyczy co czwartego z nas.

  • Kamila

    Zdecydowanie więcej jest za niż przeciw. Wierze, ze lekarze są bardziej dojrzali niż większość ludzi i wie, ze dużo chorób psychicznych to epizody, nie są tak poważne jak się wydaje i można z nimi całkiem normalnie żyć, pracowaać, poza tym są bardzo powszechne, zaryzykowałabym że najpowszechniejsze. Znam mnustwo ludzi, którzy chodzą do psychiatry, myślę, ze pewnie co 4 czy 5 osoba.

  • Damian Żarnowiec

    Osobiście znam osoby, które nie wybrały się do specjalisty (psychologa lub psychiatry), ponieważ boją się, że ten może mieć obowiązek zgłaszania pacjentów gdziekolwiek. Pytały mnie o to wielokrotnie i nadal pytają z nadzieją, że w końcu udzielę im odpowiedzi, która pozbawi ich obaw. Co mam im niby teraz powiedzieć?? Nie mogę się zgodzić, że wprowadzenie takiego systemu niczego nie zmieni w kwestii osób nieleczonych.

    Założenie, że dodanie zaburzeń psychicznych do spisu wszystkich innych chorób zwalczy stygmatyzację nie tylko wydaje mi się nazbyt optymistyczne, ale po prostu nie widzę podstaw, by je zaakceptować. Równie dobrze można by założyć, że podobny zabieg poprawi opinię (często równie niesprawiedliwą) nt. osób cierpiących na choroby weneryczne.

    • Jest to rzeczywiście temat niezwykle kontrowersyjny. Z jednej strony obawa pacjentów jest ogromna, z drugiej cały czas tak będzie, jeśli się nie oddemonizuje zaburzeń psychicznych. Niestety jest to jednocześnie eksperyment na żywym organizmie. Tak naprawdę nie wiem co byłoby najlepszym rozwiązaniem. Co nie zmienia faktu, że świadomość także chorób wenerycznych pozwoliłaby uchronić kolejne osoby od zarażenie i przyspieszyła leczenie. Wszystko jest kwestią wstydu, ale nie wiem o końca jak go pokonywać, a „siłą” nie zawsze działa.

  • Słyszałem historię z czasów gdy istniały jeszcze książeczki RUM, że pacjenci leczący się psychiatrycznie celowo wyrabiali dwa egzemplarze, bowiem częstą przypadłością wśród lekarzy pierwszego kontaktu było/jest zrzucanie wszelkich dolegliwości na karb problemów psychicznych i pacjenci nie otrzymywali potrzebnej diagnostyki. Jak się zdaje to jest główny powód protestów.