Czy podświadomie unikasz zmiany?

Czasem nadchodzi taki czas, gdy zaczynamy dusić się w swojej rzeczywistości. Wszystko nam przeszkadza. Praca jest nie taka, jak powinna i zabija naszą kreatywność. Przyjaciele coraz częściej przyprawiają nas o ból głowy, a spotkania z nimi przestały sprawiać radość. Aż w końcu nadchodzi dzień, w którym mówimy „dosyć” i chcemy coś zmienić. I niby mamy to jako tako przemyślane. Wiemy, co warto, a co powinniśmy zrobić, by wreszcie poczuć ulgę i odzyskać frajdę z życia, ale jakoś nic nie wychodzi. Okazuje się, że wyjście (nawet z niewygodnej) strefy komfortu wcale nie jest takie lekkie, łatwe i przyjemne. I wciąż się w tym wszystkim dusisz, a jednak znów nie wyszło. Czy to możliwe, że podświadomie sabotujesz zmianę? Co takiego robisz, że mimo szczerych chęci nadal tkwisz w punkcie wyjścia? Jest kilka możliwości. Zobaczmy.

zmiany

Opór może przybierać różne formy. Może być uświadomiony lub nie. Poniższe punkty pokażą Ci, czy za wszelką cenę unikasz zmian na lepsze.

  1. Unikasz ludzi, którzy mają oczekiwania. Podzieliłeś się z kimś swoją chęcią zmian. Przegadaliście to i otrzymałeś wsparcie. I nagle przestajesz odczuwać chęć spędzania z nim czasu. Odmawiasz spotkań. Nie odbierasz telefonów. Możliwe, że ten ktoś jest nieustannym przypomnieniem tego, że powinieneś robić coś innego, lepszego dla siebie, ale zmiana przychodzi Ci z trudem. Jest jak wyrzut sumienia, który ciągle przypomina Ci o tym, co powinieneś, a czego wciąż nie robisz. Nie od dziś wiadomo, że najczęściej unikamy tego, co jest dla nas niewygodne.

  2. Usprawiedliwiasz prokrastynację.Ty nie tylko prokrastynujesz. Ty się w to angażujesz całym sobą. Może powtarzasz sobie, że jutro też jest dzień. Możesz w to nawet bardzo wierzyć. Jednak w rzeczywistości wciąż opierasz się zmianie tu i teraz.

  3. Wmawiasz sobie, że na to nie zasługujesz. To bolesne, ale możliwe, że używasz niskiego poczucia własnej wartości, by nic nie robić z aktualną sytuacją. Nawet jeśli czujesz się chociaż trochę dobrze ze sobą, to nadal jakieś małe rzeczy Cię powstrzymują. Pamiętaj, że zawsze możesz robić malutkie kroczki w stronę zmiany. Nie musisz czuć się bogiem sukcesu, by go osiągnąć. Mimo tego, dla niektórych z nas, niska samoocena to sposób na duży opór przed zmianami, których możemy dokonać. i na usprawiedliwienie tego oporu, bo przecież „nie jestem tego wart”.

  4. Nie pragniesz pozytywnej zmiany. Możliwe, że podświadomie opierasz się przed zmianą, bo blokujesz w sobie prawdziwe pragnienie na zmianę. Potrzeba może być zbyt mała. Albo brakuje Ci motywacji. Głębokie pragnienie zmiany napędza ją i ładuje. Jeśli chęć nie zjada Cię od środka, nie trawi i nie wypluwa przeżutego na ulicę, to prawdopodobnie podświadomie wstrzymujesz swój potencjał, bo… chęć jest zbyt mała.

  5. Czujesz blokadę mentalną. To dość powszechne. Gdy myślisz o tym, co mógłbyś osiągnąć, nagle… nie widzisz nic. Gdy nadchodzi czas, by ruszyć z miejsca-martwiejesz. Blokada umysłowa może być frustrująca, bo trudno ją zrozumieć. Nie możesz też wtedy podjąć żadnych sensownych akcji, więc wracasz do strefy komfortu i znanych Ci zachowań, które są przecież tak bezpieczne.

  6. Rozpraszasz się. Podążasz w stronę celu i nagle łapiesz się myśleniu lub robieniu czegoś zupełnie innego. Zaczynasz być zajęty czymkolwiek. Spędzasz czas na głupotach. Robisz wszystko, by tylko unikać pracy nad sobą.

  7. Przyjmujesz postawę obronną. Jeśli tak się dzieje, to znaczy, że czujesz, iż musisz coś pokonać. Stanąć wręcz do walki. To trudne przyznać się do błędów i zrobić krok ku zmianom. Ale za zmianami idzie też duża odpowiedzialność. Gdy przestaniesz się bronić, doświadczysz prawdziwych korzyści płynących z pozytywnej zmiany.

Pamiętaj, że czasem dostrzeżenie oporu przed zmianą wystarczy, by coś zmienić i wrócić na odpowiednie tory. Spróbuj. Jeśli czujesz, że potrzebujesz jakiejś rewolucji w swoim życiu – niech nic Cię nie powstrzymuje.

  • Zagubiona

    Świetny tekst, odnalazłam w nim siebie tylko mam pytanie. Jak zmienić większość z tych rzeczy? Mnie dotyczy punkt 4, 5, 6, 7 i po części 3. Do tego strach przed utratą najważniejszej osoby też nie pomaga jak w przypadku BonaVonTurka (Hipis). Wiem, że mogę przeanalizować wszystko i wyciągnąć wnioski tylko przy takiej ilości powodów, przez które się nie zmieniam, gubię się i od razu poddaję.

    • Monika Kotlarek

      Zwrócenie uwagi na swoje ograniczenia to jedno. Drugim krokiem jest zwracanie na nie uwagi „na gorąco”. Gdy np. czujemy, że się rozpraszamy, musimy wyćwiczyć sobie umiejętność wyłapywania tego i niejako trochę na siłę ukierunkowania swoich myśli z powrotem na cel. To praca. Niestety dość ciężka, ale przy regularnych treningach da się pokonać każdy z tych punktów. Powodzenia :)

  • Fakt faktem – my ludzie mamy czasem duże niechęci do zmian. Myślę, że podstawą jest obserwacja samego siebie i wyciąganie wniosków – nawet, jeśli nie są dla nas z początku miłe. Taka postawa z pewnością da najlepsze rezultaty :) .

  • Do mnie nie pasuje żaden z 7 punktów, a i tak nic się na lepsze nie zmienia. Jestem tym przysłowiowym wyjątkiem potwierdzającym regułę.

  • BonaVonTurka (Hipis)

    Heh, bardzo często mam taką blokadę mentalną, ale jeszcze nie odkryłam, co z nią zrobić. Ostatnio do pewnych zmian zmusił mnie… chyba strach. I radykalna postawa mojego przyjaciela, z którym mocno pokłóciłam się o moje zachowanie i sposób myślenia. Jeden dzień nie rozmawiania ze sobą, unikania się w szkole i panicznej świadomości, że zaraz coś się stanowczo zawali podziałały na mnie skuteczniej niż długie próby „analizowania siebie”, poprawiania się, prób wyrobienia sobie nowych nawyków, szukanie wyjścia w religii, innym stylu życia… Strach to niezła metoda. I szok- nagle krzyczy na ciebie osoba, która zawsze wszystko ci wybaczała. Mam wrażenie, że gwałtowna rekacja mojego przyjaciela „złamała” mnie, bo od tego dnia realnie przestałam odkładać zmiany „na jutro” i zaczęłam działać,a przestałam rozpaczać.

    • Monika Kotlarek

      Czasem strach i dojście do świany po prostu nas zmusza do opuszczenia strefy komfortu. Czasem po prostu nie mamy innego wyjścia. Jednak czy to jest najlepszy sposób? Nie mam przekonania, natomiast jeśli pociągnęło to za sobą większe zmiany i udało się pokonać lęk – to jak najbardziej czasem po prostu „trzeba” (chociaż nie lubię tego słowa ;) ).

  • Osobiście dodałam, by demotywacje od otaczających nas osób. Słysząc ciągle za uchem jaką jest się pokraką nie zachęca do zmian. Zagłębiając się dalej w tekst, uświadomiłam sobie jak nędznie obrazuje się moje życie.

    • Monika Kotlarek

      To kwestia tego, czy swoją wartość określasz zewnętrznie, czyli poprzez inne osoby. Jeśli tak, to rzeczywiście ich opinie moga być dobijające, jeśli nie, to sama wiesz najlepiej, co dla Ciebie najlepsze.

  • Krzysztof Grzywna

    Ja bym jeszcze dodał brak zaangażowania w konsekwentnym dążeniu do celu. Co może być spowodowane brakiem pewności w osiągane zyski z zaistniałej zmiany. Bo po co się zmieniać jak niekoniecznie mi to wyjdzie na dobre. Odpowiedzialność za swoje czyny czasem nas przerasta. Boimy się, że ktoś nas wyśmieje, skrytykuje.

    • Taka-a-nie-inna

      Sądzę, że wiąże się to w pewien sposób z punktami 3. i 4. :)