Depresja Justyny Kowalczyk – mówić czy nie mówić?

Dziś w mediach dosyć głośno było o wywiadzie z Justyną Kowalczyk, w którym otwarcie mówi o swojej chorobie – depresji.

Czytaliście? http://www.sport.pl/celebrities/1,96807,16089726,Depresja_Justyna_Kowalczyk____Trzy_ostatnie_lata_mojego.html

Co o tym sądzicie? Mówić czy nie mówić otwarcie o problemach psychicznych? Czy Justyna Kowalczyk otworzyła zaryglowane od dawna drzwi i poruszyła jakieś skostniałe tabu, czy to tylko chwilowy szum, a za chwilę wszystko i tak ucichnie?

Ciekawa jestem Waszych opinii.

  • To nie jest kwestia tego, czy i ile mówić, ale jak słuchać. Ludzie z problemami psychicznymi nie mówią, bo ci bez takich problemów nie umieją ich słuchać, o rozumieniu nie wspominając. Gdyby społeczeństwo było bardziej otwarte i tooerancyjne, być może i depresji wokół byłoby mniej. Czy ktoś w ogóle przyglądał się ludziom dookoła? Może swoim znajomym? Może rodzinie? Czy komuś przyszło do głowy, że osoba obok mnie w autobusie, albo nawet ktoś znacznie bliższy, może mieć problem, z którym nie umie sobie poradzić? Idę o zakład, że nikt tak nie patrzy…. Boimy się problemów. Nie chcemy o nich słuchać. Osoby z depresją nie raz wołają o pomoc i choć często jest to niemy krzyk, wystarczy odrobina otwartości i chęci, by go usłyszeć…

    W przypadku Justyny zapewne będzie tak, że przez chwilę temat będzie żył, stanowiąc pożywkę dla komentatorów i psychologów-amatorów, którzy rozbiorą Justynę i jej osobowość na części oierwsze, przeanalizują, przetrawią, wyplują i pójdą dalej. Przykro… Współczuję jej tym bardziej, że jest osobą publiczną i będzie musiała od teraz mierzyć się ze stygmatem „tej nie teges” – jak ośmieli się nie wygrać jakiś zawodów.

    Bądźmy bardziej otwarci i empatyczni! Zamiast gadać, słuchajmy więcej – nigdy nie wiemy kiedy to my będziemy potrzebowali wysłuchania..

  • chrześcijanin a depresja – artykuł http://pochwalony.eu/?p=2281