Dlaczego nie może nam się nie chcieć?

Dlaczego nie dajemy sobie prawa do tego, by któregoś dnia po prostu nic nie robić? To znaczy, nie kompletnie nic, bo przecież to fizycznie niemożliwe i zaraz się ktoś przyczepi, że przecież oddychamy, trawimy, wydalamy itd. Ale nie dajemy sobie prawa do tego, by nie robić nic konkretnego? Nic konstruktywnego? Nic wielkiego? Po prostu… Nic.

Dlaczego nie potrafimy zrozumieć, że to zupełnie w porządku, jeśli jedyne, co dzisiaj robiliśmy, to oddychanie? Jeśli mieliśmy siłę tylko na to, by leżeć i oglądać „Na Wspólnej”?

Tyle nieprzeczytanych książek piętrzy się obok łóżka. Tyle programów naukowych pootwieranych w zakładkach i nawet niezaczętych. Tyle wpisów na bloga, nieodbytych wizyt u znajomych, poprzekładanych spotkań, nieodczytanych maili, nieodebranych połączeń.

dlaczego

Dlaczego nie może nam się nie chcieć?

Czy może inaczej, dlaczego to my nie dajemy sobie prawa do tego, by czasami nam się po prostu nie chciało?

Kiedy ostatni raz pozwoliłeś sobie na słodkie „nicnierobienie”? Kiedy ostatni raz pozwoliłeś sobie na słodkie „nicnierobienie” i nie czułeś z tego powodu wyrzutów sumienia?

A gdyby tak… Powiedzieć w końcu „fuck it”. Pieprzę to. Odpuszczam. Idę sobie nic nie robić. Co najgorszego może się wtedy stać? Świat się zawali? Nastąpi koniec świata? Ktoś umrze? Ty umrzesz? I jasna sprawa, że nie namawiam do tego, byś nic nie robił w czasie pracy lub pełnienia jakichś obowiązków. Ale może by tak w weekend. Od czasu do czasu. Choćby godzinę.

Dla naszej psychiki będzie to zbawieniem. Dla naszego ciała odpoczynkiem i chwilą oddechu. Warto nic nie robić po prostu dla zdrowia. Obniżymy poziom stresu, mózg zacznie się regenerować, a nasze mięśnie nabiorą sił na kolejne zmagania ze światem.

Ale ale… Czy to tak można? Czy wypada? Co powiedzą inni? Że czemu nie odpisuję na wiadomości na Telegramie? Bo mi się nie chciało? Bo chcę mieć czas tylko dla siebie i nie czuć presji? A może dlatego, że przestało mi zależeć na tych wszystkich ludziach, zaczynam mieć ich w dupie i nie chce mi się z nimi gadać?

Najczęściej tak nie jest. Możesz po prostu potrzebować trochę oddechu, spokoju, ciszy i spokojnej muzyki w tle. A może naprawdę masz ich dość i zbierasz siły na to, by wreszcie im zakomunikować, że nie robią nic poza ściąganiem Cię w dół i przyprawiają o ból głowy?

Fuck it. I choćby to miało być motto tylko na godzinę czy dwie dziennie – fuck it. Pozwól sobie na to, by od czasu do czasu wszystko pieprzyć i zająć się TYLKO sobą, nie problemami całego świata.

Ja idę nic nie robić. I cieszyć się tym. A Ty?

  • Fuck it – fajny pomysł na tekst dla automatycznej wiadomości e-mail :) Tylko czy klienci to zrozumieją? :)

    • Monika Kotlarek

      Nie mam przekonania do „fuck it”, jako metody odpisywania klientom ;)

      • Ja też nie :) Ale dzień wolnego przyjąłbym bez wahania :)

        • Monika Kotlarek

          O to już trzeba zadbać samemu ;)

  • Super! Jak ja tęsknię za takim nicnierobieniem…:)