Drogi/a Ty…

Wiem, że jest ciężko. Wiem, jak trudnym uczuciem jest przebywanie w gabinecie lekarza czy szpitalu i otrzymanie jakiejś etykietki, która nie ma najmniejszego sensu. To może Cię zmienić w jakimś stopniu. Wcześniej byłeś po prostu sobą, a teraz jeszcze nazwali Cię chorym na chorobę afektywną dwubiegunową czy depresję. Może stygmatyzacja i stereotypy zalewają Cię przez chwilę. To jak ludzie żartują sobie na temat bycia „humorzastym”, a choroba oznacza dla nich bycie „nienormalnym”.

Chcę Ci powiedzieć, że nadal jesteś sobą. Nie zmieniłeś się. Wciąż masz władzę nad swoim życiem. Teraz tylko otrzymałeś nazwę tego, co czasem Ci to życie utrudnia.

Diagnoza pomaga. Diagnoza oznacza, że masz pewien skrót myślowy do opisania tego, jak się czujesz. To oznacza, że gdy Twój umysł zaczyna pędzić, myśli szaleją, nie potrzebujesz snu i robisz rzeczy, których zwykle nie robisz – możesz to nazwać manią. I możesz zrozumieć tę część choroby. I oznacza to także, że gdy nie jesteś w stanie wstać z łóżka, gdy wszystko wydaje się pozbawione sensu, nie ma w Tobie nadziei, płaczesz godzinami i nie możesz znaleźć energii by wziąć prysznic czy wyjść z domu – możesz to nazwać depresją. A te dni, gdy jesteś nabuzowany energetycznie, masz mnóstwo pomysłów i dużo siły w sobie – możesz je nazwać dniami z hipomanią.

Nazwy pomagają. Teraz możesz powiedzieć przyjacielowi „ostatnio mam depresję” i teraz on może się o tej depresji dowiedzieć czegoś więcej, by Cię wspierać. Tak jest łatwiej. Dużo łatwiej, niż wyrzucanie z siebie listy objawów licząc, że ktoś zrozumie, co się dzieje. Podzielenie się nazwą jest punktem początkowym rozmowy na temat tego, jak naprawdę się czujesz.

Diagnoza dwubiegunowości (ale tak naprawdę każdego zaburzenia psychicznego i fizycznego) oznacza, że to jak się czujesz nie jest Twoją winą. Diagnoza udowadnia, że masz problem natury medycznej. CHAD to wynik zaburzonej chemii w mózgu, problemów z przewodzeniem neurotransmiterów, może też być dziedziczony. To choroba.

Diagnoza oznacza, że istnieją na to leki, które stabilizują nastrój. Spotkanie z psychiatrą i znalezienie odpowiedniego leczenia, które zadziała robi wielką różnicę dla chorych i ich wahań nastroju.

Diagnoza to krok na drodze do zdrowienia. Otrzymanie diagnozy nie jest oczywiście jedynym kluczem do leczenia, ale pomaga w kontakcie ze specjalistami, także z terapeutą, który pomoże Ci przez to przejść.

Diagnoza oznacza, że możesz śmiało iść na grupę wsparcia czy porozmawiać z ludźmi online i znaleźć tych, którzy Cię rozumieją na innym poziomie. Bo oni też mają CHAD. Sam możesz znaleźć sposoby radzenia sobie w manii i depresji lub poczytać inspirujące historie innych ludzi borykających się z tym, co Ty.

Diagnoza oznacza też, że teraz rozumiesz siebie trochę lepiej. Nagle Twoje dziwne doświadczenia nabierają większego sensu, gdy możesz je nazwać depresją lub manią.

Diagnoza ta oznacza też, że należysz do całkiem sporej grupy ludzi, jak np. Demi Lovato, Pete Wentz, Carrie Fisher, Jane Pauley, Marilyn Monroe, Frank Sinatra, Catherine Zeta-Jones, Mel Gibson, Russell Brand, Chris Brown, Britney Spears, Rosemary Clooney, Richard Dreyfuss, Patty Duke, Sinead O’Connor, Nina Simone, Edvard Munch, Ernest Hemingway, Gustav Mahler, Jackson Pollock, Robert Schumann, Anne Sexton czy Vincent Van Gogh.

Wciąż możesz wieść zupełnie normalne życie ze swoją diagnozą. Więcej wysiłku będzie Cię kosztowało panowanie nad nią i zarządzanie, ale jest to możliwe. Leki pomagają. Terapia pomaga. Budowanie grupy wsparcia (rodzina, przyjaciele) też pomaga.

Diagnoza może być trudna do przełknięcia na początku. Ale wierzę mocno, że to pierwszy krok ku zdrowiu. Wciąż jesteś tym samym człowiekiem. Teraz po prostu rozumiesz ten kawałek swojej historii, który wcześniej nie miał najmniejszego sensu. Spokój i radość wciąż są osiągalne. Stabilne relacje i związki wciąż są możliwe. Satysfakcja z pracy też jest w zasięgu Twoich rąk.

Masz diagnozę. Teraz możesz użyć tej informacji by ukształtować swoją ścieżkę zdrowienia. Zdrowienie to ciężka praca. Ale to wszystko jest tego warte.

Powodzenia.

  • Jaki świetny wpis!

    Sporo o tym myślałam i napisałam nawet ostatnio u siebie, że ludzie się boją pójść do psychiatry i usłyszeć tę straszną diagnozę, bo z jakiegoś powodu sądzą, że to tak WIELE zmienia. A zmienia tylko i aż tyle, o czym Ty tak fajnie napisałaś. Klaruje, wyjaśnia, daje możliwości skorzystania z leczenia, pracy nad sobą, poprawy stanu zdrowia, ale sama w sobie jest tylko słowami. W moim przypadku to jest akurat ChAD, ale wyobrażam sobie, że z innymi diagnozami jest dokładnie tak samo.

    Nic się magicznie nie zmienia, kiedy tylko słyszymy diagnozę. Nie stajemy się jakimś innym człowiekiem, niż byliśmy przed wejściem do gabinetu czy pobytem na oddziale. Diagnoza to nie jest też żadna etykietka. W przypadku ChAD rzeczywistość wygląda tak, że niewiele osób potrafi rozszyfrować nazwę, że o skrócie nie wspomnę.

    Oczywiście wciąż można się spotkać ze stygmatyzacją. :( Ale ja się wielokrotnie spotkałam z tym, że stygmatyzowano osoby, które jeszcze nie posiadały diagnozy. Więc akurat to, czy trafimy na niewyedukowanych i niewrażliwych ludzi nie zależy od posiadanej przez nas diagnozy. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia.

    • Strach przed psychiatrą (a raczej tym, co będzie, jak się ludzie dowiedzą) jest wciąż bardzo silny. Często słyszałam pytania na różnych grupach “a co, jeśli pracodawca się dowie, że chodzę do psychiatry?” Więc lepiej się nie leczyć? Masakra…

      • Ja to widziałam już nawet pytania typu: “a co, jeśli żona/mąż się dowie?” Straszne to jest trochę.