Jak być z chorym na depresję?

O depresji i chorych na nią, napisano, powiedziano, nakręcono, a może nawet i zaśpiewano już dużo. Wiem, że nigdy dość, bo świadomość społeczna depresji jest nadal szokująco niska, ale jest ktoś, o kim w ferworze leczenia psychiatrycznego, psychoterapii i dbania o siebie zapominamy. To bliscy. Rodzina. Partner. Mąż. Żona. Rodzeństwo. Dzieci.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że bardzo po macoszemu traktuje się tych, którzy z chorymi przebywają na co dzień. Nie oferuje pomocy i wsparcia. Mówi, że przecież są zdrowi, więc o co im tak właściwie chodzi.

Nikt nie wspiera, bo może nie chce, a może nie wie jak. Nikt nie powiedział jak mają żyć. Od teraz. Odkąd w związku pojawiła się „ta trzecia” i nie jest to nikt, z kim można by podyskutować, by się wyprowadził. Nikt nie powiedział, że miłość zawiśnie na włosku, a depresja dotknie też jego lub ją lub ich. Nie kojarzę i nie przypominam sobie żadnej kampanii społecznej, książki, ulotki, reklamy czy piosenki na temat bliskich i tego, jak mają żyć po diagnozie. Co robić? Cholera jasna, co teraz?

depresja zobrazowana

Jedna z Czytelniczek, która chce pozostać anonimowa, napisała w skrócie, jak to jest żyć z chłopakiem cierpiącym na depresję. Pozwoliła mi umieścić jej historię we wpisie, z nadzieją, że może komuś pomoże, może kogoś to wesprze, pocieszy i da przekonanie, że w tym wszystkim nie jest sam. Jeśli chcecie podzielić się swoimi historiami, pamiętajcie, że mój mail jest dla Was zawsze otwarty.


Historia A.:

Mam nadzieję, że moja historia pomoże komuś choć troszkę.

Mojego chłopaka poznałam około 1,5 roku temu. Wesoły, sympatyczny, opiekuńczy. Taki właśnie zawsze był. Dlaczego „był”? Bo depresja zmieniła go w zupełnie innego człowieka. Wszystko zaczęło się psuć około pół roku temu. Tak przynajmniej teraz mi się wydaje. Teraz wielu może myśleć: „no jak bliska osoba mogła tego nie zauważyć”? Mogła, bo go kochała i wydawało mi się ze to przejściowe zmiany nastroju.

Jednak było coraz gorzej. Z aktywnego, pogodnego, faceta dbającego o zdrowie i wygląd, zamienił się w obcego mi mężczyznę. To on zawsze podnosił mnie na duchu, pomagał, bo sama miałam problemy z akceptacją siebie, potrafił sprawić że uśmiechałam się cały czas. Wspaniały, cudowny, kochany człowiek. Piękna historia.

No właśnie ale to już przeszłość. Ostatnie miesiące stały się dla mnie koszmarem. Miał zmienne nastroje. Pewnego dnia nie wytrzymał i powiedział, że dłużej nie potrafi ukrywać tego, że jest chory, płakaliśmy razem. Na szczęście zdecydował się na terapię, ale na efekty, jak dobrze wiemy, trzeba poczekać.

Hmm, a co ze mną? No właśnie. Jego depresja odbiła się też na moim życiu i to bardzo mocno. Ciągłe kontrolowanie tego, co mam do niego mówić i jak postępować, stawały się coraz bardziej męczące a jego odtrącanie – bardzo bolesne. Jeszcze bardziej męczący stał się strach o niego. Każdego dnia myślę o tym, jak mu pomóc, czy da sobie radę, czy nic sobie nie zrobi. I co stało się z moim życiem? Tak naprawdę go nie mam, żyję teraz jego chorobą.

Czuję bezsilność, że nie mogę mu pomóc, nie potrafię patrzeć jak on cierpi i płacze. Z osoby radosnej i pełnej życia, mającej przyjaciół, stałam się wystraszona, zagubiona, płaczę, gdy on nie widzi. Przecież musi mieć we mnie oparcie .

W chwili obecnej nie mam znajomych, bo sama przestałam wychodzić z domu. Tak jak i on, nie mam na to ochoty i siły, a gdy już wychodzę, zakładam maskę i udają jaka to jestem szczęśliwa. Jak gdyby nigdy nic. To bardzo męczące.

Dlaczego piszę to wszystko? Ponieważ są osoby w takiej sytuacji jak ja, które tak samo żyją z osobą chorą na depresję. Szukałam informacji wszędzie na temat tej choroby, czytałam blogi, fora i znalazłam same informacje na temat depresji, jak postępować, co mówić do osoby chorej a czego nie, itp. Nie znalazłam informacji o tym, jak pomóc nam, czyli osobom, które są blisko z chorymi.

Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak my cierpimy, co czujemy, jak ciężko żyje się w ciągłym strachu o osobę która kochamy i co to znaczy bezsilność i frustracja. Teraz czuję, że spadam razem z nim, że tak jak on tracę chęć do życia.

Brakuje mi go, brakuje słów kocham Cię, nie ma już bliskości, nie czuję już tego bezpieczeństwa, leżę obok niego i widzę inną osobę. Sama stałam się inną osoba, nie mam już planów na przyszłość bo teraz nie wiem co będzie jutro, nie mam marzeń, po prostu funkcjonuję, robię co mam zrobić i tyle.

Piszę to wszystko, bo ludzie nie zdają sobie sprawy z tego co się dzieje z naszym życiem, że go praktycznie już nie mamy. Teraz ktoś może mnie zapytać czemu go nie zostawię. To proste: bo kocham go i to mnie trzyma jeszcze i pcha do dalszej walki. I apeluję do osób, które są w takiej samej sytuacji, jak ja: nie bójcie się prosić o pomoc. Wy też macie do tego prawo, sami nie poradzicie sobie z tym. Ja już wiem, jaka to jest olbrzymia odpowiedzialność za drugiego człowieka, jakie to jest ciężkie, bolesne i jak potrafi zniszczyć również nasze życie.

Na depresję nie cierpi tylko mój chłopak. Cierpimy oboje.

depresja1

Niemal dokładnie dwa lata temu napisałam tekst na temat tego, co bliscy chorych (tak ogólnie, nie tylko cierpiących z powodu depresji) mogą zrobić DLA SIEBIE. Bo, gdy oni zadbają o siebie, wtedy znajdą siły na to, by pomagać innym: http://psycholog-pisze.pl/gdy-twoj-bliski-choruje-psychicznie/


A dzisiaj, jeszcze na szybko, w kilku punktach, chcę Wam powiedzieć, o czym musicie pamiętać kochając lub chcąc wejść w związek z osobą borykającą się z jakimś zaburzeniem. Jakimkolwiek tak naprawdę.

Do zapamiętania:

  1. Bez względu na to, co się dzieje, Twój ukochany/ukochana jest kimś dużo dużo więcej, niż swoim zaburzeniem. Ono nie określa tego, jakim jest człowiekiem.

  2. Zaufaj mu i zrób wszystko, by on mógł zaufać Tobie.

  3. Bądźcie ze sobą szczerzy. Nie naciskaj na jakieś eksperymentalne leczenie, czy sposoby radzenia sobie z chorobą, jeśli Twój bliski go nie chce.

  4. Różnego rodzaju ataki, jak np. napady paniki czy silne doły mogą się wydarzyć wszędzie i w każdej sytuacji. To bardzo ważne, byś był wyrozumiały i dawał dużo wsparcia.

  5. Chory nie szuka kogoś, kto go naprawi czy magicznie uleczy. Wie z czym się boryka, wie, że Tobie też jest trudno. Chce dać i otrzymać miłość i oddanie. Tak samo, jak Ty.

Nie poddawajcie się. W razie czego służę radą.

  • Geron93

    Jestem chory na depresję już ładnych kilka lat jestem też po próbach samobójczych ta choroba jest dla mnie naprawdę wielkim problemem szczególnie, że teraz mam dwójkę dzieci i nową partnerkę. Każdego dnia jest ze mną też ona Depresja, która utrudnia mi życie kiedy wszystko układa się jak należy ona uderza z coraz większą siłą najgorzej kiedy dochodzi do okaleczeń i trzeba potem się kryć bo jak powiesz, a nic to skutku depresji większość niestety powie, że jesteś psychol czy inny świr i doda, że trzeba zamknąć. Dla osoby, która jest z taką osobą to gehenna musi znosić wszystkie humory takiego człowieka co w pewnym momencie spowoduje, że albo i na nią przejdzie albo powie, że przeprasza i odchodzi bo nie jest w stanie dalej w tym tkwić. Ja osobiście miałem chwilę gdzie naprawdę myślałem, że już wygrałem i nie wróci bo było kilka dłuższych chwil spokoju jednak kiedy powróciła nie potrafię coraz bardziej tego ogarnąć jest bardzo trudno jest po części obawa, że znowu spróbuje się popełnić samobójstwo.

  • M A

    Jestem pp. chory na depresję. Od lat jestem pesymistyczny, wszystko czarno widzę, nie mam siły na nic, prawie w ogóle nie oddaje uczuć. Powód to pewno niemiły rozwód rodziców i kilka pomniejszych w trakcie życia. Teraz jeszcze do tego wszystkiego doszła panika przed samotnością i opuszczeniem po stwierdzenie żony, która po 7 latach ślubu powiedziała, że tak dłużej żyć nie może i musi się zająć sobą, bo sama zginie. Byłem kiedyś zupełnie inną osobą, jak twierdzi i że ten dawny ja gdzieś zniknął, a w zamian tego jest ktoś zupełnie obcy, inny. Przed ślubem dostałem ataków nerwicy i leczyłem się u psychiatry, ale niestety nie zakończyłem kuracji, jak zalecił, tylko sam na własną rękę. I od tego czasu się zaczęło. Myślałem, że nie jest tak źle i że dam radę. Niestety przez nieudolność prowadzenia rozmów z żoną nie pracowaliśmy nad tym i nie było podjętych żadnych kroków u specjalisty, bo nikt nie sądził, zwłaszcza ja, że jest to depresja, a nie, że taki jestem. Teraz od dwóch miesięcy żyjemy, jak w separacji (nie mamy dzieci, żona już nie chce ich mieć i się nie dziwię – najierw to ja jej mówiłem od początku, że nie nadaję się na ojca, za duża odpowiedzialność, nie dam rady itd.) w jednym małym mieszkaniu. Żona zmieniła do mnie nastawienie, jest miła, trochę oschła, nie ma już żadnej intymności (brak dotyku, pocałunków, przytuleń). Śpimy razem w jednym łóżku, lecz głowami po przeciwnych stronach i na jego skrajach, aby się nie dotykać. Od czasu, jak żona tak postępuje to zaczęła robić rzeczy, które od dawna chcieliśmy razem zrobić lub ja chciałem jej pomóc to zrobić. Ja to odebrałem, jako etap odejścia żony ode mnie i w konsekwencji rozwód, ale nie zauważyłem, mimo, że mi to mówiła, że jest to dla niej jedyna droga ratunku z tej sytuacji. Z jednej strony nie umiem żyć w takim stanie i jeszcze bardziej mi się moja „choroba” pobłębia – codziennie po kilka razy dołków, płaczu, agresji, radości, siły i myśli o daniu sobie rady – z drugiej, jak widzę, co się z Nią dzieje po naszych nawet krótkich rozmowach, jak ciągnę ją w dół, a ona sobie tak dobrze radzi i jest radosna (znalazłą siłę do życia) to mam taki stan, że nie można go nazwać nawet ciężkim dołem. W pracy dużo nie załatwionych działań i obenie jeszcze więcej i jeszcze bardziej odpowiedzialnych, które mnie tak przytłaczają. Nie mogę zreygnować, bo jestem głównym żywicielem rodziny. Z tego wszystkiego poszedłem do psychologa, aby rozwiązać ten problem, który pewno leży w przyszłości, lecz nie leczę się na depresję. W przyszłym tygodniu idę do psychiatry po leki i zaczynam kompletną kurację wraz z psychoanalizą i psychotrapią. Niby jeszcze mogę to wszystko, czyli na pewno wyjść z deprechy oraz uratować” nasz związek, lecz wczoraj mimo, że mnie prosiła o opiekę nad sobą w czasie swoich trudnych dni – zawiodłem i to na całej linii. zamiast się zamknąć w pokoju i przetrwać atak paniki, to chciałem z nią chwilę pobyć i przy okazji (po jej pytaniu) powiedziałem, co się ze mną w tej chwii dzieje. Niestety to ją mocno rozbiło i runęły jej siły. Przez noc płakała, ale kategorycznie chciała zostać sama, aby je odbudować. Ja w drugim pokoju przechodziłem chyba najgorszy koszmar życia. I tak mniej lub bardziej jest co dzień. Nerwowość, chiejność nastrojów, ucieczka od zadań i problemów, kompletny brak przekazywania pozytywnej energii partnerowi i otoczeniu, panika, palpitacje serca, niejedzenie ze stresu (schudłem 20 kg w 2 miesiące), zagubienie i wielka obawa o przyszłość. Robię tak niewyobrażalnie niewytłumaczalne rzeczy i „sceny” z błachych powodów, które są tylko w mojej głowie. Żona zachowuje się normalnie i dziękuję jej za to, że mnie nie opuściła, lecz ja w każdym jej zachowaniu, czyli spontanicznym przytuleniu doszukuję się „drugiego dna” i mimo, że jej o tym nie mówię, lecz wątpliwe myśli rozpędzają się i nakręcają w głowie i zaczyna się bujawka nastrojów i to wszystko w pewnym (oczywiście najmniej odpowiednim momencie) wychodzi. Ja zajmuje się praktycznie całym domem, ale to nic w porównaniu do tego, co Ona teraz przeżywa i jak trudno jej utrzymać „normalną” postawę wobec zwłaszcza mnie. Jej uczucia wobec mnie się zdegradowały – nie czuje, abym był jej mężem, tylko przyjacielem i pewno już mnie nie kocha. Dla mnie to cios, który muszę przyjąć i zrobić coś z tym natychmiast. Bardzo żałuję, że nie umiałem zatroszczyć się bardziej o siebie i nie zacząłem działąć wcześniej z szukaniem, co mi jest. Jestem świadomy, ze ten związek na tym etapie nie ma przyszłości, lecz życie bez mojej Żony będzie nie do zniesienia – Ona jest taka kochana, dobra, czuła, wyrozumiała, zawsze przy mnie była, nigdy mi nie robiła scen. Zresztą całe moje życie nie mam większych problemów – teściowie super, praca w porządku, reszta też nieczgo sobie – jedyny problem jest w mojej głowie. Najgorsze jest to, że faktycznie czuję, że nic nie zrobiłem przez te lata narzeczeństwa i małżeństwa z Żoną, a mam już 38 lat.

  • Kamila Czyż

    Witam, jestem z partnerem od 5lat ma 13 letniego syna z poprzedniego malzenstwa i roczną córeczkę z tego zwiazku. 1,5 roku temu zmarl tata mojego partneta od tego czasu zaczęło sie psuć moja ciąża, potem male dziecko nie zauwazylam ze z partnerem dzieje sie cos niedobrego. Oddalilismy sie od siebie ja chce walczyc lecz on mowi ze juz mnie nie kocha ze juz nie ma sily walczyc o rodzinę. Jest umowiony na pierwsza wizyte u psychiatry ale jesgo zachowanie juz wskazuje ze to depresja. On chce sie wyprowadzic czy pozwolic mu na to czy walczyc zeby zostal boje sie ze to całkowicie przekresli naszą rodzinę. Bardzo go kocham i martwie sie o Niego, dzieci i siebie.

  • disqus_rOcIGo2ZB6

    a ja mam pytanie, niedawno poznalam chlopaka, o tym ze jest chory na depresje powiedzial mi niemalze od razu, zeby nie bylo „niedomowien” wiedzialam ze ma problem z wyrazeniem uczuc i genralnie nigdy nikogo nie kochal. Powiedzial ze jestem pierwszaosoba, do której w zyciu cis poczuł. Niestety jest typem, ktory duzo mysli, analizuje i poki jestesmy razem jest cudownie, ale wieczorami potrafi naisac, ze nie wie czy to to, ze nie potrafi tego zidentyikowac, ze boi sie i tak w kołko. ja płaczde, bo wiem ze jest cudownym facetem, on tez bo nie chce mnie ranic. jak pokazac mu ze poczatek zwiazku to nie jest nigdy wielka milosc (nawet osob zdrowych) tylko to male uczucie o ktore trzeba dbac i pielegnowac. mamy po 18 lat tez bardzo boje sie zwiazku, tym bardziej ze moj poprzedni trwal prawie 2 lata i mam spory uraz do tego typou inistyucji…. ponad wszystko cenie sobie swoja wolnosc i niezalenozsc, ale on to szanuje. tak samo jak ja jego stany. pytanie. czy jest mozliwosc, zeby ten zwiazek przetrwal? na prawde obydowje bardzos ie staramy, ale jego wahania nastroju czasem sa niemozlwe nawet dla mnie….

  • NN

    U mojej żony zaczęło się ok 2 lata temu, może wcześniej ale nie zdawałem sobie z tego sprawy. Nie wiem jaki to typ depresji. Dużo śpi, libido spadło do zera, w zasadzie żyjemy obok siebie. Z drugiej strony jest aktywna zawodowo, ludzie z zewnątrz pewnie nawet nie wiedzą, że jest chora. Długo nie potrafiłem tego zrozumieć, chyba do teraz mam z tym problem. Bierze psychtropy ale nie wiem czy jej pomagają. Na terapie ( jak twierdzi ) nie ma siły. Są momenty, że jest lepiej chociaż zdarzają się po tym jak ją postrasze Wiem, to paskudne ale nawet te krótkie momenty pokazują, że chociaż troche jej zależy ( a może udaje…) Nie wiem co robić dalej. Być przy niej, wspierać itd…? Łatwo powiedzieć. Poszukać sobie pocieszenia? Nie chce. Myśle, że gdyby nie dzieci wyprowadziłbym sie z domu (chociaż wiem, że można to surowo oceniać) Prawda jest taka, że ta choroba to straszny syf

  • D.

    Mój chłopak z ktorym jestem już parę lat wpadł w depresję i chce zrezygnować ze studiów na które próbował dostać się 4 lata…Nie wiem co teraz będzie, jak mogę mu pomoc będąc na studiach a on w domu…wszystkie nasze plany legly w gruzach, a ma już 24 lata i żadnych skończonych studiów a 3 rozpoczęte…Co mam zrobić…jak żyć…

  • Donus

    Witam,
    Mój chłopak też jest chory na depresje.
    Wcześniej te stany były chwilowe i mijały, teraz niestety trwa to dłużej… Ciężko mi z tym.

    A może ktoś opisze przypadek wyleczenia z tej choroby?

    • Depresja jest jak najbardziej wyleczalna. Niestety wymaga czasu, cierpliwości i odpowiedniej terapii.

  • Mała

    Życie z chorym na depresje to nie życie. Mówisz że kochasz partnera. Ja też kochałam ale przestałam i nie moge na to nic poradzić. Ile normalny zdrowy człowiek moze wytrzymać? Ciagle chodzić na palcach i analizować urażę nie urażę? Dobrze -źle. Nigdy nic w zamian. Borykanie sie ze wszystkim samemu i wyrozumiałość. A gdzie wyrozumiałość dla nas tych obok? T choroba ja wiem chcą nie mogą inaczej. Wiec jak masz mocna psychikę to wytrzymasz i zaakceptujesz ten fakt ale staniesz sie znieczulony tak jak oni. Albo pójdziesz z nimi na dno ich ciemnej drogi bo nie wytrzymasz. Tylko ci co żyją zosiba chora na depresje wiedza jak to jest. Jak nie masz silnej psychiki to nie wytrzymasz i koniec. Ja żyje już tak 5 lat. Wiem ze mój parter jest chory rozumiem to i staram sie mu pomoc jak moge. Ale nie zmienia to faktu ze przestałam go kochać. Nie da sie kochać chorych na depresje. Co z litości? Od epizodu do epizodu. Ci co maja podstawowa wiedzę o depresji wiedza: empatia, niechęć, niemoc, nieumiejętność okazywania uczuć, odpychanie, dziwne zachowania, bierność na każdym level. Jak długo można kochać ? Nie można. Mozna tylko zaakceptować i w duchu współczuć ale nie kochać. Koniec i kropka. Dlatego uważam ze każdy kto decyduje sie na życie z chorym musi liczyć sie z tym ze koniec z jego życiem. Dlatego chorym na depresje trzeba pomagać jak najbardziej ale nie z nimi żyć.

  • dreamer

    Fajnie by było dodanie również wpisu odnośnie: Jak BYĆ chorym na depresje? Wtedy to by przybliżyło ludziom, że chorym na tą paskudną chorobę może być każdy.

    • Monika Kotlarek

      Wszystkie wpisy z „Panią D.” w tytule opisują depresję od środka.

  • Mimo, że życie z taką osobą bywa nieznośne trzeba szukać rozwiązania. Wspieranie osoby w tym stanie powinno stać się naszym priorytetem. Warto zapoznać się z alternatywnymi metodami leczenia takimi jak np. hipnoza. Pozwala ona pozbyć się depresji poprzez pracę z podświadomością. W końcu problem zlokalizowany jest u nas w głowie i poprzez dotarcie do niej musimy starać się wyleczyć pacjenta. Moim pacjentom zalecam słuchanie nagrań hipnotycznych dostępnych tutaj: http://sklep.kaczorowski.info/glowna/52-autohipnoza-na-uwolnienie-od-depresji.html . Codzienne słuchanie takich nagrań wspomaga terapię indywidualną i prowadzi do wyleczenia.