Jak patrzysz na tych ze zrytą psychą?

Nie wiem czy i jak dużo (jeśli w ogóle) czytacie w Sieci blogów. Nie wiem też, jaka jest ich tematyka i co Was najbardziej interesuje. Mnie się zdarza, a im głębiej w nie “wchodzę”, tym więcej widzę. I chcę się dzisiaj z Wami podzielić pewną refleksją, ale tez zapytać o opinie.


Na blogu www.namarginesiezycia.blogspot.com trafiam na taki tekst:


“Piszę o moich łzach, lękach, niepokojach, ale po lekturze tych (innych) blogów dociera do mnie jaka jestem śmieszna w swojej inności.
Ja przecież nie mam raka, ani mukowiscydozy.
Ja mam zrytą psychę i nic więcej.
Dziś nie mogę już patrzeć na siebie bez sarkazmu.
Jestem jurorem.
Oceniam się „na nie” i wciskam czerwony „X” by móc zniknąć.”


Czytam. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Przecieram oczy i czytam po raz kolejny. Chcę, może naiwnie, wierzyć, że mój blog coś robi, coś zmienia, trochę uczy, przedstawia świat zaburzeń psychicznych, ale także po prostu zawiłości ludzkich umysłów, coś wyjaśnia, odkrywa. Chcę wierzyć, że moi Czytelnicy, czyli Wy, właśnie WY, to ludzie mądrzy, którym nie przyszłoby do głowy komuś z problemami natury psychicznej rzucić w twarz: “masz zrytą psychę, jesteś nienormalny, weź coś zrób ze sobą, ogarnij się itp.”


Czy ten wpis to odosobniony przypadek, czy raczej reguła postrzegania osób chorych psychicznie, jako tych “zrytych”? Jakie są Wasze doświadczenia w tej kwestii? Czy to działa na zasadzie, że czarnoskóry nastolatek może o swoim koledze powiedzieć per nigger, ale biały już nie? Czy to jest tak, że osoba chora, może z dystansem mówić o sobie, że jest nienormalna, ale zdrowi już nie bardzo? Czy może nadal chorych psychicznie spychamy na margines, a psychiatra to “lekarz od czubków”? Dlaczego nie pozwalamy, by nasz umysł chorował? Przecież to organ jak każdy inny. Owszem, zawiera w sobie olbrzymią część tego, kim jesteśmy (duszę?), osobowość, charakter, funkcje poznawcze, ale też ma prawo odmówić współpracy, osłabić się, zwyczajnie zachorować. Dlaczego pozwalamy ortopedzie leczyć złamaną nogę, a złamaną psychikę traktujemy nadal po macoszemu? Chętniej spotkamy się na kawie z kimś chorym na grypę, niż ze schizofrenią, a przecież to ta pierwsza jest zaraźliwa.


Ogrom pytań w mojej głowie. Przydałyby się jakieś poważne, duże badania na ten temat. Opowiedzcie o swoich doświadczeniach. Nie musicie w komentarzu, zapraszam też do kontaktu przez formularz kontaktowy. Może macie jakieś ciekawe historie, przemyślenia, refleksje, dygresje. Wszystko z chęcią przeczytam i, jeśli mi na to pozwolicie, także chętnie się podzielę na blogu. Pogadajmy o tym.


10685328_723401657726211_7851456555182554185_n


  • OneFourSeven

    Oj, ja mogę baaardzo dużo powiedzieć na ten temat bo sam cierpię na dwa takie schorzenia. Owszem, są osoby które się śmieją, inne twierdzą że zaburzenia psychiczne to nie choroba. Ale z własnego doświadczenia wiem, że jeśli ma się dystans do swojej choroby to życie staje się prostsze :) Czasem, kiedy mówię niektórym osobom, że mam „żółte papiery” uznają to za dowcip i dalej traktują mnie normalnie. To wszystko zależy od nastawienia. Oczywiście, na początku bardzo cieżko było mi zaakceptować to, że ludzie będą się na mnie krzywo patrzeć, ale z czasem okazało się że są też na świecie ludzie bardzo wyrozumiali. I to właśnie oni pomagają mi na codzień (wiem jak głupio to zabrzmi) nie zwariować :)

    • Dobrze rozumiem, że w takim razie wiele (jeśli nie wszystko) zależy od naszego nastawienia? Nas – jako społeczeństwo i nas w odniesieniu do osób z zaburzeniami? Może rzeczywiście jest tak, że im bardziej się wstydzimy i ukrywamy, tym łatwiej jest nam dopiec nazywając „świrem”.

  • Nebelline

    Witaj. Ja sama już od dawna uważam, że mam zrytą psychę, mówię nawet tak o sobie gronu bliższych znajomych (tym, którzy wiedzą, że mam depresję, i z którymi mogę pogadać o swoich problemach). Widzę to w ten sposób, że – pomimo 5letniej psychoterapii i 3-letniej farmakoterapii- nic nie jest mi w stanie pomóc całkowicie, że to mój permanentny defekt, nie jestem taka, jak ludzie wokół, nie mam takich problemów jak oni, mam skrzywione spojrzenie na ludzi i moje otoczenie. I tak, traktuję to tak, że ja o sobie mogę tak mówić, a reszta nie (chyba, że mówi to osoba, która też cierpi na chorobę psychiczną). Bo oni nie wiedzą, jak to jest. Nie rozumieją tego.

    To jest jak ze szpitalem psychiatrycznym. Ludzie jak słyszą „oddział zamknięty”, to od razu kojarzą to z wizją szpitala z „Lotu nad kukułczym gniazdem”- kaftany, chodzące zombie, lobotomie i elektrowstrząsy. Rzeczywistość jest z kolei inna. Przebywają tam normalne (może brzmi to groteskowo) osoby, które mają problem, a nie potrafią sobie z nim pomóc. Często choroba psychiczna skrzywia światopogląd. W szpitalu trochę się go sprostowuje.

    I masz rację, schorzenia natury psychicznej są traktowane „po macoszemu”- bo to jest temat tabu. Powiedzenie wśród znajomych, że ktoś z rodziny ma depresję/ schizofrenię/ OCD wzbudza raczej niechęć i chorą ciekawość, niż zrozumienie. Niestety.

    Na zakończenie link, który puentuje moją wypowiedź: http://demotywatory.pl/4325195/Gdyby-choroby-fizyczne

    Pozdrawiam.

    • Monika

      Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Fantastycznie obrazuje postrzeganie chorych psychicznie w społeczeństwie. A obrazek – idealnie trafia w punkt. Mam nadzieję, że to się zmieni.

  • Kinga

    Mam tyle do napisania na ten temat, ale nie potrafię ująć tego w żaden logiczny sposób. W moim życiu doswiadczyłam wielu róznych reakcji dotyczących ludzi z chorobami czy zaburzeniami psychicznymi. Najwięcej niestety osób- w tym moi rodzice- prezentowało podejście „choroba psychiczna to temat tabu”- nie rozmawia się o tym, bo to wymysł i bzdury, a jeżeli ktoś juz ma problemy psychiczne to zawijają go w kaftan i zamykają w pokoju bez klamek. O dziwo najbardziej „postępowym” człowiekiem, jakiego poznałam okazała się przeszło 60-letnia kobieta, mająca stały kontakt z zaufanym psychologiem i wzywająca go zawsze, gdy bł potrzebny, gdy przytrafiały się rzeczy trudne czy traumatyczne ( takie jak nagła śmierć członka rodziny, z którą jej wnuki nie mogły sobie poradzić). Chciałabym, aby moi rodzice mieli w przeszłości takie samo podejście, niestety czasu nie da się cofnąć…

    • Monika

      Czasu cofnąć nie możemy, ale to co warto robić, to nie dopuszczać do tego, co złego było w przeszłości. Warto rozmawiać, dyskutować i uczyć przede wszystkim innych myślenia o chorobach psychicznych, jako chorobach jak każda inna.

  • Grażyna WTZ Wapno

    Zgadzam się z tobą i z tym co jest napisane na tym blogu. Wiem co to znaczy być taka osobą miałam podobne przypadki. Rodzina ciebie czasami nie rozumie. Przynajmniej tak jest w moim przypadku, a kiedy przychodzi co do czego to wysyłają cię do szpitala psychiatrycznego bo mają ciebie dosyć i twoich humorów. Zamiast zastanowić się i zrozumieć co ta osoba czuje robią wszystko to żeby tylko pozbyć się problemu. Chociaż mogli by udzielić jej pomocy trochę zainteresowania które tak bardzo jej potrzeba chociaż ana od mawia to w głębi na pewno by tego bardzo chciała. Na pewno tym gestem mogli by jej pomóc. To właśnie rodzina jest pomocą na pierwszym miejscu która mogła pomóc wrócić mi do zdrowia psychicznego. a Tu się okazuje że musiałam się zwrócić najpierw do psychologa po poradę i leki na uspokojenie a potem znalazłam oparcie nie w mojej najbliżej rodzinie tylko dopiero u ciotki i przyjaciel ach którzy potrafili mnie zrozumieć i pomoc w potrzebie. Na koniec mogę tylko stwierdzić jedno,, Kto nie dozna cierpienia psychologicznego niech nie osadzą osoby chorej za jej humory bo może ją bardzo skrzywdzić. I niech patrzy na siebie i swoje postępowanie psychiczne niech się sam zastanowi czy sam nie powinien skorzystać z porady psychologa /psychiatry i niech nie męczy innych bo może to samo jemu się przytrafić.”

    • Monika

      Bardzo dziękuję za ten komentarz. Mówi bardzo wiele bolesnych, ale niestety nadal obecnych rzeczy. Jest ważny. Dziękuję.

  • Ania

    No właśnie. Nawet bardziej, bo to przecież organ który czyni nas wyjątkowymi w naszym gatunku. Odpowiada za nasze funkcjonowanie. Szanujmy go, bo nie da się go wyjąć i zastąpić nowym, jak nerkę np.
    Kiedy umiera mózg, umiera też ciało, mimo, że serce wciąż bije!

  • Ania

    Może to po prostu wynika z tego, że większość ludzi dalej myśli, że tzw. „zryta psycha” to tylko jakiś głupi wybryk. Co gorsza większość jeszcze utwierdza tą osobę w takowym przekonaniu. „No bo niby czego Ci brakuje? Masz dom, rodzinę, dzieci, wspaniałych przyjaciół, dobrą pracę. itd. wymyślasz i tyle. ” Spotkałam się z takimi wypowiedziami. Większość uważa, że mając tzw. „wszystko” nie można mieć problemów z psychiką, nie można mieć depresji, czy innych zaburzeń.
    Psychiatra czy psycholog w dalszym ciągu jest kojarzony jako „lekarz od czubków” i skoro do niego chodzisz, to nie mogę się z Tobą zadawać. Na własnej skórze tego doświadczyłam (lecząc się u psychologa, straciłam połowę znajomych, bo nie byłam normalna).
    Ludzie cały czas bagatelizują problemy psychiczne, bo trudno je zdiagnozować u „normalnego” lekarza. Nie widać ich na prześwietleniu, nic nas zazwyczaj nie boli, nie mamy kataru, gorączki, drgawek itd. Ciągle się tego boimy.

    • Monika

      Zgadzam się z tym. Psychiatra, to lekarz od czubków, a psycholog nic nie może. Takie przekonania są bardzo krzywdzące, bo niestety, chorób psychicznych diagnozuje się coraz więcej. Więc jak temu zaradzić? Edukować?

      • Ania

        Podoba mi się to, że ludzie piszą ostatnio o depresji, na blogach, które odwiedzam pokazują się takie wpisy. i dobrze, jeszcze lepiej, że pokazują się one w jesiennym okresie (bo to jakiś taki depresyjny okres).
        Edukowanie nigdy nie zaszkodzi, ale to chyba i tak za mało, bo ciągle panuje przekonanie, że „nie jestem wariatem nie pójdę do lekarza, poradzę sobie sam.”
        niestety, apeluję! To samo nie przechodzi, może się uśpić na jakiś czas, tak jak rak, a potem atakuje ze zdwojoną mocą.
        Raka leczymy, więc czemu zaburzeń i chorób psychicznych już nie??

        • Monika

          Doskonałe pytanie. Nasz mózg, umysł, psychika tak samo trzeba czasem leczyć jak zapalenie płuc czy zwykłe przeziębienie.