Jak skutecznie się zabić, czyli kilka słów o (nie)pomocnej akcji

Od jakiegoś czasu na blogach wrze. Zaproponowano akcję, która miałaby na celu sprawienie, że w wyszukiwarce Google będzie się pojawiało mniej tekstów na temat sposobów na popełnienie samobójstwa, a więcej takich, które mają dać nadzieję, ale czy aby na pewno?

Do napisania takich tekstów zainspirował Jan z bloga StayFly, a podłączyło się kilkudziesięciu blogerów. Od razu zaznaczam, że nie przeczytałam WSZYSTKICH wpisów KAŻDEGO z autorów, bo nie wystarczyłoby mi na to życia, ale przejrzałam kilkanaście oraz zrobiłam swój własny research.

O co chodzi?

Akcja polega na tym, że każdy posiadacz bloga miałby napisać tekst luźno związany z samobójstwami. Taki, w którym ma przebijać słońce i pojawiać się światełko w tunelu. Dodatkowo powinny się tam także znaleźć numery telefonów zaufania dla młodzieży, dorosłych, kobiet w ciąży czy ofiar przemocy.

I chcę, żebyśmy mieli jasność. KAŻDY wpis, artykuł, notka, rozmowa, wykład czy cokolwiek innego, które ma ludziom uświadomić problematykę samobójstw są NIEZWYKLE WAŻNE, ale na tę konkretną akcję patrzę dość krytycznie. Dlaczego? Bo niektórymi wpisami można narobić więcej szkody, niż pożytku.

bridge-of-suicide2

Po 1. w niektórych tekstach pojawia się zdanie “nigdy nie jest AŻ TAK ŹLE; z każdego problemu da się wyjść itp.” Bardzo możliwe, ale mówienie tego komuś, kto ma żyletkę przyłożoną do ręki może sprawić, że poczuje on tylko większą frustrację. Osoba, która jest gotowa na taki krok najczęściej cierpi na depresję lub inne zaburzenia (schizofrenia, chad itp.) i nie widzi ona sposobu na wyjście z problemu. Samobójstwo jest czynem ostatecznym i myśl o nim pojawia się gdy wyczerpały się już wszystkie znane możliwości. Więc tak, JEST tak źle, jest tak czarno, a poziom cierpienia osiąga apogeum, więc samobójca sięga po leki, żyletki, sznur. To trochę jak powiedzenie komuś z depresją: “weź się w garść i rusz swój leniwy tyłek z kanapy”. Działa? Jasne, że nie, a nie zauważyłam, żeby ktoś napisał: „Ej, widzę, że jest totalnie do dupy. Masz prawo tak się czuć. To nic złego.” Lepiej? Bardziej szczerze? Z większym ZROZUMIENIEM?

Po 2. nie sądzę, by ktokolwiek bardzo dokładnie sprawdził, że najwięcej wyszukiwań tekstu na temat samobójstw odbywa się w nocy. To w nocy, gdy jesteśmy zmęczeni (w depresji występuje często bezsenność, więc zmęczenie może być wręcz skrajne), emocje są nasilone. Rozpacz także. Dlaczego o tym mówię? Bo większość z tych telefonów działa np. w godzinach 15.00-17.00. Ewentualnie 14.00-22.00, a w jednym przypadku całą dobę, ale TYLKO w weekendy. I wszystko fajnie, ale czasem samobójca potrzebuje tego kontaktu z kimś właśnie o 1 w nocy, a w słuchawce usłyszy, że ma się teraz nie zabijać, bo nikogo nie ma przy telefonie. Ekstra, co?

suicide

Po 3. nie widziałam, by którykolwiek z blogerów podał SWÓJ numer telefonu lub choćby maila (jeśli ktoś to zrobił – dajcie znać, chcę mu pogratulować odwagi). Samobójca, który jest już na skraju wytrzymałości potrzebuje kontaktu z żywym człowiekiem. Nawet z takim, który na siłę będzie próbował go zatrzymać i pogada o pierdołach. Nie zawsze chce psychologa. Czasem dobrze byłoby, żeby to był ktoś, kto go zupełnie nie zna i po prostu porozmawia. Zawsze w takiej rozmowie telefonicznej można zachęcić do skorzystania z pomocy specjalisty, ale to już ogromna odpowiedzialność prawda? Czy blogerska opiniotwórczość wyklucza realny kontakt z drugim człowiekiem?

Po 4. nazwanie całej akcji HACKOWANIEM GOOGLE trochę razi w oczy. Niby chcemy pomóc, ale jakoś ważniejsze jest to, byśmy byli wysoko w wyszukiwarce.

Po 5. czy ktokolwiek zastanowił się, że tak naprawdę, to osoba zastanawiająca się nad samobójstwem MA PRAWO tak się czuć? Że są to zupełnie normalne myśli i będą się pojawiać?

Po 6. czy ktoś spojrzał na temat pod kątem tego, że nikt nie ma prawa mówić nam, jak mamy czy powinniśmy się czuć? „Nie myśl o tym/uśmiechaj się/zjedz zupę/idź na spacer, a od razu Ci się poprawi”. Bzdura. Jeśli w czyimś umyśle pojawia się wizja połkniętego opakowania tabletek nasennych, to każde „weź się w garść” wydaje się być wręcz skandaliczne.

Po 7. przy wszelkich zaburzeniach psychicznych należałoby mieć wyczucie i odrobinę autorefleksji. Rzucenie numerami telefonów, jak ochłapami starego mięsa, nie sprawi, że ktoś nagle powie: „O, ten XYZ mówi, że będzie dobrze, a jak nie będzie dobrze, to muszę zadzwonić tu i tu i już będzie dobrze” i zdejmie pasek od spodni z klamki.

suicideSamobójstwa zawsze wzbudzają morze emocji. Lęk i strach przeplatają się z bólem i rozpaczą. Dlatego jest to temat tak samo ważny, jak i dość delikatny. Nie bójmy się mówić o samobójstwach. Ale róbmy to z głową.

Poniżej znajdziecie znaki ostrzegawcze i porady, co robić, gdy Wy lub ktoś Wam bliski myśli nad popełnieniem samobójstwa.

ZNAKI OSTRZEGAWCZE:

  • Mówienie o tym, że dana osoba chce umrzeć lub się zabić.

  • Szukanie sposobu na popełnienie samobójstwa, jak np. szukanie w Internecie gdzie można nabyć broń lub odkładanie tabletek “na potem”.

  • Mówienie o poczuciu beznadziei i braku powodów do życia.

  • Mówienie o poczuciu uwięzienia i bólu nie do zniesienia.

  • Mówienie o byciu ciężarem dla innych.

  • Zwiększenie spożycia alkoholu lub leków/narkotyków.

  • Nieodpowiedzialne zachowania, bycie pobudzonym i w ciągłym napięciu.

  • Spanie zbyt mało lub zbyt dużo.

  • Odizolowywanie się.

  • Pokazywanie gniewu, złości, poirytowania lub mówienie o szukaniu zemsty.

  • Ekstremalne zmiany nastroju.

Znasz kogoś, kto przechodzi bardzo trudny czas w życiu? Znasz kogoś, kto wydaje się być w dołku emocjonalnym?

  • Zadzwoń. Napisz wiadomość. Zorganizuj spotkanie. Pójdźcie na kawę i zapytaj, czy chce pogadać (jeśli nie od razu, to bądź gotowy na kolejny raz).

  • Zapytaj wprost czy mają lub kiedykolwiek mieli myśli samobójcze. Nie bój się używać słowa na “S”. Mówiąc wprost o samobójstwie nie podsuniesz im takiego pomysłu, jeśli takie myśli się nie pojawiają.

  • Jeśli przyznają, że mają takie myśli, powiedz, że to w porządku, że wielu ludzi miewa takie myśli na różnych etapach swojego życia. Zapytaj o to, czy ma konkretny plan na to, jak to zrobić.

  • Jeśli powiedzą, że mają plan, poproś o to, by spróbowali się wstrzymać i by pozwolili Ci zostać z nimi, do momentu aż się skontaktują z lekarzem lub pójdą do szpitala.

Jeśli Ty masz myśli samobójcze.

  • Czy możesz na chwilę usiąść, porozmawiać z kimś zaufanym, zobaczyć się z lekarzem, porozmawiać z psychologiem szkolnym, współpracownikiem albo kimś z rodziny?

  • Nie bój się, ponieważ jest wielu ludzi, którzy są w stanie Ci pomóc, wystarczy, że powiesz tylko dwa słowa. Daj im szansę. I sobie.

  • Nie jesteś sam. Pamiętaj o tym. Mimo, iż czasem obecność innych może się wydawać emocjonalnym obciążeniem – zawsze miej w głowie to, że są ludzie, którym na Tobie zależy i których Twoja śmierć mocno zaboli.

  • Proszę, zgódź się na rozmowę. Zadzwoń, napisz. Zanim cokolwiek zrobisz, powiedz o tym.

I niestety, prawda jest taka, że czasem możemy stanąć na rzęsach, a zdeterminowany samobójca i tak znajdzie to, czego szuka. I z tym też musimy nauczyć się żyć. Z przeświadczeniem, że ZAWSZE trzeba próbować, ale NIE DA SIĘ uratować wszystkich.

Ogólnopolskie telefony zaufania znajdziecie TUTAJ.

A telefon do mnie to: 731 804 771

I obrazek do zapamiętania.

t_SuicidePrevention

A tutaj znajdziecie kilka przydatnych linków:

Depresja u nastolatków.

Kłamstwa na temat depresji.

Jak wspierać cierpiącego na depresję.

 

  • tiger

    „Nie jest tak źle”, „nie jesteś sam”, „daj sobie szansę”. Dałem sobie, nie poddawałem się. Ale życie ma inne plany, nie mam już sił z tym walczyć. Osoba, która jako jedyna mogłaby coś zrobić, którą prosiłem o pomoc w każdej sprawie – nic nie zrobiła. Nie zostało mi już nic poza samym życiem, które niema wartości. Marnuję tlen.

  • gość

    Ja trafiłam na te artykuły i zabolały mnie teksty typu „nie bądź tchórzem”. W momencie, gdy ktoś naprawdę cierpi, szuka wsparcia, a nie „kopa do działania”.

  • Pit76

    znam taką osobę i to jestem ja a więc jak to mogę zrobić bo tabletki nie działają na mnie ,wypadek mnie nie zabił więc jak?

  • Alicja

    To bardzo… fajne, co piszesz. Zwłaszcza z perspektywy psychologa.

    Pamiętam, jak którejś nocy się miotałam i szukałam numerów do doraźnej pomocy psychologicznej. Oczywiście żaden nie był dostępny o tej porze. Napisałam jakiegoś maila do poradni. Odpowiedź przyszła po ok. 2 tygodniach. Już nawet zagryzłam zęby, że na czyjeś wołanie o pomoc odpowiada się jakby w ramach wolnej chwili. Ale jeszcze. Była równie banalna i pusta, jak terapie, o które się wcześniej ocierałam. Nie wierzę, że w słuchawce usłyszałabym coś bardziej pokrzepiającego.
    To, że wciąż żyję, nie jest niestety niczyją zasługą, raczej efektem napietrzającego się wciąż poczucia winy i obowiązku. Tym bardziej frustrujące były „szlachetne” wpisy blogerów. Gdzieś pomiędzy fajnym śniadankiem a wyjazdem do Grecji.

    To fajnie przeczytać coś tak empatycznego.

    • Monika Kotlarek

      Dziękuję.

      Zaciekawiła mnie ta cała akcja i naprawdę jest kilka wartościowych tekstów o niej, ale niestety… Blogerzy rzucili się na nią jak sępy. Część z nich udało się napisać, coś dobrego i pomocnego, ale większość mam wrażenie chciała się po prostu wybić.

      Szkoda, bo można było zrobić wiele dobrego.

      Cieszę się, że nadal o siebie walczysz (w jakikolwiek sposób), mimo iż czasem na pewno musi być Ci bardzo ciężko.

  • Mnie ta akcja właśnie irytuje takim podwyższaniem statystyk a nie dodawaniem za wiele od siebie. Połowa tekstów które mają kogoś nastawić bardziej pozytywnie mnie by zirytowała jeszcze bardziej, a zwłaszcza jak chciałabym się zabić. Z tymi numerami bardzo dobrze zauważyłaś – do siebie nikt nie podał, a te oficjalne najwidoczniej zawsze nie są czynne. Raz w życiu próbowałam zadzwonić na tego typu numer (co prawda nie chcąc się zabić) i nic, ani że zajęte ani że abonent niedostępny.. po prostu koniec sygnału. bardzo motywujące

    • Monika Kotlarek

      Ah, więc znowu mam potwierdzenie tego, że jednak te numery to taki trochę pic na wodę. Przykro mi, że nie znalazłaś pomocy.

  • Też wzięłam udział w tej akcji. Z postem miałam ogromny problem, bo zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić jak to jest być na krawędzi. Starałam się jak mogłam, chociaż raczej nie wierzę w to, że ktoś bez doświadczeń na tym polu jest w stanie komuś pomóc. Ale dodałam prywatny adres e-mail, zgodnie z Twoją sugestią.
    W razie czego tu jest link (możesz go usunąć, jeżeli uznasz za stosowne, spamowanie nie jest moim celem):
    http://www.ostatnirozdzial.pl/jak-popelnic-samobojstwo/

    • Monika Kotlarek

      Gratuluję odwagi i podania swojego maila. Możliwe, że nie będzie nigdy użyty, a może komuś to pomoże. Zawsze też, jeśli obawiamy się, że powiemy coś nie tak, można odesłać do specjalisty, zachęcić do kontaktu z psychologiem itp. Nie musi to się wiązać z przeprowadzeniem terapii, bo to nie o to chodzi. Ale brawo :)

  • Patrzysz na temat z innej strony, bardziej fachowej. Mnie po „wejściu” do neta zaskoczyło duża ilość wpisów o ww. temacie. Przepatrzyłem kilka blogów i od razu się rzuciło w oczy, że temat potraktowany jak akcja od polewania wodą (czy coś tam). Mam podobne odczucia. U siebie nie zamieszczałem takiego wpisu, nie czuję się kompetentny.

    • Monika Kotlarek

      Tak tak, patrzę na to trochę od tej drugiej strony. Nie do końca chodziło mi o to, że ktoś jest kompetentny czy też nie, po prostu odniosłam wrażenie, że nikt tego tak do końca nie przemyślał sobie i poszedł na żywioł. A żywiołem można zrobić niestety więcej złego niż dobrego.

  • W swoim wpisie podałam nie tylko ww numery telefonu ale i maila do siebie. Napisałam go w zupełnie inny sposób niż inni. Byłoby mi miło, gdyby poświęciła Pani swoje 5 minut, przeczytałam i wyraziła swoje zdanie na jego temat. Chciałabym wiedzieć czy mój tekst w jakiś sposób wpisuje się w Pani odczucia „neutralnego” tekstu czy też jest taki jak wszystkie i może przynieść więcej szkody niż pożytku. Podrzucam link. Może Pani usunąć komentarz jeśli link przeszkadza.

  • Dużo racji. Ja przeczytałam kilka wpisów z tej akcji i jeden to dosłownie wbił mnie w fotel i pomyślałam, że gdym czytała takie bzdety to bym na pewno poszła się zabić. Znam autora i nie chce go tutaj przytaczać, żeby go nie urazić, ale wpis jak dla mnie był napisany bez żadnych emocji, od tak ‚Jest akcja, to i ja się wypowiem’.

    Ten tekst bardzo mi się podoba, uważam, że jeśli ktoś się na niego natknie.. może zmienić punkt widzenia :)
    http://babskiepisanie.blogspot.co.uk/2015/06/jak-szybko-i-bolesnie-lub-bezbolesnie.html

  • Po mnie tęsknił by tylko M. Ale osobiście żałuję, że nie miałam nigdy inklinacji do samookaleczania się.

  • ess

    Nie szukałem specjalnie „tego typu” artykułów, po prostu faktycznie ostatnio głośno się zrobiło.. A temat jest dla mnie boleśnie aktualny. Trafiłem na jeden art, który poza standardowym spisem telefonów i około 20 podobnych linków zawierał jedno ważne zdanie.

    „Osoby, które chcą popełnić samobójstwa, na ogół wcale nie chcą przestać żyć. Chcą przestać żyć tak, jak żyją w tej chwili. Desperacja podpowiada rozwiązanie ostateczne.”

    Tak, chcę przestać żyć tak jak żyję w tej chwili. Nie, nie mogę nic zmienić w swoim zyciu. Nie, nie zrobię nic głupiego bo sa osoby, które za bardzo by cierpiały gdybym to zrobił. Ale… odpowiednie pigułki „na czarną godzinę” (ironicznie prawdziwe określenie) są zabunkrowane. I faktycznie, mimo, że można się starać, ale nie zawsze uda się zapobiec samobójstwu.

    A numer pozwoliłem sobie zapisać – „na wszelki wypadek”…

  • Jak przeczytałam o tej akcji, to pierwszą myślą było: trzeba coś napisać. Bardzo chciałam pomóc, jakkolwiek, bo miałam do czynienia z tym problemem i wydawało mi się oczywiste, że trzeba działać. Do czasu, kiedy przeczytałam jeden z komentarzy dotyczący tego, czy czasem te teksty nie podziałają odwrotnie – czy nie skłonią kogoś do samobójstwa, nie zachęcą. Swój przeczytałam kilkanaście razy analizując go właśnie pod tym kątem. I nie wiem.
    Nie podałam kontaktu do siebie, choć przez chwilę mnie kusiło, bo boję się, że ktoś by napisał. Że nie wiedziałabym co mam zrobić, jak w ogóle rozmawiać. Że tylko pogorszyłabym sprawę i ten ktoś zrobiłby to, co zamierzał. Serce by mi pękło.

    • Monika Kotlarek

      Wbrew temu, co się może niektórym wydawać – taki tekst to duża odpowiedzialność. Moim zdaniem bardzo mądrze i odpowiedzialnie podeszłaś do tematu. Nie poleciałaś na hura, byle tylko coś napisać.

      Powiem tak, jeśli ktoś ma konkretny plan i jest zdeterminowany, to najprawdopodobniej nawet nie szuka w sieci sposobów, by się zabić. Ten, kto szuka, wciąż może mieć jeszcze jakieś wątpliwości.

      Dziękuję za ten komentarz.

      • „Ten, kto szuka, wciąż może mieć jeszcze jakieś wątpliwości.” – no właśnie, biorąc pod uwagę moje ogólne podejście do wszystkiego, to nie jestem pewna, czy potrafiłabym tak pokierować rozmową, żeby ta osoba zrezygnowała ze swoich planów, albo chociaż zobaczyła jakieś światełko w tunelu. Obawiam się, że mogłoby to pójść w drugą stronę.
        Czy mogłaś zerknąć na mój tekst? Jeśli coś jest nie tak, to go skasuję.

        • Monika Kotlarek

          Ja nie chcę cenzurować tych wpisów. Każdy napisał tak, jak czuje i jak uważa, że będzie dobrze :)

  • Monika Kotlarek mam kłopot z przedstawioną przez Ciebie krytyką. Wiele zastrzeżeń jest trafionych (piszę jako ktoś kto popełnił „grzech” udziału w akcji. Nie zgadzam się jednak z kilkoma tezami

    1) odniosłem wrażenie, że zakładasz złą wolę przynajmniej niektórych z piszących blogerów, szukania łatwych odsłon.Jestem chyba niepoprawny, bo wierzę że większość z nich przystąpiła do akcji w dobrej wierze, W akcie niezgody na to co pojawiło się w google po wyszukaniu fraz „jak się zabić”, jak popełnić samobójstwo.

    2) nie widzę powodu by czynić komukolwiek wyrzuty dlatego, że nie podał swojego numeru telefonu w przestrzeni publicznej. Nie koniecznie może chodzić o brak odwagi, ale na przykład o ochronę swojej sfery prywatnej. Możliwe jest też, że nikt zwyczajnie NIE WPADŁ NA TAKI POMYSŁ.

    3) Rozumiem, że poziom wiedzy psychologicznego, czy nawet zwyczajnej empatii w tekstach był różny, ale skoro akcja miała charakter otwarty, masowy trudno spodziewać się czegokolwiek innego.

    4) Wydaje się (z mojej niebędącego fachowcem) perspektywy chęć zamknięcia tekstu pozytywnym akcentem wydaje się być umotywowana psychologicznie. W takim sensie, że piszący życzy sobie by czytelnik pozostał po jego tekście w nieco lepszym nastroju niż przed jego przeczytaniem.

    5) Odesłanie na końcu tekstu do telefonów mówi jedną ważną rzecz. „Nie jestem psychologiem, psychiatrą , nie potrafię Ci pomóc tak jak bym chciał, uważam że ludzie do których podaję Ci namiar potrafią Ci pomóc”

    • Monika Kotlarek

      Odniosę się do wszystkiego hurtowo.

      Nie, nie zakładam złej woli, każdy z blogerów (z tych, których widziałam) miał dobrą wolę i chęci. I rozumiem, że nie wszyscy są psychologami. I na pewno nie wszystkim zależało tylko na odsłonach.

      Chciałam w tekście przekazać, że jest to niezwykle ważny temat i jeśli chcemy rzeczywiście, realnie komuś pomóc, jednocześnie uważając się za opiniotwórczego blogera, to chociaż minimum wysiłku można byłoby włożyć i coś doczytać. Sprawdzić. Wrzucić np. numery telefonów z całego kraju albo z kilku większych miast. Można byłoby napisać więcej o samobójstwach, o depresji itd. Wiem, że to bardzo bardzo trudny temat, ale biorąc pod uwagę to, że do 2030 roku depresja będzie jedną z 3 głównych przyczyn zgonów na świecie, można byłoby o to zahaczyć (kilku blogerów tak zrobiło, nie zaprzeczam).

      A może ja po prostu za dużo wymagam od autorów (nie mówię o nikim personalnie, napisałam w tekście, że nie czytałam wszystkich, a wśród przeczytanych są też perełki), bo wielu z nich, niestety, nie zaznajomiło się z tematem i w świat pójdą krzywdzące hasła typu „rusz się, to Ci przejdzie”.

      Z telefonami to prawda, ale zawsze można podać maila lub kontakt do psychologa czy psychiatry np. w swoim mieście, nie tylko numery telefonów, które mają wyznaczone godziny pracy. Interwencja kryzysowa jest całodobowa.

      I to, co najważniejsze. Jeśli ktoś szuka informacji o tym jak się zabić, to uwierz, ale PO ŻADNYM tekście nie poczuje się lepiej. Więcej o krzywdzących zdaniach tu: http://psycholog-pisze.pl/czego-nie-mowic-osobie-z-depresja/

      • Ja też nie napisałem, że krytyka jest całkiem nie uzasadniona. Zwyczajnie akcja stała się swego rodzaju papierkiem lakmusowym „powszechnej świadomości psychologicznej” . Niestety , ale również moje osobiste doświadczenie podpowiada, że recepty pod tytułem weź się w garść są proponowane w sposób wręcz natrętny osobom zmagającym się z depresją.

        Moim skromnym zdaniem istotne są te perełki, o których wspomniałaś. Nie dlatego, że wierzę, że są w stanie kogoś w sposób bezpośredni odwieźć od samobójstwa. Było kilka tekstów autorów, którzy przyznawali się do myśli samobójczych, stanów depresyjnych. Dla mnie to konkretna praca nad odsygmatyzowaniem depresji w społecznym odbiorze. Wierzę, wiem jak trzeźwiące potrafi być spojrzenie na drugiego człowieka, który zmaga się / zmagał z podobnymi problemami. Wiem jaką może dać to nadzieję bo przećwiczyłem to na własnej skórze.

        Kwestii telefonów nie będę roztrząsał, bo moim zdaniem rzecz oparła się na zaufaniu do inicjatora akcji, że skoro on podał numery to sprawdził. I tyle.

      • BTW. Nieskromnie przypomnę też, że akcja blogerska poświęcona depresji i innym zaburzaniom psychicznym była na początku roku http://pochwalony.eu/2015/02/14/walentynki-bez-cukru/ więc coś w temacie jednak się dzieje :)

        • Monika

          Widziałam, czytałam i to jest świetna wiadomośc :)

  • Kiedy pisalam moj tekst obawialam sie ze moja krytyka calej akcji jest przesadzona. Teraz z perspektywy czasu widze, ze zarzucam jej praktycznie to samo co Ty. Plus pare innych rzeczy, o ktorych pisze u siebie.

    Zaciekawilo mnie to, ze napisalas ze mysli samobojcze sa normalne i po zastanowieniu sie zgadzam sie z Toba. Sa normalne dla danego stanu umyslu, sa z nim zgodne i zbiezne a nastrojem i afektem osoby w takim stanie psychicznym.

    A co myslisz o samym zwabieniu osoby na strone uzywajac naglowka „jak skutecznie i bezbolesnie popelnic samobojstwo?”.

    • Monika Kotlarek

      Tytuł przyciągnie, to na pewno, bo rzeczywiście ludzie szukają takich artykułów/tekstów itp. Natomiast jeśli ktoś bardzo zdesperowany znajduje kolejny tekst z numerami telefonów, które i tak np. w środku nocy nie działają, to może być ciężko. Ewentualnie ktoś od razu zamknie stronę i akcja w błoto.

      A jak Ty to widzisz?

      • Ja uważam, że zwabienie kogoś podstępem na stonę nie jest dobrym rozpoczęciem relacji z osobą w kryzysie emocjonalnym. A jeśli nie chce się tworzyć jakiejkolwiek relacji, to po co pisać tego typu wpisy?

        Z własnego doświadczenia (osobistego i dość ograniczonego, ale jednak jakiegoś klinicznego) wiem, że poczucie braku zrozumienia i brak zaufania często charakteryzuja osoby planujace koniec swojego zycia, wiec proba wciskania im informacji na sile uwazam za nietrafiony, a nawet potencjalnie szkodliwy.

        • Monika Kotlarek

          Nie mogłabym się bardziej zgodzić. To z budowaniem relacji trafione w punkt. Gdyby ktoś chciał, to na pewno się tego nie robi wciskając komuś „dobre rady”, nr telefonów i hakowaniem Google.

  • Podpisuję się pod tym tekstem. Przeczytałam kilka wpisów z akcji i ostatecznie postanowiłam napisać swój – przekazać dalej własną, niemiłą historię życia, która postawiła mnie na krawędzi, ale skoro tutaj jestem, to dałam radę. Liczyłam, że właśnie coś tak prawdziwego, a nie puste słówka motywacji od osób, które nie wiedzą z czym zmaga się ten, kto wchodzi przez hasło „jak się zabić?”, pomoże spojrzeć na swój problem z innej perspektywy. W głębi serca nadal wierzę, że być może ten mój jeden post przekaże komuś trochę siły.

    Problem tej blogerskiej akcji polega na tym, że nikt naprawdę nie postarał się, by ten wpis pomógł – niemalże żadna z osób nie weszła w skórę osoby, która chce skończyć ze wszystkim. Jest tak, jak napisałaś, a tekst – chyba najgorszy ze wszystkich, który notabene też niegdyś słyszałam – „nigdy nie jest AŻ TAK źle” przewija się niczym refren. Mam wrażenie, że większość po prostu zależy na wpisaniu się w aktualny trend.

    • Monika Kotlarek

      No właśnie to ‚Nie jest aż tak źle” czy klasyczne „weź się w garść” robią naprawdę dużo złego.