….mam i ja – czyli moda na depresję – Michał Majchrzak

Nasze społeczeństwo pędzi coraz szybciej. Wszystko pędzi. I w zasadzie nie ma możliwości nie pędzić, bo albo stale trzeba coś gonić, albo przed czymś uciekać. A jeśli chcemy zatrzymać się na chwilę – jesteśmy ciągnięci przez całą masę pędzących, ewentualnie wypadamy z obiegu jak jadącego pociągu i potem z równym powodzeniem możemy próbować wskoczyć z powrotem. Nie ma nawet czasu by pomyśleć. Bo po co myśleć? Pęd załatwia wszystko i rozwiązuje każdy problem. Nie mam czasu na myślenie, bo pędzę. I w tym całym pędzie, w tej gonitwie ZA, tudzież uciekaniu PRZED tracimy powoli naszą tożsamość, przestajemy być sobą, fascynują nas inni, ulegamy modom i trendom. Dlaczego? Ano dlatego, że nadają one naszemu życiu pozorny sens, dzięki nim nie musimy się koncentrować na sobie, na własnej tożsamości, tylko mamy kolejny pretekst do pędzenia. Do gonienia – „och, jak bym chciał być taki jak on…”

10552526_622033217895993_326701570517345060_n

W tym zlepku myśli nie zamierzam odpowiadać na pytania o przyczyny i skutki, zagłębiać się w analizowanie zjawiska pędu. Chciałbym podzielić się moją refleksją na temat niebezpieczeństwa utraty tożsamości.

Wczoraj umarł aktor. Robin Williams. Bardzo dobry aktor, przyznaję, lubiłem go szczerze, bardzo szkoda, że nie zobaczymy go już na dużym ani małym ekranie – to mój komentarz do tej smutnej sytuacji, w zasadzie nie ma nic więcej do dodania.


Dlaczego umarł? Popełnił samobójstwo. Dlaczego, co ludzi popycha do tego czynu – akt tchórzostwa, czy akt odwagi? A może poczucie beznadziejności? Może pan Williams właśnie wyskoczył ze swojego pociągu i nie mógł znaleźć się w nim z powrotem? Czytając artykuły na ten temat, dowiadując się, że przyczyną śmierci mogła być depresja, na którą cierpiał aktor, jest mi przykro – żal człowieka, ale być może teraz jest mu lepiej. Skoro wybrał rozwiązanie ostateczne, widocznie innego nie było. Bardziej jednak smuci mnie to co dzieje się wokół tej – niewątpliwie – dużej tragedii (dla rodziny) i straty (dla przemysłu filmowego i wszystkich fanów Robina). Nagle okazuje się, że cała masa ludzi zmaga się z depresją. Że jest coraz więcej i więcej takich, którzy z nią dzielnie walczą i wygrywają (hurra!), takich, którzy właśnie w nią wpadają i symptomy są dokładnie odpowiadające ogólnemu schematowi depresji, aż do wcale nie mniejszej rzeszy ekspertów od depresji, którzy akurat zdecydowali się na ujawnienie, na swój „coming out”. Czy to przypadek, zbieg okoliczności? Czy może depresja jest chorobą zaraźliwą, której bakcyl łatwo można wchłonąć z ekranu komputera, z gazety, radia albo telewizji? Zastanawiam się nad tym, bo wbrew pozorom, problem wcale nie jest śmieszny, a mój nieco ironizujący ton nie ma uderzyć w tych, którzy zmagają się z tym przekleństwem (ale oni o tym wiedzą i nie muszę ich przepraszać).


Może od razu odpowiem – nie, depresją nie da się zarazić przez telewizor ani w żaden inny sposób, można odetchnąć z ulgą. Natomiast inna choroba, która jest niesamowicie zaraźliwa i, niestety, bardzo się rozprzestrzenia wszelkimi możliwymi drogami, nazywa się Moda. Tak. Moda na Depresję – bo czemu nie?? Mając depresję, jestem ‘trendy’, w jakiś sposób utożsamia mnie to z moim idolem, o którym do tej pory słyszałem piąte przez dziesiąte i jeszcze do wczoraj nie umiałbym wymienić przynajmniej 5 tytułów filmów, w których zagrał. W żaden sposób oczywiście nie umniejszam ludziom, którzy ulegają modzie – tej, czy jakiejkolwiek innej. Pisząc ten tekst, chciałbym jedynie zachęcić do refleksji nad SOBĄ. Gdybyśmy przez chwilę – nawet w tym pędzie – spróbowali pomyśleć o SOBIE, to co by się nasunęło jako pierwsze? Spróbujmy zrobić taki szybki i prosty test – bez głębszego zastanawiania się, bez zatrzymywania (bo przecież nie chcemy wypaść z naszego pędu) – spróbujmy dokończyć zdanie:


Ja jestem ………..”


Ciekawe, komu uda się napisać kilka słów z łatwością i szczerze, bez „przemyśliwania” tematu? O wiele łatwiej byłoby dokończyć zdanie: „Ja jestem jak …(znana osoba)…” prawda? W całej naszej gonitwie zostawiamy coraz mniej miejsca i czasu dla siebie. Przestajemy analizować nasze potrzeby, słuchać wewnętrznego głosu. Powolutku gubimy gdzieś tożsamość. Jednak nasz umysł nie poddaje się bez walki i co jakiś czas usiłuje przypomnieć o swoim istnieniu, wyrazić własną podmiotowość. A jak ma to zrobić? Najszybciej i najprościej przez porównania. Porównujemy się więc z entuzjazmem do innych, a raczej do ich obrazów. Bo jak się porównać do Robina Williamsa? Co tak naprawdę o nim wiemy? O nim – o człowieku, nie aktorze? No bardzo dużo! Wiemy, że miał depresję! Bingo. Miał. A co wiemy o depresji, poza tym, że modnie jest ją mieć? Pomyśleliśmy chwilę na ile taka depresja jest realnym problemem, skoro popchnęła go do samobójstwa? Czy naprawdę chcielibyśmy się zamienić? Być w podobnej sytuacji? Łatwo jest nam utożsamiać się z innymi, dokąd sami mamy względne poczucie bezpieczeństwa, spowodowane stabilną sytuacją wokół nas, bądź właśnie tym nieszczęsnym pędem, który skutecznie chroni od zagłębiania się w nas samych.


Ale jak każdy kij – i ten ma dwa końce. W którymś momencie nasz pociąg stanie. Gdzieś dojedziemy. I co wtedy? Co będziemy mieli dla siebie z tej wycieczki? Czy będziemy potrafili wytrzymać we własnym towarzystwie, w towarzystwie osobowości, której będziemy się musieli uczyć na nowo i ją poznawać, bo do tej pory nie mieliśmy na to czasu? Czy nadal odpowiedni poziom zadowolenia i poczucia spełnienia zapewni nam utożsamianie się z kimś innym? Podążenie za nową modą?

Nie. Tak nie będzie. Bo na końcu i tak zostanę tylko JA. A JA jestem tym, co wypracowałem dla siebie przez całe życie. JA to JA. Nie Robin Williams i nic tego nie zmieni. Ja to nie moja praca, zlecenia, ‘targety’, fortuna. Ja jestem tym, co we mnie – MOIMI radościami, smutkami i demonami. Jeśli nie zostawimy sobie w porę czasu na dopuszczenie do głosu tego wszystkiego co w nas siedzi, na końcu sami staniemy się ofiarami depresji. Nie mody na depresję – Depresji przez duże „D”.


Na koniec tego przynudnawego wywodu postawmy sobie pytanie – czy naprawdę chcielibyśmy być ofiarą depresji? Czy naprawdę chcielibyśmy wylecieć z naszego pociągu i nigdy go nie dogonić? Może warto jednak pomyśleć chwilę, zanim wskoczymy w ekspres, czy aby na pewno zwykłym podmiejskim nie dojedziemy tak samo wygodnie do celu, może nieco wolniej, ale za to z możliwością przyjrzenia się krajobrazom, które mijamy? Może warto czas, który i tak biegnie, wykorzystać nieco inaczej?


Szkoda tylko, że refleksje prawie zawsze przychodzą za późno…


  • basiul

    o, ten tekst mogłoby przeczytać grono osób, które uważają, że mają jakieś zdanie na temat depresji. Zwłaszcza ostatni akapit- mogliby przeczytać kilka razy i bardzo dokładnie. Zawsze mnie to zadziwia i chyba przeraża, jak wiele zdrowych osób ma tak wiele do powiedzenia o tej chorobie i nie cierpię wysłuchiwać i wyczytywać czego to oni nie wiedzą o depresji, samobójstwie itd…
    Moda na depresję… oby szybko minęła.

    • Nebelline

      Niestety, to, że przeczytają, nie gwarantuje tego, że zrozumieją.