Nie opuszczaj mnie…

Płaczesz z bólu. Łzy zmywają makijaż. Włosy potargane w rozpaczy. Toczysz się. Z nizin w doły, z dołów w depresje, z depresji w Rów Mariański. W dół. W dół. W dół. Wciąż coś pcha i nie pozwala się zatrzymać. W takich chwilach przychodzą myśli o śmierci. Jak blisko była. Jak czułeś jej oddech na szyi. Otarłeś się o nią. Kilka razy. I niczego Cię to nie nauczyło. A może jednak?

Na zewnątrz spokojny. Ułożony. Pragmatyczny. W środku nocy wychodzą demony. Strach. Lęk. I Ona. Pani D. Jak zwykle przychodzi nieproszona. Bo któż zaprasza gości, którzy nanoszą błota, wyjadają wszystko z lodówki, kopią Cię w brzuch, plują i zostawiają zarzyganą i zapłakaną na zimnej podłodze w łazience? A Ona czuje się jak u siebie. Wchodzi. Rozpycha się, ugniata duszę, wolną wolę, wewnętrzną siłę i wszelkie pozytywne myśli i próbuje się rozgościć w Twojej głowie. Udaje jej się. Jak zwykle zresztą. O 3 nad ranem Twoja silna wola słabnie i masz wrażenie, że łzy smakują bardziej słono. Nie masz już siły dalej się starać…

A może to wina słynnego Blue Monday? Najbardziej depresyjnego dnia w roku? Trzeci poniedziałek stycznia. Kumulują się wszystkie dni bez słońca, a w sercu zagnieżdża się każdy szybko zapadający zmrok. I może nawet przez chwilę zamierzasz w to uwierzyć… To jednak wszechogarniający lęk podpowiada Ci coś innego.

Podobno dorośli stajemy się wtedy, gdy potwory spod łóżek wpełzają do naszych głów. I zwą się problemami… Niektóre demony, przeistaczają się w zaburzenia psychiczne, zaburzenia nastroju i więcej problemów.

I znów nie możesz ruszyć ręką. Powieki sklejone bólem. Toaleta? Po co to komu… Wytrzymasz… Łóżko kusi i przyciąga z siłą większą od grawitacji. I zostajesz. Pogrzebany w poczuciu winy, że ZNÓW się nie udało… Znów wygrała. Ona… Pani D. Jak zwykle silniejsza, bystrzejsza, lepsza. A na pewno szybciej reagująca. Wybija się przed szereg, gdy trzeba podjąć szybką decyzję, co do tego jaki dzisiaj będzie dzień.

Powiedz… Czy mówisz ludziom o swoim bólu? O tym, że to jest/był naprawdę zły dzień? Albo gdy pytają o to, jaka jest Twoja historia, zdarza Ci się odpowiadać: „A wiesz… 4 próby samobójcze, pocięte ręce i nogi, od roku na antydepresantach, od 3 miesięcy dopiero poprawne leczenie. Ogólnie jest OK, ale czasem w środku nocy budzę się z krzykiem i płaczem i myślę o tym, jak to jest umrzeć, a co u Ciebie?” Oni przecież nie rozumieją… Zagadują, bo albo chcą usłyszeć, że u Ciebie jest fajnie, albo chcą zostać wysłuchani, bo u nich dzieje się coś wyjątkowego. I Ty, z Twoim dołem, nie wpisujesz się w ich sielankowy obrazek. Jesteś jak zaraza, bo w sumie może to paskudztwo jest zaraźliwe? Jesteś jak robak, którego trzeba zgnieść albo kurz, który się zamiata pod dywan i wszystko jest znowu piękne i czyste.
Dlatego coś Ci powiem. Kilka słów. Zrobisz z nimi, co zechcesz.

Jeśli uda Ci się znaleźć kogoś, kto naprawdę Cię rozumie. Kto rozumie Twoją potrzebę bycia samemu, kto nie boi się pytać i usłyszeć SZCZEREJ odpowiedzi, kto nie boi się opowiedzieć o historii swojej choroby, kto Cię słucha – zadbaj o nią. Pilnuj jak oka w głowie. Towarzysz im w bólu i pozwól im towarzyszyć sobie. Nawet jeśli jest to płacz pod prysznicem albo leżenie w łóżku. Jeśli pozwolisz im odejść… Inni mogą się już nie pojawić…

  • Zuza

    A propos wczorajszej wymiany zdań z Panią – ostatni akapit powyżej – to jest to.
    Ja to wiem.
    Jak przekonać przyjaciela?
    Czasami wydaje się, że wie, częściej – że nie ma o tym pojęcia.
    Wiem, to choroba robi mu taki mętlik w głowie…
    Dziiaj znowu spróbuję.

    • Monika

      To jest trudne. Chory zawsze wie, że ktoś jest. Po prostu choroba nie pozwala mu tego dostrzegać, ale świadomość pozostaje. I zakiełkuje w przyszłości.

      • Zuza

        Zawsze wie?

        • Monika

          Jeśli mu to będziemy mówić, powtarzać co jakiś czas, to będzie wiedział. Sam się zapewne nie domyśli, ale możemy mu o tym wspominać.

          • Zuza

            Boję się, że któregoś dnia nie zdążę, spóźnię się o godzinę albo dzień…
            Wiem, że to jest możliwe, niestety.
            I wiem, że możliwe jest jeszcze pójście w stronę słońca.
            Tyko – tak mało zależy ode mnie.
            Więc – dzisiaj spróbuję jeszcze raz.
            I tak codziennie.

          • Monika

            Niestety, przy depresji, istnieje spore ryzyko, dlatego tak ważne jest, aby chory otrzymał potrzebną pomoc. Zarówno lekarską-medyczną-farmakologiczną, jak i wsparcie.

  • Anonim

    Asiuk – zgadzam się z Tobą. Depresja jest straszną chorobą i nie mogę znieść, gdy jest traktowana w taki sposób, bo to deprecjonuje jej poważność (źle mi, na pewno mam depresję). Dlatego uważam, że ten post nie ma nic wspólnego z depresją, a z użalaniem się nad sobą w stylu gimnazjalnym. Takie emo, tylko 10 lat później. Smutne

    • Monika

      Drogi Anonimie,

      życzę Ci z całego serca, abyś nigdy nie doświadczył cierpienia związanego z depresją. Nie wolno mówić w jakikolwiek sposób, że osoby ze zdiagnozowaną depresją „użalają się nad sobą”.

  • asiuk

    Kiedys pracowalam z osoba, ktora nie rozumiala jak mozna miec depresje. Ciesze sie, ze ta osoba nigdy nie doswiadczyla tego stanu, poniewaz jest to przykre doswiadczenie gdy chcesz normalnie zyc, a zarazem nie potrafisz. Duza jest roznica pomiedzy uzalaniem sie nad soba, a kiedy ma sie depresje. Mysle, ze jak ktos uzala sie nad soba to tylko marudzi i szuka wymowek, zeby sie wymigac od obowiazkow. Ktos kto doswiadcza depresje zwykle ma problem o mowieniu o swojej chorobie i nie widzi sensu zycia.

  • Anonim

    Uważam, że Ty jesteś bardzo skoncentrowana na sobie i się nad sobą użalasz :) Nie powiedziałam za to, że jesteś egoistą, proszę nie dodawaj mi słów, których nie użyłam. Nie wiem, może jesteś egoistką – musiałabym Cię poznać, by to stwierdzić.

    Wracając – co gorsza, traktujesz słowo „depresja” jako wytrych, który pozwala Ci na wszystko. „Mogę się nad sobą użalać, bo przecież mam depresję-wolno mi.” Pomijam też fakt, że studentka psychologii sili się na wypociny dziewczynki z gimnazjum lub bardzo wczesnego liceum. Żenujące

    • Monika

      Dlaczego ja?
      Czy koncentracja tylko na sobie nie jest jednoznaczna z egoizmem?

      Depresja jest poważnym zaburzeniem, niemającym NIC wspólnego z użalaniem się nad sobą.

  • Anonim

    ktoś tu jest baaardzo skoncentrowany na sobie i się nad sobą użala…

    • Monika

      Uważasz, Drogi Anonimie, że pacjent cierpiący na depresję użala się nad sobą i jest egoistą?