Nocne rozmyślania

Minęła 3.00. Siedzę na parapecie, zerkając na puste ulice. Ciemno. Chyba trochę pada. Zupełnie pusto. Przez głowę przebiegają setki myśli, bo przecież nie od dziś wiadomo, że nocą, gdy zostajemy zupełnie sami w pustym pokoju, głowa pracuje na zwiększonych obrotach. Mam mieszane uczucia, co do pozostawania w stanie “niespania” do rana. Z jednej strony wiem, że wcale się nie zregeneruję i cały dzień będę funkcjonować tylko wtedy gdy, zamiast krwi, w żyłach popłynie mi kofeina, ale z drugiej… Z drugiej strony uwielbiam te chwile, kiedy jestem sama ze sobą. Dosłownie, bo nawet na zewnątrz nikt nie chodzi, samochody nie jeżdżą, a ptaki zaczną śpiewać dopiero za około godzinę. Cudowna samotność. Pozwala spojrzeć na wiele spraw z perspektywy. Daje wytchnienie od codziennego natłoku spraw i problemów. Sprzyja kreatywności. Nikt niczego ode mnie nie wymaga. Mogę godzinami milczeć. Lubię ciszę. Doceniam ją jako pozytywnego przyjaciela, z którym chcę spędzać czas, bo mnie inspiruje, bo karmi moja duszę. O ciało zadbam sama.


I tyle rzeczy chciałoby się zrobić. Mam do przeczytania mnóstwo książek. Do obejrzenia przynajmniej kilkanaście zaległych filmów. A jednak nie robię nic. Siedzę na parapecie, zerkając na puste ulice. Macham nogą. Bo nic nie muszę. Tak gdzieś po 1.00 przekraczam jakąś magiczną granicę. Barierę dnia od pełnej nocy, w której nikogo nie muszę udawać, ani przed niczym uciekać. Wtedy najboleśniej uświadamiam sobie, że tak naprawdę, gdziekolwiek bym nie wyjechała, nie poszła, zawsze zabieram tam siebie i swoje myśli, swoje problemy, swoje przeszkody nie do pokonania.


Nie opowiem Ci o samotności. Może dlatego, że ja ją uwielbiam. Ta cisza, która Cię otacza, to “nicniemuszenie”, jest tak obezwładniające, że możesz się tym tylko zachłysnąć. Nie opowiem Ci o tym, jak to źle nie sypiać. Pewnie sam wiesz, Czytelniku, bo co jakiś czas każdego z nas dopada bezsenność. A jednak, to te noce najlepiej zapamiętuję. Korzystam z każdej jej minuty, podczas gdy w ciągu dnia zdarza mi się marnować czas. Chłonę całą sobą tykający dźwięk wskazówek ulubionego zegarka. Schodzę z parapetu. Idę przejść się po pustym ciemnym cichym mieszkaniu. Wyglądam przez każde okno. Gdzieś w tle skrzypią deski. Sąsiad nade mną spaceruje po mieszkaniu. Pewnie też nie może spać. A może nie chce? Może też docenia te cudowne chwile samotnej wolności?


Dochodzi 4.00. Zaraz zacznie się robić jasno. Zaraz znów włączysz telefon i odbierać masę wiadomości, których dźwięk tak boleśnie będzie się wwiercał w niewyspaną głowę. A gdyby tak… Ale nie… A może… Hmmm… Nie, jednak nie dziś… Ale któregoś dnia… Któregoś poranka, tak po prostu, nie włączysz tego telefonu. Ja też nie. Cisza będzie trwała też w ciągu dnia. Czy ktoś zapuka do drzwi? Ktoś się zmartwi? Nie po to to zrobię. Nie po to wyłączę telefon, by zwrócić na siebie uwagę. Wyrosłam z tego dobre 10 lat temu, jak nie więcej. Po prostu, znając ludzką naturę, wiem doskonale, że każdy z nas potrzebuje czasem chwili oddechu, samotności i niczym niezmąconej ciszy…

Chwilo trwaj…

Czytelniku, o czym milczysz?

1554440_555209451275290_3971984319139121140_n