O depresji i smutku

Depresja kliniczna jest zjadliwym, wszechogarniającym stanem koszmarnego nastroju, który zatruwa umysł, ciało i duszę. Nie zna barier i nie wybrzydza. Dotyka ludzi wszystkich ras, płci czy orientacji seksualnej. I bez względu na to, co o depresji myślimy, nie ma na nią szczepionki ani odporności. Tak jak i na inne rodzaje zaburzeń.

Gdy ludzie pytają „co się dzieje”, tak naprawdę nie ma na to dobrej odpowiedzi. Jeśli sami tego nie doświadczyli – nie zrozumieją do końca. To nie jest tak, że boli Cię gardło i wystarczy Strepsils albo złamaną kość i wystarczy gips. Chciałabym, żeby to było takie proste. Niestety, ale nie ma Strepsilsów i gipsów na umysł, ale są odpowiednie leki. Bez nich, niektórych chorych nie byłoby wśród nas.

Leżenie w łóżku w nocy, z każdą kością, mięśniem i ścięgnem pragnącym snu. Z umysłem, który jest w pełni obudzony i przepełniony pędzącymi myślami, które nie pozwalają zasnąć. To nie do zniesienia. Najbliżej prawdziwego snu człowiek jest nad ranem, gdy wyczerpany niemal „traci przytomność”, a po jakimś czasie budzi się tak samo zmęczony, jak wcześniej. Lub bardziej.

Huśtawki nastrojów. Od wszechogarniającego smutku, po irytację. Od doła, po stany niemal „normalne”. Bez kontroli. Szczyty nie trwają długo, czasem kilka godzin. Ale doły… Cóż… Doły mogą trwać od kilku godzin do kilku tygodni, a nawet czasami miesięcy. W przeciągu trwania choroby, chory często wypracowuje w sobie umiejętność maskowania tych nastrojów i ukrywania ich przed przyjaciółmi, rodziną czy znajomymi.

Ale depresja kliniczna, to nie tylko huśtawki nastroju czy uczucia „doła”. To o wiele, wiele więcej. Poza wieloma objawami (które muszą występować MINIMUM 2 tygodnie), takimi jak problemy z jedzeniem, snem, myśli samobójcze czy problemy z pamięcią, to także…

1. Lęk przed utratą przyjaciół. To bardzo prawdziwy, powtarzający się i może trochę egoistyczny lęk przed utratą przyjaciół z powodu tego, co zrobię lub powiem. Przyjaciele dają wsparcie i bliskość. Chory też chciałby być kimś takim dla nich. Przyjaciele są ważni, bo dzielą doświadczenia, których nie dzieli np. rodzina.

2. Lęk przed zawiedzeniem ludzi, byciem niewystarczająco dobrym. To ciągłe dążenie do perfekcjonizmu, który jest przecież nieosiągalny i prowadzi do braku satysfakcji, frustracji i niedowartościowania. Do poczucia, że jest się niewystarczającym.

3. Lęk przed kolejnym epizodem. Dla tego, kto nie doświadczył depresji, może się to wydawać dramatyzowaniem i przesadą. To nie jest lęk przed depresją samą w sobie, ale przed desperacją i cierpieniem, którego chory może doświadczyć w kolejnym epizodzie depresyjnym, który może (ale nie musi) się pojawić. Niemniej, lęk przed nawrotem jest ogromny.

4. Izolacja. To też lęk. Spowodowany pragnieniem ucieczki od wszystkiego, by wreszcie odnaleźć spokój i ciszę, by być całkowicie samemu. Znalezienie izolacji wydaje się pomagać w procesie zdrowienia, ale to tylko tymczasowe. Mimo to, usilna potrzeba zwinięcia się w kulkę w rogu pokoju, ukrycia i niewychodzenia, jest wszechogarniająca.

5. Dezorientacja i problemy z koncentracją. Pędzące myśli nie pozwalają umysłowi normalnie przetwarzać informacji. Myśli zbierają się w wielki kłębek, a jeśli dzieje się to w trakcie rozmowy z kimś – chory może sprawiać wrażenie, że nie słucha. Ale nie w tym rzecz. Informacja w rezultacie zostaje przetworzona, ale dzieje się to później niż zwykle. Ta sama szalona gonitwa myśli sprawia, że koncentracja jest trudna, a czasem wręcz niemożliwa. Dodatkowo łatwo się rozproszyć. Wystarczy jakiś ruch lub dźwięk.

6. Kiepska pamięć. To taki fenomen, w którym wydarzenia sprzed 10 lat łatwo się przywołuje, analizuje i boleśnie rozpamiętuje w głowie, a trudno zapamiętać, co się jadło na śniadanie godzinę temu.

7. Niskie poczucie własnej wartości. Lub całkowity jego brak. Poczucie bezwartościowości, wstyd, poczucie winy, to wszystko sprawia, że niemożliwym stają się ludzkie interakcje na akceptowalnym, codziennym poziomie. Utrata energii życiowej i siły woli, poczucie beznadziei sprawiają dodatkowo, że coś takiego jak zaścielenie łóżka jest porównywalne ze zdobyciem Everestu.

8. Normalność. Ci, którzy nie doświadczyli depresji mają fałszywe przekonanie, że depresja to po prostu bycie zdołowanym. Tak bardzo się mylą. Oczywiście chory nie zawsze jest na górze czy dole. Zwykle jest gdzieś pomiędzy i nazywa to normalnością. Lub czymś bliskim normalności. W takim stanie chory może doświadczać wzlotów i upadków, ale lepiej potrafi „zarządzać” swoim życiem i umysłem. Normalność może być bardzo delikatna i niepewna. Bardzo łatwo jest ją stracić i znów wpaść w depresję.

9. Dyskryminacja. Jednym z silnych wyzwalaczy depresji jest stygmatyzacja czy dyskryminacja, obojętnie jak to nazwiesz. Stygmatyzacja, zwłaszcza werbalna, to coś czego nie przewidzisz, nie zauważysz, a jest skierowana bezpośrednio w Ciebie. Wywołuje gniew, obniża poczucie własnej wartości i sprawia, że chory unika wszystkiego i wszystkich. Powoduje lęk przed byciem niewystarczająco dobrym i wzmaga potrzebę izolacji. Obniża morale, zabija ducha i bardzo często prowadzi do kolejnego epizodu depresji.

10. Myśli samobójcze. I próby. Ta wszechogarniająca i przemożna chęć nieistnienia. Plany, które każą myślom krążyć wokół konkretnych zachowań, jak odłożenie odpowiedniej ilości tabletek nasennych na później, czy rozważanie innego sposobu na śmierć. Dręczące, intensywne i bolesne.

Depresja kliniczna jest wyleczalna. I „do ogarnięcia”. Tylko zajmuje to mnóstwo czasu, wymaga oceanu cierpliwości, ogromu ciężkiej pracy i siły woli. Ale pamiętaj, to DA SIĘ wyleczyć.

Depresja to też ogrom objawów, które znacznie utrudniają, a często uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. To nie jest zmęczenie czy smutek (nawet jeśli trwają kilka dni). To poważna choroba, której nie powinno się mylić ze zwykłymi, codziennymi wzlotami i upadkami.

Zanim następnym razem powiesz: „ale mam deprechę”, dobrze się zastanów, czy to aby na pewno to. Jeśli masz obawy, że tak – skontaktuj się z lekarzem, porozmawiaj z rodzicami, daj znać psychologowi. Ale jeśli to smutek, który jest przecież bardzo istotny, bo nas o czymś informuje, to powiedz, że jesteś smutny, że Ci źle. Im więcej mówi się o tym, że „każdy ma depresję”, bo ma gorszy dzień, tym trudniej chorym uzyskać wsparcie i pomoc. Bo przecież, skoro każdy ma depresję, to po co się nad tym jakoś specjalnie pochylać. Przejdzie.

Otóż nie. Nie przejdzie. Tak jak przechodzi smutek.

  • Guest__

    Czuję, że te przytłaczające umysł i uciskające piersi emocje pozostaną ze mną do końca.

    – Pani Moniko –
    Pacjenci często czują, że nie ma na świecie rzeczy, która była by w stanie im pomóc?

  • Marzena

    No właśnie. To nadużywanie słowa „depresja” nie pozwala mi mojej przypadłości określić. Mam strach ze otoczenie zacznie mnie oceniać. Bo w kółko słyszę ludzi bez empati. Śmiejących się z innych jeżeli im coś dolegaalbo są inni, innego zdania. A później dlaczego on popełnił samobójstwo przecież miał wszystko.
    Z jednej strony chciałam bym iść do psychologa. Z drugiej boje się usłyszeć prawdy i zadręczać się dlaczego ja. Wiec lepiej może żyć jak normalny człowiek z maska na twarzy. Samo to uczucie ze nikt nie powiedział ze jesteś chory ze musisz brac lekarstwa. A może się mylę.

  • Alicja

    Czy można tak samo opisać schizofrenię?

    • Monika Kotlarek

      Nie mam za bardzo doświadczenia z osobami ze schizofrenią, więc niestety może to być bardzo trudne.

  • Fajnie, że jesteś. Fajnie, że piszesz. Dziękuję. Dla mnie ten artykuł oznacza coś więcej.

    • Monika Kotlarek

      Dziękuję. Bardzo.