Pani D. i powrót wszystkiego.

10251947_679354782181043_5445145233291627366_n

Dochodzi 3 w nocy. Znowu nie śpisz. Która to już noc z rzędu? 5? 6? Nieważne. Już po pierwszych dwóch nieprzespanych nocach czujesz się jak totalna szmata. Nie, nie ta, która lubi się “puszczać”, ale taka totalna zużyta ściera, którą wyciera się wymioty w kiblu w klubie, potem podłogę w kuchni, a następnie stoliki klientów baru. Tak, widziałam na własne oczy użytkowanie takich ścierek. Czujesz się mniej więcej tak samo. Język się plącze, koncentracja i możliwość skupienia uwagi kuleje, jak cielaki idące na rzeź, a Twój wygląd woła o pomstę do nieba.

10577023_717149511684759_4295205544778037637_n

Pani D. powoli odbiera Twojemu organizmowi siłę, by walczyć. Przestajesz znowu jeść, a każdy kęs robiony z przymusu, bo przecież TRZEBA JEŚĆ, BY PRZEŻYĆ, staje Ci kością w gardle i wymiotujesz zanim jeszcze doleci do żołądka. Chudniesz. Fajnie, nie? Tylko, że to chudnięcie nie wynika z tego, że zaczynasz znowu biegać i jesz więcej warzyw. Nie. Ty chudniesz niezdrowo. Skóra robi sie szara, a miejscami wręcz przezroczysta. Nie, Ty nie chudniesz, Ty znikasz.

1907891_762950433787350_8121344701475842366_n

Nie śpisz. Nie jesz. Boli Cię żołądek. Co najszybciej znieczula? Alkohol! Bingo. Szukasz wszędzie ostatnich zapasów. Może nalewka ze świąt, którą przyjemnie dodawało się do herbaty w mroźne wieczory. Albo to wino, które miałeś zużyć do makaronu. Ale wiesz co? Jest jeszcze wódka. Ona Cię znieczuli. Szukasz ukojenia. Śmieszne. Nie możesz nic przełknąć w stanie stałym, ale już alkohol zaczyna Ci się przyjemnie kojarzyć, bo na samym początku walki z Depresją, gdy jeszcze nie wiedziałeś dokładnie, co się z Tobą dzieje, alkohol przyjemnie wprowadzał Cię w stan lekkiego upojenia i pomagał zasypiać. Dlatego na grupach Anonimowych Depresantów jest tylu alkoholików. I na odwrót. Alkohol pomaga, ale to złudna, chwiejna, chwilowa pomoc. Jak będzie teraz?

10712723_10152606344418705_7456382399173673033_n

Wszystkie żyletki z portfela i osłony na telefon wyrzuciłeś. Tak żeby nie kusiło. Rozebranie maszynki do golenia i wyjęcie ostrzy zajmuje Ci niecałą minutę, ale przecież w kuchni są noże. Wszędzie można znaleźć coś ostrego, czym można naciąć skórę. Zobaczyć krew. Poczuć ulgę.

10850050_603485156446306_1331983571492331667_n

I już wiesz, że depresja odbiera Ci wszystko. Ale nie od razu. Oh nie, nie od razu. Najpierw pozbawia Cię energii, nie możesz wstać z łóżka nawet do łazienki. Potem apetyt. Albo całkiem Ci go odbiera albo zaczynasz się objadać. Wszystkim. Bez względu na smak, połączenie i datę przydatności do spożycia. Następnie zabiera Ci sen, nie śpisz po 10-20 dni z rzędu (albo sypiasz po 2h). A potem? Potem odsypiasz swoją bezsenność i przez kolejny miesiąc śpisz po 16 godzin. Oddala Cię od bliskich. Zabiera ochotę na bliskość, o seksie już nie wspominając, Twoje libido leży. I kwiczy. W sumie, to chyba zaczynasz lubić Boże Narodzenie bardziej niż seks, bo jest częściej. Płaczesz, nie umiesz się śmiać z ulubionych suchych dowcipów, a ukochana komedia jest po prostu tak, żeby sobie była. Emocje się spłaszczają. Ciężko Ci cokolwiek odczuwać poza przejmującym smutkiem, bezradnością i frustracją. I tym duszeniem w klatce piersiowej. I chęcią wrzeszczenia przez pół dnia. Chcesz uciec.

10858542_649595941832711_2765147066613009113_n

I żresz te leki. Garściami. Czasem wydaje Ci się, że możesz je sobie rano zmiksować z jogurtem i mieć antydepresyjne musli. Tylko… Ileż można? Miesiąc? Pół roku? Dwa lata? Kiedy odpuścić?

6824

Depresja jest dziwką.

  • Ochre

    Leżę w łóżku. Jest późno. A ja? Ja czytam wpisy o Pani D. i każdy z nich kwituję krótkim: „Niech to się skończy”

  • Ann

    Wpis idealnie oddaje to co się z człowiekiem dzieje. Przeczytałam tu większość wpisów o Pani D i pod niemal każdym z nich mogę się podpisać. Szkoda, że bliscy nie rozumieją tego co się z człowiekiem dzieje, a czasem nawet nie próbują rozumieć i albo się odcinają albo człowieka skreślają zostawiając na pastwę losu i Pani D

  • Nebelline

    Każde, każde słowo jest prawdą. Ból nie do opisania, nic, absolutnie NIC nie ma sensu, tzw. „Weltschmerz”, czyli ból istnienia. Człowiek faktycznie walczy – najpierw dlatego, że ma nadzieję na wyzdrowienie, później dla bliskich. Później nie ma już nadziei i próbuje zagłuszyć ten „dodupizm” – na każdy możliwy sposób. Byle choć przez godzinę lub dwie nie myśleć. Nie katować się mimowolnymi, destrukcyjnymi myślami. Co to za życie?

  • Kontrowersja1

    Depresja to dziwka… ruchałbym ją aż huczy… Ale Moniko – ciebie to bym kijem nie ruszył…

  • Anna

    Sama chorowałam na depresje i mam nawracające stany depresyjne. Niektóre tutaj zdania nie powiem, dobrze oddają ten stan. Jednak, mimo wszystko, początek, pomimo że ktoś może nazwać „mocnym” jest wręcz obraźliwy, człowiek siedzący w depresji, który to przeczyta dobije się tylko bardziej, poczuje się jak totalna ściera jak Pani to napisała. Ale czy na tym to polega?

    • Ten wpis (jak inne z tej serii) ma jedynie oddać stan pacjenta chorującego na ciężką depresję endogenną. Nie jest to post z radą, jak wyjść z depresji, ani wpis wspierający, czy terapeutyczny. To po prostu spojrzenie na chorobę od wewnątrz, co nie oznacza, że jest to tożsame dla wszystkich przypadków.

      • Anna

        Owszem, nie, różnie ludzie przechodzą swoją depresję. Też czasami nie mam sił, mam ochotę usiąść, patrzeć w ścianę i kompletnie nic nie robić… Oddać stan mają, pewnie tak, pewnie niejedna osoba się z tym utożsami. Ale czy to nie jest takie wkręcanie się w swoją chorobę? Choć oczywiście warto mieć świadomość jej obecności.

        • Nie cenzuruję tych wypowiedzi. Wydaje mi się, że wiele zależy od etapu, na jakim jest chory. Na początku albo w ciężkich stanach możliwe, że się „wkręca”, chociaż ja to widzę bardziej jako to, że choroba bywa czasem po prostu wszechogarniająca. W tych lepszych momentach (które oczywiście nie są zawsze równoznaczne z wyleczeniem) zapewne na siebie, świat i przyszłość patrzy się przez mniej czarne okulary.

          • Anna

            Tak, to prawda, bywa wszechogarniająca niestety, absorbuje czasami całych nas. A ja myślę, że etap choroby jest wręcz kluczowy. Chociaż ja kiedyś, gdy do mnie dotarło w pełni co się dzieję, że nie mogę siedzieć bezczynnie starałam się nie dawać za wygraną, by nie ogarniała całych moich myśli, w marę dała żyć, do dziś ciągle staram się mieć taką postawę choć czasem bywa trudno…

  • Mocne. A z drugiej strony tak wiele osób lekko wypowiada słowo – depresja.

    • To prawda. Podejrzewam, że głównie dlatego, że każdy odrobinę obniżony nastrój nazywamy depresją właśnie, a to może być zmęczenie, chandra, smutek. I niestety, im częściej będziemy akceptować zdania typu: „Skończył się mój serial, mam depresję”, tym bardziej prawdziwa depresja będzie bagatelizowana.

      • Karolina

        A mnie wydaje się, że czasami ludzie po prostu mają „stany depresyjne”. Choć ktoś to może nazwać chandrą, ale takie stany raczej głębsze są.