Przestańcie

Obserwuję polską scenę polityczną już od dłuższego czasu. Nie wypowiadam się w tej kwestii, bo to nie jest do tego miejsce, dlatego ten wpis nie będzie czysto polityczny. Ale jednak. Mimo tego, czuję, że muszę to napisać, bo gdzieś we mnie buzują emocje, które nie mogą znaleźć ujścia i wyrzucenie ich z siebie wydaje się najlepszym na to sposobem. Nie ukrywam też, że jestem bardzo ciekawa Waszej opinii w tym temacie. Ale po kolei.

Ileż to razy słyszałam, że jakiś polityk jest „psychiczny” albo „powinien skończyć w psychiatryku”, tylko dlatego, że jego poglądy nie są zgodne z opinią danej grupy ludzi. I dzieje się tak po obu stronach barykady, więc nikt nie ma czystych rąk w tej kwestii.

Często w internecie padają hasła typu: „Czy poseł Kaczyński jest chory psychicznie? Czy Donald Tusk to wariat? Czy skoro w Polsce chorych psychicznie jest około 6 mln ludzi, a ponad 5 mln głosowało na PiS, to czy odpowiedź nie nasuwa się sama? Czy Kukiz przedawkował psychotropy? Czy ci wszyscy krzyczący głośno z opozycji nie zachowują się paranoicznie?”

Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę lub czytam takie słowa. To doskonale pokazuje, że wypowiadający/piszący nie ma zielonego pojęcia o zaburzeniach psychicznych. Nie wie, że to choroba, jak każda inna. Nie wie, że przyczynia się do jej stygmatyzacji, która krzywdzi i wyklucza. Bo przecież łatwiej jest powiedzieć o kimś, że jest „nienormalny”, niż próbować go zrozumieć, prawda? Ale czy niewiedza jest wystarczającym usprawiedliwieniem?

Stygmatyzacja, to jedno z najgorszych zachowań, jakie sobie ludzkość stworzyła. Przez nią wielu ludzi nie korzysta z pomocy psychiatrów i psychologów, bo najzwyczajniej w świecie wstydzą się tego, że otrzymają łatkę „nienormalnego” czy „psychicznego”. A co to tak naprawdę oznacza? Tylko to, że cierpimy na jakieś zaburzenie lub przeżywamy życiową trudność. Jak angina. Czy, bardziej przewlekle, cukrzyca. A jakoś nie obrażamy innych krzycząc „Ty cukrzyku”, prawda? Dlaczego zatem zaburzenia psychiczne mają takie negatywne nacechowanie?

Dodatkowo, problemem może być także to, że w społeczeństwie świadomość zaburzeń psychicznych jest znikoma. To się oczywiście zmienia, ale postęp jest bardzo bardzo powolny. Dlatego na przykład schizofrenik kojarzy nam się z osobą agresywną i niebezpieczną, co w istocie nie tylko nie jest prawdą, ale istnieje tendencja wręcz odwrotna. Mianowicie, to osoby z zaburzeniami są bardziej narażone na to, by być ofiarami przestępstw, niż ich sprawcami.

Ale to nie tylko kwestia „gier i zabaw” politycznych. Tak dzieje się także na co dzień. Dzieciaki w szkole wyzywają się od chorych psychicznie i uważane to jest za największą z możliwych obelg.

Czy to wszystko z powodu strachu spowodowanego niezrozumieniem? Czy to nieznane nam wywołuje lęk, a wiadomo, że lęk najłatwiej zbywać „humorem”?

Co zatem robić? Przede wszystkim próbować zrozumieć. Zaakceptować fakt, że są ludzie, którzy myślą, czują, wyglądają i zachowują się inaczej niż my. Tolerować różne zachowania. Ale przede wszystkim – pozbyć się ze słownika słów typu „psychol”, „nienormalny”, „czubek” i „powinni go zamknąć w psychiatryku”, bo mało co boli tak mocno, jak dostać w głowę stygmatyzacją, mieć poczucie, że trzeba się wiecznie ukrywać, stracić nadzieję, nie wierzyć, że coś lub ktoś może pomóc i poczucie, że jest się innym, gorszym, bo chorym.

Co jeszcze? Nauczyć się rozmawiać o poglądach. To pogląd może być niefajny, niezgodny z naszym postrzeganiem świata itp., ale to NIE CZŁOWIEK jest „psychiczny” czy „nienormalny”. Używajmy argumentów – nie epitetów, które ranią.

Stygmatyzacja? Obrażanie? Wyzywanie? I to wszystko oscylujące w granicach zaburzeń psychicznych i szpitali psychiatrycznych? Przestańcie. Po prostu. Szanujmy się wzajemnie.

  • Renata Kamińska

    Absolutnie się zgadzam. Mam takie same spostrzeżenia, szczególnie te dotyczące stygmatyzacji.