Przychodzi Pani D. do lekarza

Gdy masz za sobą kilka prób samobójczych, myśli o zakończeniu swojego życia pojawiają się częściej niż głód, a ostatni raz brałeś prysznic jakiś tydzień temu, najczęściej nie Ty sam, ale ktoś z Twoich bliskich, zauważa, że rzeczywiście jest coś nie tak. Że to nie jest lenistwo i słowa “weź się w końcu w garść” lub “wziąłbyś się za robotę” nie pomagają. Że może wreszcie czas skonsultować się z lekarzem. Psychiatra? Nie nie, to przecież lekarz “dla wariatów”. Ale jaki inny… Ten od pierwszego kontaktu i tak da skierowanie do psychiatry, a na wizytę u specjalisty poczekasz sobie jakieś 3 miesiące. Znaczy – nie dożyjesz. I, co chyba najtrudniejsze do zrozumienia dla innych, nie chcesz tej pomocy. Jedyne czego chcesz, to leżeć w łóżku i w nim zdechnąć. Nie, nie odejść, nie umrzeć – zdechnąć.

W końcu resztkami sił, z przetłuszczonymi włosami, w starych dresach, smutny, zgarbiony, ciągając za sobą nogi, idziesz do lekarza. Albo ktoś Cię wiezie. Tak chyba najlepiej, bo nie masz jak zboczyć z trasy i zrezygnować.

Wchodzisz do gabinetu. Wita Cię przyjazna, delikatnie uśmiechnięta twarz. Ty wyglądasz jakby Cię ktoś wyrwal siłą z piekła. Siadasz na fotelu. Obserwujesz podejrzliwie otoczenie. Zaczyna się… Lecą pierwsze łzy. Tak po prostu. Bo mogą. Bo nie masz już siły ich powstrzymywać. Padają pierwsze pytania. Co się dzieje? Jak długo? Jak często? Jak sypiasz? Myśli samobójcze? Apetyt? Badania krwi? Tomografia mózgu? Jak tarczyca? Samookaleczenia? Dużo pytań… Mniej lub bardziej szczegółowych. Ale jakże ważnych, jakże niezwykle potrzebnych. Masz poczucie, że NARESZCIE ktoś wie o czym mówisz! Mówisz niekoniecznie werbalnie. Twoja postawa, wygląd, zachowania mówią za Ciebie. I te wszechobecne łzy. Ale są przecież potrzebne. Są częścią Ciebie. Wyrażają ten ból, który pojawia się jako kolejne nacięcia na skórze.

Czas na diagnozę. Ciężka depresja. Recepta. Antydepresanty. I leki nasenne, bo spanie 1,5h na dobę to żadne spanie, przecież nawet nie zapadasz w fazę REM. Czujesz przerażenie. Jestem chory psychicznie! Ja! Szok i niedowierzanie… Chociaż coś tam na pewno podejrzewałeś…

Apteka. Wykupujesz leki.

Teraz się dopiero zacznie prawdziwa walka…

Podnosisz rękawicę?

Depression-depression-33252772-800-707

  • syśka

    Prawdziwe ;)

  • Jakże ten post rzeczywisty. U mnie ponoć depresja to lenistwo. Ale jak nigdy nie bylo prawdziwego życia towarzyskiego, to niby bezpieczniej w sieci, co okazali sie nie do końca prawdą, bo depresyjna samotność boli najbardziej i pozbawia motywacji do robienia czegokolwiek, nawet istota zadania traci sens, jednym slowem żegnaj magisterki na kilka dni przed oddaniem pracy.

    • Anonim

      No bo jak oddać prace, jak ktoś wlał beton w moje ciało i nie mogę wstać z łóżka…