Świąteczną gonitwę czas zacząć

Prywatnie nie lubię świąt. Żadnych. Z trzech zasadniczych powodów.

Po 1. nie lubię tej całej rodzinno – przyjacielskiej sztuczności. Wszyscy tacy eleganccy, na twarzach uśmiech numer 5, pod pachą prezenty dla najmłodszych, a w głowie tylko jedna myśl, żeby jak najszybciej się stąd wydostać. Czekają tylko do opłatka, to najtrudniejszy moment, kiedy trzeba się trochę wysilić i złożyć jakieś tam życzenia. Najczęściej banalne typu zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń. Wiadomo. Standardzik. Potem jeszcze tylko karp, wyczekane prezenty i można już planować ewakuację do domu. Problem pojawia się, gdy to u Ciebie jest organizowana kolacja, ale to zupełnie odrębna sprawa.

Po 2. nienawidzę, gdy kogoś się do czegoś zmusza. A cały ten przedświąteczny szum na siłę pcha nas w objęcia mikołajów, elfów i nowej lalki barbie. Urabiasz się po łokcie lepiąc 400 pierogów, po to tylko (no właśnie, PO CO?), by ciotka zjadła dwa i podziękowała, bo przecież dieta/trzecia wigilia/nie lubi pierogów etc. etc. Poza tym sprzątasz mieszkanie (na co dzień tego nie robisz, że akurat przed bożym narodzeniem musisz wyczyścić każdy zakamarek?), gotujesz inne potrawy, szukasz prezentów, stoisz w kilometrowych kolejkach po śledzie i majonez, po to tylko, by na koniec i tak stwierdzić, że zapomniałaś jajek.

A i tak co roku biorę udział w wigilii… Dlaczego…? Siła presji.

I po 3. prezenty. Tak. Coroczny odwieczny dylemat. Co, komu i za ile. Od kogo i co dostaniemy. Trafiony? Nietrafiony? Kolejna apaszka? Skarpety? Co roku obiecuję sobie, że będę notować to, co mi mówią bliscy. I obojętnie czy mama co drugi dzień będzie chciała nową bransoletkę czy wazon do słoneczników. Przy tylu pomysłach, na pewno coś uda się wybrać. I co roku jest lipa. Co roku o tym zapominam, a potem budzę się z ręką w nocniku. Bez pomysłów i z mikroskopijną ilością pieniędzy. Czas więc na improwizację. Ja improwizować nienawidzę, a Wy?

Podzielcie się NAJLEPSZYMI prezentami, które otrzymaliście lub które najbardziej się udały Wam jako obdarowującym? A jeśli, jak ja, lubicie trochę ponarzekać i pomarudzić, to opowiedzcie jaki NAJGORSZY prezent się Wam trafił. Lub jaki komuś podarowaliście.

Z niecierpliwością czekam na wasze zwierzenia.

  • Dorota

    Nienawidziłam świąt.Jedną bliska mi osoba jak co roku zachorowała na ,, grypę wigilijną”.Gardło ją tak bolało ,że nic nie mogła zjeść a 15 min. później cudownie ozdrowiała.Druga tak objadła się przy przygotowaniach ,że nie mogła usiąść przy stole…Zbuntowałam się i zrobiłam coś dla siebie i innych.Od dwóch lat jestem wolontariuszką na wigilia dla samotnych.Cieszę się na samą myśl o świętach.