Weź się w garść – #PrawdziweHistorie

Jestem chora. Tak, naprawdę chora. Moja choroba zawsze tu będzie i nie ma szans, by sobie poszła. Żyję w ciągłym bólu. I nie ma od niego ucieczki, poza nauczeniem się z nim żyć. Moje codzienne życie, to zmagania. Ludzie umierają z powodu mojej choroby. Ja też prawie umarłam.

Ale wiecie co? Moja choroba nie jest brana poważnie.

„Weź się w garść”. Słyszę to na każdym kroku. I uwierzcie, oddałabym wszystko, żeby móc po prostu „wziąć się w garść”. Marzę o tym, by wynaleźć magiczną pigułkę, która sprawi, że wszystko minie. Ale niestety, z tą chorobą nie ma takiego rozwiązania.

Zamiast jednej cudownej tabletki, jest ich garść. I to też nie jest tak, że dostajesz receptę, bierzesz leki i jest ok. Branie tabletek, to ciągłe eksperymentowanie z tymi, po których WRESZCIE możesz chociaż przez chwilę poczuć się bardziej sobą. To też ciągłe błędy. Czasem czujesz się jeszcze gorzej. Czasem też, nawet jeśli leki działają, możesz się czuć jakbyś był naćpany. Możesz nie odczuwać tak, jak wcześniej. Coś, co Cię bardzo cieszyło, nagle wydaje się kompletnie nie mieć kolorów. Poza tym, ludzie, gdy widzą te pudełka leków, jeśli nie myślą o tym, że jesteś uzależniony, to w głowie świta im idea, że widocznie nie starasz się wystarczająco mocno, skoro musisz brać jakiekolwiek leki.

Oczywiście nie kończy się na znalezieniu odpowiednich leków. To przecież byłoby zbyt proste. Warto też widywać się z psychologiem, do którego chodzę 2 razy w tygodniu. To trochę burzy mój porządek w życiu, bo czasem muszę wyjść z pracy wcześniej. Ale to nie jedyny kłopot. Czasem, po zmianie leków, kompletnie nie wiem, jak na nie zareaguję. Jak wytłumaczyć szefowi, że czasem muszę zniknąć i spotkać się ze specjalistą i nie zostać negatywnie ocenionym? Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że to po prostu wizyta u lekarza, ale ile czasu minie, zanim uznają Cię za kogoś, kto jest leniwy i miga się od pracy?

Mogę brać leki i chodzić do psychologa. Mogę spędzać godziny w sieci, by zrozumieć dlaczego jestem chora albo kupować dziesiątki drogich książek w tym temacie. Mogę spędzać godziny w grupach wsparcia albo zachować wszystko dla siebie. Mogę usiąść z rodziną i przyjaciółmi i wyjaśnić im, co się ze mną dzieje. Ale to niczego nie zmieni. Wciąż nie będę brana na poważnie, bo przecież „to wszystko jest w mojej głowie”.

Żyję z zaburzeniem psychicznym. I to żaden sekret, zawsze byłam otwarta w tym temacie. Tłumaczyłam to wielu osobom. Rodzinie, przyjaciołom, czasem nawet obcym. Tłumaczyłam, jak przez to wszystko się czuję. Ale w jakiś sposób, moja choroba nie jest zupełnie ważna.

Jakie symptomy ma moja choroba?

Euforia albo poirytowanie. Zwiększona energia i aktywność. Gonitwa myśli. Przymus mówienia. Nienaturalnie wysoka pewność siebie. Niezwykły poziom energii. Brak potrzeby snu. Impulsywność i bezrefleksyjne poszukiwanie gratyfikacji.

Ale ta sama choroba ma również takie symptomy.

Depresja i niska samoocena. Niski poziom energii i apatia. Smutek, samotność, poczucie beznadziei, poczucie winy. Zmęczenie, problemy z koordynacją. Bezsenność lub nadsenność. Myśli samobójcze. Kiepska koncentracja. Brak zainteresowania jakimikolwiek aktywnościami i przyjemnościami.

Tak właśnie się czuję, bez względu na cokolwiek. To albo pierwsza albo druga lista symptomów. Np. dzisiaj bardziej dotyczy mnie druga lista.I to wcale nie oznacza, że jestem emocjonalna i przygnębiona. Obudziłam się dzisiaj z przygniatającą potrzebą zrobienia sobie krzywdy. Obudziłam się dzisiaj z jedyną myślą: „chcę umrzeć”. Poszłam spać zadowolona. Wczoraj miałam naprawdę fajny dzień. Ale dzisiaj chcę zakończyć swoje życie.

Moja choroba sprawia, że chcę umrzeć. I zapewne nie tylko ja. Wielu ludzi umiera z powodu tej choroby. I wciąż nie jest ona brana na poważnie.

Jestem chora. Zawsze będę. Nauczę się z nią żyć. Ale nie chcę żyć ze stygmatyzacją. Będę z nią walczyć. Będę edukować ludzi. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by uratować jak najwięcej osób zmagających się z zaburzeniami psychicznymi.

Jeśli to, co napisałam nadal do Ciebie nie dociera, to zapamiętaj chociaż jedno: życie z zaburzeniem psychicznym NIE JEST WYBOREM.

#PrawdziweHistorie

  • Lelo

    Nie chce się rozpisywać za bardzo, choć doświadczenia mi nie brak w tym temacie i przyznam że pokusa dyskusji i rozmowy choc krótkiej ale budującej jest przeogromna, ogranicze się tylko do jednego pytania i byłbym spokojniejszy uzyskawszy jasna odpowiedz jeśli łaska.

    Co zawiera się w stwierdzeniu ” zaburzenia psychiczne” ? To ogólne pojęcie ktore trzeba zdefiniowac czy to musi ludziom wystarczyc ?

  • marli

    Fajnie że ktoś odważył się o tym mówić. Ludzie nie zrozumieją takich jak my nie ma co na to liczyć. Mam podobnie. Nie rozumiem czemu tak jest ale uważam że powinno się uświadamiać ludzi i pomagać podobnym do nas. Bo kto ich nie zrozumie jak ktoś z podobnymi problemami. Życzę wszystkim takim osobom by wreszcie kiedyś zostały zrozumiane i odpowiednio wsparte.

  • Mam wrażenie, że ludzie po prostu nie przyjmują do wiadomości tego, że istnieją choroby, które są poza obrębem materialnego ciała, bakterii, wirusów i innych takich. Chyba myślą, że z chorobami psychicznymi jest jak z duchami – jeśli w nie wierzysz – są, jeśli nie to nie. Smutne to, ale takie jest społeczeństwo. Ograniczone. Pozbawione empatii. A Ty? Tylko siedzisz i wymyślasz, bo nie masz nic innego do roboty. Musisz tylko żyć, przecież to „niewiele”.

  • Kostusia

    Za każdym razem, gdy słyszę”weź się w garść”, mam ochotę tego kogoś uderzyć. On nie wie, jak to jest obudzić się i pomyśleć jakie to życie jest do dupy. Że jedynym życzeniem jest to, by zakończyć swój marny i żałosny żywot. „Świat jest taki piękny, spójrz na niego z innej perspektywy” tylko że ja nie potrafię. Dziś też chce umrzeć. Dziękuję za ten wpis. Bo odzwierciedla mój aktualny stan.