Zapnij pasy. Będzie ostro.

Otwierasz zaspane oczy. Z prawego kącika wydłubujesz resztki snu. Patrzysz przez okno i widzisz deszcz. Chmury. Ciemno. Jakoś tak leniwie. Wyskakujesz z łóżka. Szybki prysznic. Bieg po kawę. W międzyczasie wstawione pranie i opróżniona zmywarka. Bo przecież nie można tracić czasu na bezsensowne czekanie. Pół kubka wypijasz w drodze do pokoju jednocześnie czytając zaległą powieść, nad którą wczoraj zasnąłeś. Siadasz do komputera. Zaczynasz pracę. Mija godzina. Potem kolejna. Nogi Ci same chodzą. Nie możesz usiedzieć w miejscu, więc łazisz po domu, pokoju, idziesz do sklepu po jedną jedyną bułkę, bez której przecież możesz się obyć, bo z domu jest cały chleb, ale nie. Ty musisz się ruszać. Musisz chodzić. Biegać. Tańczyć. Robisz 5 rzeczy jednocześnie. Wstawiasz drugie pranie, chociaż pierwsze dopiero rozwiesiłeś, ale nie możesz przestać robić czegokolwiek. Energia Cię rozpiera! Jest tak wspaniale! Świat jest cudowny. To nic, że pada. To nic, że zza ściany deszczu nie widzisz czubka własnego buta. Jest fantastycznie, a Ty chcesz czerpać z życia pełnymi garściami. Kończysz pracę. Jedziesz na spacer do lasu czy nad morze czy w góry. Wszystko jedno. Byle CHODZIĆ. Byle nie siedzieć w miejscu. Byle ciało się ruszało chociaż odrobinę. Dotykasz swojej szyi i czujesz napięcie. Zęby zgrzytają, ścierasz szkliwo, ale to nic. Najważniejsze, że się ruszasz, że coś się dzieje. Przecież MUSI się coś dziać, bo oszalejesz, jak będziesz musiał siedzieć w miejscu. Nie śpisz od 6 rano, ale nie czujesz zmęczenia. Jest fantastycznie. Zbliża się godzina Twojego zwyczajowego snu, ale Ty myślisz jeszcze o tym, żeby przebiec półmaraton, zrobić zakupy, przespacerować się z psem, pojeździć na rowerze i koniecznie ugotować obiady na najbliższy tydzień dla całej rodziny. Najlepiej składające się z 7 dań. Fajnie nie? Energii nie brakuje. Ba! Ona nie chce się skończyć. Boże, jak cudownie! Tyle planów uda Ci się zrealizować. Spełnianie marzeń? Pestka. Dążenie do celu? Jasne. Pokonywanie przeciwności losu i omijanie kłód pod nogami? No pewnie, że tak. Przecież nie może się nie udać. Jest genialnie. Ty czujesz się genialnie. Świat jest genialny. Życie jest genialne. Idziesz powoli spać, chociaż Twój umysł wcale nie chce. Rozmyślasz już o tym, co rewelacyjnego będziesz robić następnego dnia. I każdego kolejnego. Zaczyna świtać. Euforia. Wcale nie zmęczony, w końcu zasypiasz…

Otwierasz zaspane oczy. Z lewego kącika wydłubujesz resztki snu. Spoglądasz przez okno. Piękne słońce. Przecierasz twarz. Znowu się obudziłeś. I już czujesz, że to będzie kolejny dzień z koszmaru. Ale halo halo! Gdzie Twoja energia z wczoraj? Gdzie wszystkie plany i marzenia? Gdzie chęć do zdobywania ośmiotysięczników i zaśpiewania duetu z Krawczykiem? Nie ma. Umarła razem z Tobą tej nocy. Ah nie, Ty przecież nadal żyjesz, ale już tego żałujesz. Oddech boli. Mruganie boli. Pójście do łazienki to wyczyn. Nie jesz, nie pijesz, nie kąpiesz się. Chowasz twarz w dłoniach i wyjesz. To już nie jest płacz. To nie jest szlochanie. To wycie rozpaczy. Wszystko marność. Ty też marność. Chcesz umrzeć. Myślisz o tym intensywnie. A nie nie! Chwila. Ty nie chcesz umrzeć, Ty chcesz przestać być, przestać istnieć. Pęknąć jak bańka mydlana, bo nie masz siły nawet kaszlnąć, a co dopiero popełnić samobójstwo. Marzenia są czarne. Świat jest czarny. Wszystko jest czarne tak jak wszystko to marność. Znowu boli Cię dusza. Nie masz siły na nic. I kolejny dół. Kolejny epizod depresyjny. Kolejna porażka. Mózg wygrywa z ciałem i duchem. Kontroluje wszystko, nawet to, że nie masz siły się napić ulubionego soku. Płaczesz, krzyczysz, frustrujesz się. To na nic… Bo Ona znów przyszła Cię odwiedzić. Pani. D. “Pamiętaj o tabletkach!” słyszysz nad głową. I żresz te leki. Garściami. Czasem wydaje Ci się, że możesz je sobie rano zmiksować z jogurtem i mieć antydepresyjne musli. Tylko… Ileż można? I dopiero po dłuższym czasie dociera do Ciebie to, co w głowie huczy Ci od wielu wielu tygodni. Nie. To nie może być prawda. Nie. Nie znowu. Nie chcę już niczego. Ale wiesz co? Masz CHAD. Chorobę afektywną dwubiegunową. Depresja dla Twojego umysłu to było widocznie za mało.

Dziwią Cię te dwa skrajnie różne opisy dnia? Dzieli je zaledwie 6h snu. Przerażające trochę, co?

Witaj w świecie dwubiegunówki. Zapnij pasy. Będzie ostro.

  • Pati

    W tekście opisany jest raczej rapid cycling, czyli dwubiegunówka z bardzo szybką zmiana faz. Czyli tylko wycinek z calego spektrum zaburzen. Albo huśtawka nastrojów u kogoś jeszcze bez diagnozy. Podobno ludzie dzielą się na tych z diagnoza i takich którzy jej jeszcze nie otrzymali.

    • Monika Kotlarek

      Tak, to mikroskopijny wycinek. O CHADzie dopiero zaczynam pisać więcej.

      • Alexanity

        Jest szansa, że pojawi się coś o epizodach mieszanych? Ja choruję, a nigdy w życiu nie miałam EUFORYCZNEJ manii. To o energii i ruchu jest dla mnie prawdziwe, to o tym, że to takie wspaniałe, to brzmi dla mnie jak science-fiction. Przez osiem lat byłam źle zdiagnozowana i źle leczona. Nie jest to zarzut w stosunku do tego tekstu, absolutnie – pewnie na swój sposób jest dobry, i nie da się wyczerpać wszystkich kwestii w jednej notce.
        Dysforyczne hipomanie, depresje z pobudzeniem, wszystko, kurde, poza tym, co podobno w tej chorobie bywa fajne. Przerąbane.
        Po co najmniej ośmiu latach chorowania dopiero teraz zaczynam się godzić z tym, że pewnych rzeczy za cholerę nie wyleczę terapią. Że ta dzienna dawka „dodatków paszowych” jest naprawdę niezbędna. Że sobie tego nie wymyśliłam, i że nie wystarczy „postarać się bardziej” by funkcjonować jak zdrowe osoby. Bo ja sobie nie wymieniam nagle zdrowego mózgu na chory i vice-versa, ja nie mam pojęcia, jak to jest mieć normalny mózg. Jak to jest „normalnie” przeżywać emocje.

        I mam wrażenie, że to wszystko tyle trwało właśnie dlatego, że ośmielam się nie pasować do samej nazwy choroby. Nie można przecież być na dwóch BIEGUNACH równocześnie, no nie? Ale można być w tej samej chwili maniakalnym i depresyjnym. Stara nazwa tej choroby, chociaż może „straszniej” brzmiąca, była dużo prawdziwsza.

  • Natal

    CHAD to nie tylko radosc życia ChAD to także złość, agresja, chęć podporządkowania sobie wszystkich, znęcanie się, przemoc.
    Depresja to także skrywanie bólu, co boli jeszczę bardziej, udawanie przed najbliższymi.
    Chciała Pani napisać świetny artykuł ale nie wyszło, tak mi szkoda.
    Nie warto zabierać się za coś co zna się z podręcznika.
    Z Pani wiedzą i moją trauma razem możemy napisać książkę.

    Serdeczności

    Natalia

    • To dopiero pierwszy artykuł na ten temat. Miał za zadanie przybliżyć trochę sinusoidę. Nie jest pełny. I zapewne żaden nie będzie, bo spektrum zaburzeń psychicznych jest bardzo szerokie.

      Pozdrawiam

      • Natal

        CHAD jest chorobą, nie zaburzeniem.
        Jak na pierwszy artykuł, przepraszam – jest bardzo słaby. Nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
        życzę powodzenia w tym co Pani robi i trzymam kciuki za to aby następne artykuły zbierały laury.

        Serdeczności
        Natalia

  • Kurczę czasami tak mam jednak tłumaczę to sobie zmianami przed i po okresem :D Teraz muszę się zastanowić czy to się zbiega w czasie czy nie :) No nic ale od diagnozy jest specjalista- no cóż trzeba siebie obserwować :) Dusza ludzka też jest bardzo ważna- jak nie najwazniejsza.

    • czasem to rzeczywiście hormony przed okresem i w czasie owulacji mogą robić różne takie dziwne rzeczy z nami. Warto się obserwować i wszelkie wątpliwości dyskutować z lekarzem :)

  • widzę że pada za oknem – mniej pracy wykonam na zewnątrz, będę nadrabiał zaległości w domu, świeci słońce – mam szersze perspektywy: rower, działka, pójdę na ryby itp. Jak taki stan się nazywa ?

    • Czy jest to stan, który jest przyjemny? Nie utrudnia życia? Nie przeszkadza w niczym? jest normalnym codziennym stanem? Trzeba go jakoś nazywać? Jest to chyba zwykła fajna codzienność.

  • Brzmi znajomo. Jejjj… a więc to CHAD :)

    • Możliwe, ale nie polecam diagnozowania się samemu :)

      • Nie no, jasne :) Nie trzeba mi tego nawet mówić. Czasy samodiagnozownia mam już dawno za sobą :p Pozdrawiam :)