Zdążyłam

Zdążyłam skończyć studia i zacząć szkołę psychoterapii.

Zdążyłam pomieszkać w Australii i zwiedzić trochę świata.

Zdążyłam zrealizować kilka pasji i marzeń.

Zdążyłam poobserwować znajome mi młode matki i ojców.

Zdążyłam też się wkurzyć na kampanię “Nie odkładaj macierzyństwa na potem”.

Spot daje do myślenia, prawda? Młoda kobieta, goniąca za karierą, a gdzie dziecko? Gdzie rodzina? Gdzie ognisko domowe? Czy to już czas? Czy zegar biologiczny tyka? Czy ma jeszcze szansę na zdrowego maluszka?

I nie, wcale nie wkurzyłam się dlatego, że jestem przeciwna rodzicielstwu. Absolutnie. Podejrzewam, że wiele matek, które to teraz czytają, powie mi, że nie spotkało ich w życiu nic cudowniejszego, wspanialszego i bardziej przepełniającego dumą i radością, niż dziecko.

I wcale też nie dlatego, że ta kampania jakoś personalnie uderza we mnie. Nie. Mam swój rozum i samoświadomość i sama wiem najlepiej czy i jeśli tak, to ewentualnie kiedy, przyjdzie czas na dziecko.

Ale zdążyłam się wkurzyć na to, że wciskają nam macierzyństwo do gardeł. Niemal każą zachodzić w ciąże, bo kariera, podróże, marzenia i INNY POMYSŁ NA ŻYCIE niż macierzyństwo, to marność. Wszystko marność, jeśli nie będziesz matką, droga Kobieto. Masz nie robić kariery (albo robić, byle krótko), tylko rodzić dzieci wcześniej niż po 27 roku życia (ups!).

Ja doskonale rozumiem ideę tej kampanii i wszystkich plakatów. Jasne, że mamy mały przyrost naturalny, a biologia jest nieubłagana i im później, tym może być nieco trudniej, chociaż przy dzisiejszej medycynie nie jest to niemożliwe.

Ale idea to jedno – a życie to zupełnie coś innego (Eureka!). Nie chcę się tu zagłębiać w kwestie ekonomiczne czy gospodarcze, bo nie o tym jest ten wpis. Nie zajrzycie wszystkim kobietom w majtki, by sprawdzić, czy są zdrowe i mogą mieć dzieci. Nie dacie im pieniędzy na leczenie, na które będą musiały czekać. Nie wesprzecie, gdy ciąża okaże się zagrożona i trzeba będzie 8 miesięcy spędzić w łóżku. Nie pomożecie, gdy okaże się, że dziecko jest chore i musi zostać w szpitalu, a może nawet czeka je operacja serca. Nie pomożecie kobietom zaplanować tego, jak ma pracować, utrzymywać siebie i maluszka, opłacić mieszkanie, zarobić na pieluchy, lekarzy, szczepionki i wiele wiele innych. Nie pomożecie wtedy, gdy jesteście najbardziej potrzebni, dlatego sama chcę o to zadbać. O siebie. O swoje życie. O mój byt. Bym mogła ewentualnie sprowadzić na świat drugiego człowieka. A jeśli urodzi się ich więcej niż jeden?

fundacja2

 

 

Łatwo się wciska banały, gdy nie trzeba pochylać się nad pojedynczym człowiekiem. Można krzyczeć dookoła “Rodzić dzieci!”, gdy nie słyszy się płaczu i rozpaczy w głosie kobiet, przed którymi jawi się czarna wizja samotnego macierzyństwa. Można rozdawać ulotki, wieszać plakaty i puszczać spoty w telewizji, ale wiecie co? To niczego nie zmieni. Dopóki nie zrobicie czegoś, by kobiety same CHCIAŁY zachodzić w ciąże, a nie zostawały do tego zmuszane. Wiadomo, nie siłą, ale komunikaty podprogowe mocno działają na naszą psychikę. A ja bardzo mocno wierzę i WIEM, że my kobiety, jesteśmy na tyle rozgarnięte, że same potrafimy stanowić o sobie.

I wiecie co jeszcze? Kobiety w krajach, w których żyje się dobrze i BEZPIECZNIE, jak np. Australia – nie wahają się rodzić dzieci. Tam panuje model raczej dużej rodziny średnio z 3 dzieci. Ale tam nikt nie musi się obawiać, że po powrocie z wychowawczego straci pracę albo nie uda mu się wyżywić młodszego pokolenia. Może warto się na tym skupić? Rozwiążmy podstawowe problemy BYTOWE, a kobiety same chętniej będą zachodziły w ciążę. A może by tak rozwinąć także pomoc psychologiczną i wsparcie? Może warto zadbać o to, by na każdym oddziale położniczym (nie tylko patologii ciąży) był psycholog? Może dajmy kobietom mocne podstawy do tego, by znalazły w sobie siłę na przygotowanie do życia drugiej istoty?

Więc, z całym szacunkiem. Odpieprzcie się od mojej macicy i nie wciskajcie mi na siłę, że lada dzień będzie za późno na zostanie matką. Za późno to będzie wtedy, kiedy JA uznam, że tak jest. Nie pomożecie mi, gdy urodzę, więc nie “pomagajcie” mi w tę ciąże zajść.

A tak a propo, to czy nie można być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem BEZ dzieci?

Wiecie czym jest prawdziwy EGOIZM? Nie, to nie jest życie po swojemu. Prawdziwym egoizmem jest kazać innym żyć tak, jak my tego chcemy.

 

  • Basia

    Nie mam dzieci i nie zamierzam ich mieć a spot nie wywarł na mnie negatywnego wrażenia. Dlatego że nie jest skierowany do kobiet, które nie zamierzają mieć dzieci, ale do kobiet, które tego chcą, jednak zwyczajnie zostawiają to jako końcowy cel w ich życiu, jak już się staną niezależne, lub osiągną inne cele gdzie dziecko mogłoby im w tym przeszkodzić (przynajmniej tak im się wydaje). Skoro powstała ta akcja to znaczy że jest wiele przypadków, gdzie kobiety dowiadują się że jest za późno na poczęcie dziecka, ze względu na ich wiek.

  • Aleksandra Radomska

    Popieram!

  • Ania

    Od kliku dni jestem nieco zacofana w świecie informacji…. Tą kampanię widzę u Ciebie pierwszy raz i absolutnie popieram o co napisałaś.
    Nie jest sztuką dzisiaj urodzić dziecko, to dla zdrowych ludzi bardzo proste. Sztuką jest to dziecko utrzymać, tak aby niczego mu nie brakowało, a to w Polsce trudne zadanie.

    • Justa

      Czy ja wiem czy nie jest sztuką urodzić dziecko ? Niestety statystyki się dosyć mocno zmieniają i teraz coraz więcej ludzi ma problemuy z urodzeniem, a czesto jeśli juz urodzą to z utrzymaniem ciąży.
      Czego dziecko potrzebuje ? W 90% milosci rodziców – jeśli to będzie mialo to myśle ze resztę też da się jakoś ułożyć.
      Jestem matką miesiecznego Damianka i tez zastanawialam się jak to wszystko będzie, jak sobie poradzimy z pieniędzmi i wychowaniem, ale jestem szczęśliwą mamusią. Maż i dziadkowiesię starają aby mnie i naszemu synkowi niczego nie brakowalo. Nie martwie się juz.
      Pozdrawiam
      Justyna
      ———————-
      http:/4ac.pl

      • No właśnie o to w tym wszystkim chodzi. O dyskusję nt. macierzyństwa, o problemy z zajściem w ciążę, kłopoty z jej utrzymaniem, zdrowie, ale i o ojców, którzy zostali w tym spocie pominięci.

        Cieszę się bardzo, że u Ciebie wszystko się poukładało po Twojej myśli :) Gratuluję i mocno wspieram :)

  • Maya

    A ja zupełnie tak tego spoty m odebrałam. W sensie nie jak atak na kobiety, które nie mają dzieci i atak na ich macicę. Jakiś taki straszny szum się zrobił, a ja pomyślałam że jak każdy inny spot kampanii społecznych i ten skłania do jakiejś refleksji. Nie wiem czemu kobiety potraktowały go tak osobiście. Jak są spoty o przemocy w rodzinie to nikt jakoś nie uznaje ich jako skierowane bezpośrednio do mnie. Dla mnie ten post jest bardzo schematyczny i słaby, chce tylko powiedzieć ze nie rozumiem czemu narobił tyle szumu. Mam trochę wrażenie prowokacyjne mówiąc, że jednak uderz w stół a nożyce się odezwa ;)

  • Zacznę od tego, że jeśli chodzi o ten spot, też jestem „na nie”. Z trzech powodów:
    1) w ten sposób się raczej o tych rzeczach nie rozmawia
    2) brakuje w tym spocie mężczyzny – wiem, że to kobieta rodzi, ale cywilizacyjnie chyba dorośliśmy już do tego, by o dziecku mówić jako o „sprawce” dwojga ludzi. W obecnej formie ta kampania przerzuca odpowiedzialność na kobietę.
    3) spot z tą łezką na końcu jest po prostu komiczny, a nie przejmujący.

    Mimo wszystko, rozczarowany jestem krytyką tej kampanii w Internecie. Jest strasznie przewidywalna. Można było się spodziewać emocjonalnego „moje ciało, moje decyzje, moje życie, wara!” i dokładnie to dostaliśmy. Tymczasem w tej sprawie jest sporo ciekawych tematów, wartych zagłębienia.

    Choćby taka. Piszesz: „Rozwiążmy podstawowe problemy BYTOWE, a kobiety same chętniej będą zachodziły w ciążę.” Na pewno? To dlaczego w tym naszym kraju, gdzie te warunki bytowe są jakie są, prędzej dziś urodzi bidna kobita z mężem robotnikiem i wianuszkiem na
    osiedlu socjalnym, niż młoda, wykształcona dama z dużego miasta? Problemy bytowe na pewno pomogłyby poprawić sytuację, ale jest jeszcze druga strona medalu i jeden powód. Jako generacja, my, ygreki, podchodzimy do życia znacznie bardziej indywidualistycznie od naszych rodziców. Egoizmem starsze pokolenia bijemy po prostu na głowę.

    Sądzę, że przytykiem do właśnie takiego życia był ten film. Zrobił to potwornie nieudolnie, ale należy go traktować tylko jako lekko wyostrzony, jednostronny krzyk, który ma na coś zwrócić uwagę.

    Wyobraźmy sobie filmik… przeciwny. Spot dla płodzących dzieci na potęgę konserwatystek uwięzionych w patriarchalnym systemie, którym ktoś chce zakomunikować „kobieto, pokochaj też życie!”. Oh wait, to scenariusz co któregoś tam filmu. I co? Byłoby halo? Raczej nie.

    Dla mnie ta kampania jest mniej więcej czymś takim, tylko z drugiej strony. Czymś,
    co mogłoby być ciekawym głosem w dyskusji na temat egoizmu naszego pokolenia, gdyby to zrobiono dobrze.

    I mówię to, jako człowiek, który też nie planuje mieć dzieci. Ale który przynajmniej się nie łudzi,
    że za tym wszystkim stoją moje niesłychanie górnolotne prawa.

    Myślę, że jest nas wśród młodych wbrew pozorom bardzo wielu. Obok tych, dla których decyzja o braku dziecka jest podyktowana czymś innym. Dlatego gremialne dissowanie tego spotu jest z jednej strony uzasadnione, a z drugiej słabe i wybitnie charakterystyczne dla naszego pokolenia.

    • Myślę, że gremialne dissowanie tego spotu opiera się głównie na tym, że WCIĄŻ nie dyskutujemy o kwintesencji – o MACIERZYŃSTWIE, o rodzeniu po ludzku, o problemach z zajściem w ciąże, o opiece położniczej, o wsparciu partnera itd. tylko próbuje się wmówić kobietom, że bez dzieci są wydmuszkami, są niepełne, a już na pewno nie mogą być spełnione.

      Pomijam realizację kampanii, ale pomysł BYĆ MOŻE mieli zacny. Wzbudzić w narodzie chęć dyskusji na temat niżu demograficznego, ale bez opierania się na suchych statystykach. I fajnie. Ale za pomysłem (o ile taki w ogóle był) powinna iść refleksja.

      • Nie patrzę na ten spot pod kątem feministycznym, gdyż tak jak już wspominałem, główny feministyczny zarzut byłby z mojej strony taki, że on obowiązkowo powinien mieć mężczyznę. Dlatego trudno mi sobie wyobrazić antykobiecą jego wymowę. On wygląda po prostu na rozpaczliwą próbę ratowania sytuacji demograficznej.

        Także może nawet refleksja była, ale kluczem do zmiany (zwłaszcza, gdy temat drażliwy) jest forma. Szkoda po prostu, że obie strony zredukowały tę dyskusję do n-tego rantu na ten sam temat, bo mogło być ciekawie.

        • Spojrzenie feministyczne, to jedno. Też nie do końca patrzę na to w tym kontekście. Raczej społecznie, gdzie, jak wspominałam, powinno się dyskutować o rodzicielstwie i małżeństwie pod przynajmniej kilkoma względami. Od zaangażowania ojca, poprzez rodzenie po ludzku, po sztuczne zapłodnienie.

          • Ano powinno się. Jest tylko jeden problem: 30 sekund :).

          • Jeden? ;) A poważnie, kampania to nie tylko spoty, ale też citylighty, plakaty, ulotki i wiele innych materiałów. Jeśli pracują nad nimi tęgie głowy, to na pewno są w stanie zrobić 30-45 sekundowy spot, który podejmie temat inaczej niż ten aktualny. Z tą nieszczęsną łezką na końcu.

          • Tak sobie obejrzałem go jeszcze raz i w sumie to się zgadzam, że on nawet nie próbuje poruszyć dyskusji o odpowiedzialności za demografię. Teoretycznie być może nie mógł, bo kogo by to obchodziło. Ale skupia się na kwestii spełnienia życiowego i to go spala na starcie, bo wielu kobiet koniunkcja dziecko + satysfakcja życiowa nie dotyczy choćby z tych powodów, o których pisałem. Indywidualistycznego pokolenia nie przekonamy łezką rodem z finalnej prośby po otrzymaniu kosza na randce.

  • Zacznę od tego, że jeśli chodzi o ten spot, też jestem „na nie”. Z trzech powodów:
    1) w ten sposób się raczej o tych rzeczach nie rozmawia
    2) brakuje w tym spocie mężczyzny – wiem, że to kobieta rodzi, ale cywilizacyjnie chyba dorośliśmy już do tego, by o dziecku mówić jako o „sprawce” dwojga ludzi. W obecnej formie ta kampania przerzuca odpowiedzialność na kobietę.
    3) spot z tą łezką na końcu jest po prostu komiczny, a nie przejmujący.

    Mimo wszystko, rozczarowany jestem krytyką tej kampanii w Internecie. Jest strasznie przewidywalna. Można było się spodziewać emocjonalnego „moje ciało, moje decyzje, moje życie, wara!” i dokładnie to dostaliśmy. Tymczasem w tej sprawie jest sporo ciekawych tematów, wartych zagłębienia.

    Choćby taka. Piszesz: „Rozwiążmy podstawowe problemy BYTOWE, a kobiety same chętniej będą zachodziły w ciążę.” Na pewno? To dlaczego w tym naszym kraju, gdzie te warunki bytowe są jakie są, prędzej dziś urodzi bidna kobita z mężem robotnikiem i wianuszkiem na osiedlu socjalnym, niż młoda, wykształcona dama z dużego miasta? Problemy bytowe na pewno pomogłyby poprawić sytuację, ale jest jeszcze druga strona medalu i jeden powód. Jako generacja, my, ygreki, podchodzimy do życia znacznie bardziej indywidualistycznie od naszych rodziców. Egoizmem starsze pokolenia bijemy po prostu na głowę.

    Sądzę, że przytykiem do właśnie takiego życia, był ten film. Zrobił to potwornie nieudolnie, ale należy go traktować tylko jako lekko wyostrzony, jednostronny krzyk, który ma na coś zwrócić uwagę.

    Wyobraźmy sobie filmik… przeciwny. Spot dla płodzących dzieci na potęgę konserwatystek uwięzionych w patriarchalnym systemie, którym ktoś chce zakomunikować „kobieto, pokochaj też życie!”. Oh wait, to scenariusz co któregoś tam filmu. I co? Byłoby halo? Raczej nie.

    Dla mnie ta kampania jest mniej więcej czymś takim, tylko z drugiej strony. Czymś, co mogłoby być ciekawym głosem w dyskusji na temat egoizmu naszego pokolenia, gdyby to zrobiono dobrze.

    I mówię to, jako człowiek, który też nie planuje mieć dzieci. Ale który przynajmniej się nie łudzi, że za tym wszystkim stoją moje niesłychanie górnolotne prawa.

    Myślę, że jest nas wbrew pozorom bardzo wielu. Obok tych, dla których decyzja o braku dziecka jest podyktowana czymś innym. Dlatego gremialne dissowanie tego spotu jest z jednej strony uzasadnione, a z drugiej słabe i wybitnie charakterystyczne dla naszego pokolenia. Zacznę od tego, że jeśli chodzi o ten spot, też jestem „na nie”. Z trzech powodów:
    1) w ten sposób się raczej o tych rzeczach nie rozmawia
    2)
    brakuje w tym spocie mężczyzny – wiem, że to kobieta rodzi, ale
    cywilizacyjnie chyba dorośliśmy już do tego, by o dziecku mówić jako o
    „sprawce” dwojga ludzi. W obecnej formie ta kampania przerzuca
    odpowiedzialność na kobietę.
    3) spot z tą łezką na końcu jest po prostu komiczny, a nie przejmujący.

    Mimo
    wszystko, rozczarowany jestem krytyką tej kampanii w Internecie. Jest
    strasznie przewidywalna. Można było się spodziewać emocjonalnego „moje
    ciało, moje decyzje, moje życie, wara!” i dokładnie to dostaliśmy.
    Tymczasem w tej sprawie jest sporo ciekawych tematów, wartych
    zagłębienia.

    Choćby taka. Piszesz: „Rozwiążmy podstawowe problemy
    BYTOWE, a kobiety same chętniej będą zachodziły w ciążę.” Na pewno? To
    dlaczego w tym naszym kraju, gdzie te warunki bytowe są jakie są,
    prędzej dziś urodzi bidna kobita z mężem robotnikiem i wianuszkiem na
    osiedlu socjalnym, niż młoda, wykształcona dama z dużego miasta?
    Problemy bytowe na pewno pomogłyby poprawić sytuację, ale jest jeszcze
    druga strona medalu i jeden powód. Jako generacja, my, ygreki,
    podchodzimy do życia znacznie bardziej indywidualistycznie od naszych
    rodziców. Egoizmem bijemy ich na głowę.

    Sądzę, że przytykiem do
    właśnie takiego życia, był ten film. Zrobił to potwornie nieudolnie, ale
    należy go traktować tylko jako lekko wyostrzony, jednostronny krzyk,
    który ma na coś zwrócić uwagę.

    Wyobraźmy sobie filmik…
    przeciwny. Spot dla płodzących dzieci na potęgę konserwatystek
    uwięzionych w patriarchalnym systemie, którym ktoś chce zakomunikować
    „kobieto, pokochaj też życie!”. Oh wait, to scenariusz co któregoś tam
    filmu. I co? Byłoby halo? Raczej nie.

    Dla mnie ta kampania jest
    mniej więcej czymś takim, tylko z drugiej strony. Czymś, co mogłoby być
    ciekawym głosem w dyskusji na temat egoizmu naszego pokolenia, gdyby to
    zrobiono dobrze.

    I mówię to, jako człowiek, który też nie
    planuje mieć dzieci. Ale który przynajmniej się nie łudzi, że za tym
    wszystkim stoją moje niesłychanie górnolotne prawa. Myślę, że jest nas
    wbrew pozorom bardzo wielu. Obok tych, dla których decyzja o braku
    dziecka jest podyktowana czymś innym.

    Gremialne dissowanie tego
    spotu jest więc z jednej strony uzasadnione, a z drugiej wybitnie
    charakterystyczne dla naszego pokolenia. Generacji, której spora część
    jest pierwsza do mówienia o własnych prawach i stojących za tym wartościach, a która at the end of
    the day chce się głównie dobrze bawić.

  • lena

    Oczywiście, że można być szczęśliwym bez dzieci. Tylko trzeba świadomie podjąć taką decyzję i być w tym konsekwentnym. A nie obudzić się nagle koło czterdziestki i oczekiwać, że podatnicy zapłacą za kolejne nieudane próby sztucznego zapłodnienia, bo naturalne już jakoś nie wychodzi.

    • Lena ;) ale ludzie płacą za invitro i niczego nie oczekują, przeważnie dzieci nie maja ludzi, którzy mają pieniądze. Zobacz jak jest w patologiach. Czasemi nawet po 4-8 dzieci.

    • Podatnicy, moim zdaniem, płacą za wiele innych spraw i rzeczy, które nie wnoszą nic sensownego ani dobrego. Akurat in vitro może się przyczynić do wzrostu demograficznego, co w ogólnym rozrachunku jest pozytywnym zjawiskiem.

  • Bardzo dobry artykuł. Zgadzam się z twoją opinią na temat tej kampanii.

  • Genialny tekst. 10/10, a fundacja mamy i taty niech przestania brać, albo niech bierze połowę.

  • Lepiej tego nie mogłaś ująć, to jest dokładnie mój głos w tej sprawie.