Żyjemy w świecie wirtualnym

Żyjemy w świecie wirtualnym. Tak, wiem, nie odkrywam Ameryki, ale też nie chcę. Nie taki jest mój zamiar. Żyjemy w świecie wirtualnym, a on rządzi się swoimi prawami. Im dłużej obserwuję świat Twittera czy Facebooka, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie dajemy sobie prawa do szczerych emocji. Na Twitterze wszyscy są albo radośni albo na coś narzekają. Ale nie ma płaczu, prawdziwych łez, bólu, smutku i rozpaczy. Wylewamy radość i szczęście w postaci emotikonek, ale już łez nie pokażemy, bo… No właśnie. Bo co? Bo nie zrozumieją? Bo nie tego oczekują ci wszyscy znajomi i obserwujący? Bo zbagatelizują? Oleją? Nie zauważą, jak bardzo cierpimy?


Dziś łatwiej jest nam wysłać drugiej osobie nagie zdjęcie niż opowiedzieć o swoich uczuciach. Dlaczego łatwiej jest nam obnażyć ciało niż emocje (duszę)? Lubimy gadać o seksie i wyobrażać sobie setki różnych (nie)możliwości zamiast spróbować poznać człowieka. I nie ma w tym nic dziwnego czy dziwacznego. Tacy już po prostu jesteśmy. Przepełnia nas potrzeba dostarczania sobie pozytywnych bodźców (bo w pracy ciężko, bo szkoła do dupy, bo żona gdera nad głową, bo zbliża się jesień, bo coś tam), a cóż może być fajniejszego niż właśnie seks? Radość? Uśmiech? Szczęście?


Faktem jest, że nie lubimy się “babrać” w negatywnych emocjach, bo w będą one na nas oddziaływać. Logicznym jest, że nie chcemy sobie psuć humoru czyjąś depresją. To naturalne odruchy. Niemal jak instynkt przetrwania. Dlatego ci, którzy cierpią naprawdę i głęboko, nie mogą, a może nie umieją, być szczerzy. Często nawet sami ze sobą. Bo łatwiej jest wysłać komuś uśmieszek, radosną mordkę i przymrużone oko, niż powiedzieć: “Słuchaj, jest źle, cierpię, boli, chcę umrzeć”. Bo co wtedy? Co, jak te słowa napotkają bezduszną zimną ścianę? Czy nasze cierpienie się powiększy? Możliwe. Niewykluczone. Ale… Co, gdy zamiast ściany okaże się, że w tym bólu nie jesteśmy sami? Że spośród 1000 obserwujących, ktoś krzyknie: “Rozumiem Cię, bo mam tak samo!”. Co, jeśli wśród nich jest ten jeden wartościowy człowiek, który może stać się przyjacielem i powiernikiem bez jedzenia beczki soli?


Istnieje oczywiście ryzyko, że ktoś taki nie istnieje w “naszym” wirtualnym świecie, ale jeśli… Napisałam ostatnio, że człowiek, by być szczęśliwym potrzebuje 3 rzeczy: kogoś do kochania, czegoś do robienia i nadziei. Bo to nadzieja trzyma nas często przy życiu. Nadzieja na zmianę. Na bliskość. Na zrozumienie. Na lepsze jutro. Na inny dzień. Czasem wystarczy tylko wyjść ze skorupy.


Odważysz się?

10430868_10152566126742990_6359837661110013163_n