Blog dla chcących więcej

EMOCJE

Bal maskowy
, czyli dlaczego zdarza nam się udawać

26 lipca 2019

Bal maskowy
, czyli dlaczego zdarza nam się udawać

Każdy z nas w różnych sytuacjach zachowuje się w taki sposób, by dostosować się do panujących warunków. Pełnimy różne role społeczne i przyjmujemy pewne wzorce zachowań, które są dla nich adekwatne. Będąc w pracy robimy wszystko, by zostać odebranym jako sumienny i pilny pracownik, z kolei wychodząc wieczorem na miasto ze znajomymi kreujemy się na osoby wyluzowane, a niekiedy pełne szalonych pomysłów.

Czasami jest tak, że zatracając się w pełnionych rolach, zaczynamy nieświadomie zakładać maski, a tym samym ukrywamy nasze prawdziwe oblicze. Są to sytuacje, w których w pewnym sensie przestajemy być autentyczni i tacy, jacy jesteśmy naprawdę – z zaletami, ale i wadami.

Dlaczego się „maskujemy”?

Powodów zakładania przez ludzi masek jest z pewnością wiele i jest to bardzo indywidualna kwestia. Każdy z nas ma swoje doświadczenia czy też autorytety, które ukształtowały taki, a nie inny sposób patrzenia na siebie samego i otaczający świat. Ważnym motywem jest tutaj chęć autoprezentacji, pokazania siebie w dobrym świetle i przedstawienia w korzystny, akceptowany przez nas sposób. Zakładanie masek może być również tworzeniem swego rodzaju muru obronnego, który oddziela nas od innych. Wynika to z obawy przed pokazaniem w pełni siebie i niechęcią do bycia poznanym przez innych. Mowa tu o słabych stronach, które staramy się ukryć bojąc się odrzucenia ze strony otoczenia.

Komu częściej się to zdarza?

Co do tego kto częściej – czy mężczyźni, czy kobiety – posługują się maskami, nie ma reguły, ani ścisłych statystyk. Tak, jak pisałam wyżej, jest to indywidualna sprawa, którą determinuje wiele czynników, jednak nie jest to płeć. Równie często można zauważyć to zjawisko u mężczyzn i u kobiet. Z pewnością najbardziej autentyczne i prawdziwe w swoim zachowaniu są dzieci, pozostające nieświadome wielu mechanizmów i jakby „zwolnione” z wszelkich obowiązków społecznych, które to właśnie wpływają na to, że maski pełnią ważną rolę w repertuarze naszych zachowań.

Czy to coś zmienia?

Zakładając maskę przestajemy być szczerzy. Nie jesteśmy do końca sobą – zachowujemy się tak, jak chcemy być odebrani, ukrywamy to, czego się wstydzimy lub nie chcemy pokazać. 
Zawierając nowe znajomości, które potencjalnie mogą rozwinąć się w głębsze relacje, możemy skazać je w ten sposób na rychłą porażkę. Osoba po drugiej stronie najczęściej zaczyna odwzajemniać się zakładając swoją maskę z obawy przed pokazaniem prawdziwego siebie. Oboje tracą wówczas szansę na wzajemne poznanie, a tym samym wartościowy kontakt. Z kolei tracąc kolejne znajomości, tracimy zaufanie do ludzi i coraz bardziej się od nich dystansujemy.

Ciągłe zakładanie masek w pewnym momencie może stać się także udawaniem przed samym sobą i poczuciem zwyczajnej fałszywości. Kontrolując i regulując swoje zachowania zgodnie z przyjętym schematem, możemy zacząć ograniczać swobodną ekspresję emocji, które w nas tkwią, a jednocześnie przestajemy w pełni przeżywać… życie. Nasz obraz siebie staje się coraz bardziej niejasny i źle nam z samym sobą.

Po balu

Jestem przekonana, że obrazy-maski, które tworzymy są naturalną i nieodłączną częścią naszego życia. Dzięki nim udaje nam się funkcjonować społecznie, ale i w wielu innych obszarach naszego życia. Nie ma w nich żadnego niezdrowego mechanizmu, ale warto zastanowić się jakie miejsce zajmują w spektrum naszych zachowań. Jeżeli posługujemy się nimi zbyt często istotne jest, by zastanowić się dlaczego tak może się dziać. Być może wynika to z problemów z zaakceptowaniem siebie w pełni i wymaga to od nas pracy nad sobą. Należy nauczyć się lubić siebie samego i pozwolić na bycie sobą w pełnej okrasie – z zaletami i wadami. Wówczas nie będziemy odczuwać potrzeby udawania kogoś, kim nie jesteśmy i zauważymy własną niepowtarzalność i wartość, co z pewnością pozytywnie wpłynie na nasze życie.

A Wy często zakładacie maski? W jakich sytuacjach najczęściej?


    Jestem studentką psychologii na III roku na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu. Swoją przyszłość wiążę z psychologią kliniczną, rozważam też podjęcie nauki w Szkole Psychoterapii Psychodynamicznej w Krakowie. Uczestniczyłam w praktykach w pracowni psychotechnicznej Pro Salus. Obecnie jestem wolontariuszem w Centrum Neuropsychiatrii Neuromed na Oddziale Dziennym dla dzieci i młodzieży. W wolnych chwilach ćwiczę jogę i nie wyobrażam sobie życia bez moich dwóch kotów!