Blog dla chcących więcej

Depresja ZABURZENIA

Pani D. i inne formy autodestrukcji

19 kwietnia 2014

Czasem, ale tylko czasem, bardzo zabawne jest patrzenie, jak ludzie cieszą się, że jest już z Tobą lepiej. Tak, bo taką twarz im pokazujesz. Wstajesz, ubierasz się, zmywasz resztki łez z twarzy, nieumyte włosy związujesz gumką albo ukrywasz pod czapką czy chustką, ubierasz coś, co jeszcze kilka dni temu można było nazwać koszulką i dżinsami. Ale na twarzy masz krem i makijaż. Ukrywasz wory pod oczami, lekko podkreślasz rzęsy i usta. Szarość cery zamazujesz korektorem i różem do policzków. Na usta wciągasz uśmiech nr 5 i wyruszasz „na podbój świata”.

Ha ha ha ha. Nie.

Pijesz kawę. Jesz coś. Bierzesz swoją codzienną dawkę leków przeciwdepresyjnych i planujesz kolejny dzień. Jeśli, jakimś niezrozumiałym zupełnie dla Ciebie cudem, udało Ci się przespać choćby 2-3 godziny w nocy, jest szansa, że ze swoim udawaniem dociągniesz do popołudnia, może wieczora. Przy pomyślnych wiatrach oczywiście.

Potem przychodzi to popołudnie. I nie da się już dłużej wytrzymać ze sobą i z tym całym udawaniem. Jakimś nadludzkim wysiłkiem, nie chcąc wypłakiwać oczu przy innych zamykasz się w pokoju albo wciągasz buty do biegania na stopy i ruszasz przed siebie. Mijasz sąsiadów, przechodzisz przez ulicę, wchodzisz do lasu. Mijasz jeszcze kilku spacerowiczów, na liczniku już 2 km. Pojawiają się pierwsze łzy. Wstrzymywane tak długo po prostu płyną i nie mogą przestać. Na szczęście mieszają się z potem, więc nikogo nie dziwi widok mokrej twarzy, a czerwone oczy mogą przecież być oznaką zmęczenia/alergii/whatever. Kolejny kilometr za Tobą. Powoli czujesz w nogach pierwsze oznaki zmęczenia i bólu mięśni. Dobrze. Ma boleć. Im mocniej, tym lepiej. Ból fizyczny można opanować. No i NARESZCIE coś czujesz. A nie zwykłe otępienie i pustkę, którą na siłę próbujesz wypełnić.

Kolejne metry. Mięśnie już dostają w kość. Ciężki oddech. Przyspieszasz. Jaki sens ma bieganie, jeśli nie możesz się przy tym wykończyć niemal do wymiotów? Jaki sens ma zmuszanie swojego ciała do takiego wysiłku, jeśli nie możesz go pchnąć na sama krawędź wytrzymałości? Przecież wiesz doskonale, że możesz jeszcze przyspieszyć. Co z tego, że kręci Ci się w głowie? Przyspiesz. Poczuj to. Poczuj wolność. Poczuj pełną kontrolę na sobą i swoim ciałem. Umysł Cię rani w każdej sekundzie. Nad ciałem możesz zapanować.

Że to autodestrukcyjne? Nie bardziej niż samookaleczanie się. Że kontuzjogenne? Nie bardziej niż samoookaleczanie się. Że boli? Nie bardziej niż samookaleczanie się. Możesz tak wymieniać w nieskończoność. A jutro i tak wciagniesz na nogi buty i ruszysz przed siebie. Tylko po to, by przez godzinę czy dwie w końcu mieć spokój od innych ludzi, którzy patrzą, oceniają, sprawdzają, oczekują…

Pieprzyć to.

1497270_449146448548940_1422271254_n


    Psycholog. Absolwentka Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Fascynuje mnie człowiek i nauka. Prywatnie uwielbiam podróże, merytoryczne dyskusje do rana i inspirujące książki (zwłaszcza reportaże i pozycje naukowe). Mieszkam w Sydney i podglądam życie Australijczyków. Opowiesz mi coś o sobie?


    poprzedni artykuł

    Pytanie nr 103

    następny artykuł

    BDSM a zdrowie psychiczne