Jeśli ona się nie zgadza, to jest to gwałt.

On zdziera Tobie (Twojej córce, żonie, przyjaciółce, kobiecie) sukienkę. Siłą rozchyla nogi. Rozrywa majtki. Wchodzi brutalnie do środka. I pcha. Coraz szybciej. I mocniej. Chwyta za ręce. Ciągnie za włosy. Boleśnie ugniata piersi. Pluje na twarz. Łykasz łzy. Prosisz żeby przestał, ale dominacja i przemoc sprawia, że on podnieca się jeszcze bardziej. Ma gdzieś to, jak bardzo boli, ile siniaków narobił i włosów wyrwał. Zaciska ręce na Twojej szyi. Widzi strach, który pozwala mu skończyć. Jego wytrysk w Tobie jest najważniejszy. Zaspokoił się. Możesz teraz zdechnąć…

Tak siedzę i czytam artykuły o Bill’u Cosby’m. “Bill Cosby Show” to moje dzieciństwo. Zasiadanie przed telewizorem i zaśmiewanie się z gagów w programie stało się rodzinną tradycją. Ostatnio, bodajże, 7 kobiet oskarżyło go o gwałt na nich w latach 70-tych. Jak to się skończy? Cóż… Nie wiem, jak wymiar sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych odnosi się do przemocy seksualnej (tak, wiem że w tej chwili jest niewinny, dopóki mu nie udowodnią przestępstwa, to nie jest tematem tekstu), ale wiem, jak to wygląda w Polsce.

Gwałt, mimo iż zagrożony pozbawieniem wolności do lat 12, najczęściej kończy się tzw. “zawiasami” albo jakąś śmiesznie krótką odsiadką. Bo nie wiadomo czyja to wina. Gwałciciela? Ofiary? Po co ubierała się tak wyzywająco? Dziwka jedna. Nikt też nie umarł, więc w sumie po co się spieszyć z wyrokami. Że upokorzenie? Deal with it! Że rany, siniaki, zadrapania, ugryzienia? Przecież po 3 latach procesu już dawno zdążyły się zagoić. Psychika? Od czego są terapeuci? Przemoc? Kobiety lubią ostry seks, klapsy je podniecają. Gwałt? To przecież seks, może trochę ostrzejszy, ale przecież wszyscy lubią go uprawiać. Gwałciciel? Przecież musiał udowodnić, jak jest cholernie męski, że ma penisa. No ma, bo zrobił nim wiele złego. Szkoda, że jaj zabrakło. Mówiła „nie”? Oh błagam! Kobieta jak mówi „nie” to myśli tak, trzeba ją tylko trochę ponamawiać!

I tak to się ciągnie miesiącami, czasem latami. Ofiara na każdej rozprawie musi patrzeć w oczy swojemu oprawcy. W końcu zapada wyrok, a on krzyczy, że jak tylko wyjdzie, to ją “zerżnie jeszcze raz, bo przecież było jej dobrze”. Wieczne zastraszenie.

O skutkach gwałtu chyba nie muszę pisać. Rany na ciele rzeczywiście się zagoją, chociaż bywa tak, że pozostają blizny np. po ugryzieniu do krwi (ludzkie ugryzienia fatalnie się goją). Za to psychika… Tu następuje rozpad. Czasem całkowity, który cholernie ciężko terapeutycznie poskładać. Upokorzenie, przemoc, gwałt na ciele i na umyśle. Zaatakowana kobiecość. Poczucie bezpieczeństwa rozpieprzone w drzazgi. Problemy w związku. Problemy z intymnością. Brak seksu z partnerem. Wieloletnia często terapia. I tworzenie swojej osobowości na nowo. Tyle. Jeden akt. Jeden człowiek. Jedna przemoc. Jeden gwałt. Straty do końca życia. Jeden to za dużo.

  • Ella

    Opowiem moze moja historie, zdazyla sie rok temu, ale caly czas jest mi niedobrze na sama mysl. Ponad rok temu poznalam chlopaka (On 39 lat, ja 33) spotkalismy sie na kawe, calowalismy sie, rozeszlismy sie do domow. Przez kilka kolejnych tygodni pisalismy (nie moglismy sie spotkac ze wzgledu na wczesniej zaplanowane wyjazdy). Na nastepne spotkanie przjechal do mnie, rozmawialismy, pilismy wino, wiedzaialm, ze nie chce aby doszlo do czegokolwiek wiecej, niz pocalunek, nie bylam gotowa. Po kilku godzinach i wspolnie wypitej butelce wina, zaczal mnie rozbierac, powiedzialam, ze nie, ze nie jestem gotowa, ze to za wczas. Nie sluchal, mowil, ze wszystko bedzie dobrze, ze nie robi niczego, czego nie chce (robil dokladnie to czego nie chce!) w koncu, zrobil TO! wszedl we mnie kilka szybkich ruchow powiedzialam po raz kolejny „nie chce”, na co On „teraz jest juz za pozno”. Poddalam sie, trwalo to kilka kolejnych minut, nie chcialam histeryzowac. Pomyslalam, OK, moze przesadzam… po calej sprawie, zaczal sie ubierac (przegotowywac do ucieczki!) ja plakalam, czulam sie zle! To nie tak mialo byc! nie szukalam ONS, ani przypadkowego sexu…widzac jak placze zdenerwowal sie, powiedzial, ze nie bedzie sie bawil w cos takiego. Poszedl. Czulam sie fatalnie, nie wiedzialam na czym stoje. Do dzis czuje sie winna, mysle „jak moglas zaprosic kogos do siebie – to jasny sygnal”, „dlaczego pilas z nim (tak „nim”, nie „Nim”!) to wino”, „dlaczego sie nie wyrwalas, nie ucieklas do lazienki, nie wrzeszczalas”… Opowiedzialam kolezance, powiedziala „glupia jestes! po co go zapraszasz, masz za swoje”. Tyle tylko, czy zapraszajac go do siebie, jest moim obowiazkiem uprawiac sex? Czy to, ze powiedzialam NIE (wielokrotnie) nie wystarczylo? Przez kilka kolejnych dni po tym wydazeniu staralam sie wytlumaczyc sobie, ze moze to nie tak, ze moze to bylo OK i teraz mozemy sie nadal normalnie spotykac. Zaproponowalam spotkanie, chcialam porozmawiac…nie mial czasu. W koncu napisalam wiadomosci, o tym, ze doskonale wiedzial, czego oczekuje i poszukuje (zwiazku, nie sexu!) i ze potraktowal mnie zle, odpowiedzial tylko, ze nie zamierza dac sie kontrolowac i nie ma ochoty na dramaty na tyk wczesnym etapie znajomosci i lepiej jesli na tym zakonczymy.
    Minal ponad rok, spotkalam kogos, kto jest dobry, kto nigdy nie potraktowalby mnie w ten sposob, ale nadal czuje sie brudna na sama mysl. Nie powiedzialam o tej historii nikomu wiecej, poniewaz jest mi wstyd. Nie wiem, co stalo sie tej nocy, nie wiem, na ile sama jestem sobie winna, a na ile byl to gwalt (to pierwszy raz, kiedy uzylam tego slowa) kiedy zaczyna sie gwalt?

  • Pingback: Dlaczego jestem wkurzona, czyli wyznania o gwałcie | Psycholog pisze()

  • angel

    Paweł…generalizacja nigdy nie przyniosla zbyt wiele dobra. Rozumiem Twoje rozgoryczenie. Rozumiem ze ktos jest w stanie posadzic kogos o gwalt… ktory nie mial miejsca(chociaznie- nie rozumiem…ale wiem,ze i tak bywa)… wiem..ze rowniez bywa tak…ze ofiara przed sadem cofa zeznania. Ze strachu. Z upokorzenia. Nie znam historii Twojego kolegi…ale znam swoja. Moja sprawa trwala trzy lata. Uwierz ze za kazdym razem przezywalam pieklo od nowa i bylam gptowa cofnac zeznania byle tylko sie skonczylo.
    Jestem ofiara pedofila sadysty. Ie uwazam ze kazdy facet taki jest. Ty tez ni zakladaj ze kazda zgwalcona kobieta klamala…bo wycofala zeznania…

  • Warto by było dopisać do tego tekstu wątek dotyczący tych, które nie miały nic przeciwko, były chętne i generalnie na tak, ale po jakimś czasie jednak zmieniły zdanie, a w sądzie zeznały, że jednak zgwałcił…

    • psychologpisze

      Bardzo ciekawy wątek. Zastanowię się, jak to najlepiej zrobić i może napisać osobny artykuł na ten temat.

      • Temat jest o tyle ważny, że takie sytuacje się zdarzają. Mam w pracy kolegę, który poszedłby do paki na długi czas, gdyż został oskarżony (sprawa w sądzie) o gwałt na ex-dziewczynie. Udało mi się psim swędem, bo koleżanka tej ex postanowiła zeznać przeciwko niej, ujawniając rozmowę, w której ex wyjawiła, że chce się zemścić za to, że z nią zerwał. Sprawa była ciężka, bo do stosunku faktycznie doszło, gdy już ze sobą zerwali (spotkali się na imprezie, i ex zaciągnęła tego głupka do łóżka). W sądzie były dowody (nasienie, obdukcja – sama się posiniaczyła…). Chłopak miał wiele szczęścia, że sąd postanowił wnikliwie zbadać sprawę. Gdyby trafił na sędzinę-feministkę – poszedłby siedzieć…

        Ale opinia i tak zszargana, bo oczywiście całe środowisko wie już lepiej i fama poszła. To, że okazał się niewinny już nikogo potem nie obchodziło…

        • psychologpisze

          Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, a jednak już czytałam o takich przypadkach. Straszne.

          • To jeszcze inna historyjka (z Polski): Kolega odszedł od żony (po czasie okazało się, że niestabilna psychicznie…). Ta, w zemście zgłasza na Policję, że jej mąż molestował córkę (3 latka) podczas kąpieli. Dowodem ma być fotografia ojca i dziecka w wannie, podczas kąpieli. Rusza sprawa. Wezwanie na Policję, zeznania itd. Potem wezwanie do sądu. Areszt na 2 miesiące (sic!!!). Na szczęście został zwolniony, bo ktoś poręczył. Stracił pracę, znajomych (przynajmniej zweryfikowali się prawdziwi przyjaciele), rodzina się odwróciła, w środowisku spalony… Po ponad roku szarpania, psim swędem (znów!) udaje mu się wybronić z zarzutów tylko dlatego, że ex-żona zaczęła świrować w sądzie (sceny, krzyki, głupie teksty do sędziny – która nota bene była po jej stronie od początku – samiec, twój wróg…). Po drodze zniszczone dziecko, które (to wyszło potem) było przez matkę zmuszane do świadczenia przeciw ojcu. Oczywiście w tym czasie ojciec nie miał kontaktu z małą. Gdyby ex-żona nie zaczęła dziwnie się zachowywać i zachowała zimną krew, kolega siedziałby w kiciu z wyrokiem za molestowanie własnej córki…

  • Gabrysia

    „Nie, nie, nie
    Nie to nie
    Mówię nie gdy myślę nie
    Czemu więc
    Czytasz nie
    Jakby nie było tak?”

  • Oczywiście zgadzam się, co do tego nie ma cienia wątpliwości – każdy człowiek operuje swoją własną wolą, nawet jeśli jest dla nas bliską osobą nie możemy robić pewnych rzeczy bez jego zgody.

  • Wciąż pokutuje myślenie, że jeśli kobieta powiedziała „nie” to przecież niekoniecznie miała to na myśli. Bo przecież kobiety to takie kokietki, które nie potrafią wprost wyrazić tego, co mają na myśli. Bo przecież kobieta daje znaki, kusi, no i potem ma za swoje.

    Tyle tylko, że to wcale tak nie powinno być, a „nie” zawsze powinno znaczyć tylko i wyłącznie „nie”.

  • 16latka

    U mnie było trochę „łagodniej”, choć to słowo zupełnie nie pasuje do tego, co wtedy czułam i wciąż czuje, ale nie było takiej brutalności w tym wszystkim. Zostałam skrzywdzona (to mniej bolesne określenie), gdy miałam zaledwie 7 lat. Wtedy nie rozumiałam do końca, co się stało i dlaczego. Nikomu nie chciałam o tym mówić, bo myślałam, że moje zdanie na ten temat jest nieistotne. Nie wiedziałam nawet jakimi słowami opisać to, co się stało. Wtedy nie znałam przecież słowa „seks”, a tymbardziej „gwałt”. Przez lata musiałam patrzeć na oprawcę i żyć z nim w jednym domu. Nikt nie wiedział jakie wzbudza u mnie uczucia – wstręt, obrzydzenie, strach… I wciąż nikt nie wie jak cierpiałam i cierpię do dziś…

    • Paweł

      @16latka Smutne i przerażające jest to co napisałaś, Wiesz jednym z istotnych spraw jest byś powiedziała o zaistniałej sprawie najlepiej na wizycie u psychologa, bo niestety najbliższe osoby raczej zbagatelizują sprawę mówiąc, że sobie to wymyśliłaś, zwłaszcza jeśli sprawcą jest ktoś z rodziny(chcąc by sprawa nie wyszła na jaw). Rozmowa z kimś bliskim niestety nie da Ci poczucia „zapomnienia”, a jedynie spowoduje pogorszenie Twojej samooceny(jeśli występuje), dlatego to Ci odradzam.

      • 16latka

        @PAWEŁ, dziękuję za komentarz i zawartą w nim radę. Niestety nie jestem w stanie z nikim o tym porozmawiać. Nie potrafię o tym mówić… Nie byłabym w stanie opisać całej sytuacji.. Napisać w internecie jest dużo prościej – jestem anonimowa, nikt nie ocenia, nie patrzy „krzywo”, nikt nie będzie patrzył na mnie z myślą „boże to ta zgwałcona” – po prostu boję się reakcji ludzi… Plus jest też taki, że w internecie nikt nie naciska, żebym podała szczegóły – piszę tylko to, co chcę – czy zlikwiduje to moje cierpienie? Na pewno nie…
        Ale czasem takie komentarze jak Twoje dają trochę wsparcia… Skoro nie potrafię o tym mówić, to nie będę miała żadnego wsparcia od osób, z którymi mam kontakt na co dzień (nawet jeśli powiem to wątpię, że dostanę wsparcie – z różnych powodów, ale też dlatego, o czym napisałeś – rodzina to zbagatelizuje), a w internecie chociaż w malutkim stopniu je dostaje. Nie jest to może nic wielkiego, ale czytając komentarz, taki jak Twój czy podobne, ma się poczucie, że ktoś rozumie. Mimo, że osoba zupełnie obca, ale to zawsze KTOŚ. Może to naiwne, głupie czy ogólnie bez sensu, ale póki co tylko na tyle mnie stać – na tyle mam odwagi.. Może jak będę starsza, będę umiała się przełamać i komuś powiedzieć.. Na ten moment za bardzo się boję i mówienie o tym za bardzo boli…

        • Paweł

          Strach jest zrozumiały, ale im dłużej będziesz zwlekać tym bardziej odciśnie swoje piętno w życiu dorosłym. Jeśli z tych powodów na ten moment nie jesteś w stanie z nikim porozmawiać. To proszę Cię nie myśl o sobie, że jesteś gorsza z powodu tego zajścia, bo jest to tylko dręczeniem samej siebie, a realnie nie ma to uzasadnienia.
          Mam nadzieję, że z czasem będziesz w stanie porozmawiać o tym z kimś o odpowiednim podejściu.
          A mogę Cię zapewnić, że żaden psycholog, terapeuta nie zrobi nic wbrew Twojej woli.
          Niestety masz rację, że bliskie kręgi znajomych mogą źle na to wszystko patrzeć.
          A może spróbowałabyś pisać bloga anonimowo. :)
          Podałbym Ci emalia, jak byś chciała porozmawiać, ale nie chcę byś pomyślała, że się narzucam.

          • 16latka

            Dziękuję za wszystkie wskazówki.
            Niestety już odczułam wpływ tamtego zdarzenia na moje teraźniejsze życie – przeraźliwie boję się mężczyzn… Może nie jest to do końca tak, że boję się, że ktoś mi coś zrobi i staram się myśleć, że nie każdy taki jest, ale mimo wszystko pojawia się blokada, która uniemożliwia mi nawiązanie bliższego kontaktu. Gdy zauważam, że ktoś się do mnie zbliża, obawiam się, że będzie chciał czegoś więcej i wtedy racjonalne myślenie się wyłącza, a włącza się paraliżujący strach i odtrącam wszystkich… Jeszcze nie jestem w stanie o tym opowiadać… Boję się i wstydzę… :(
            Mimo to dziękuję za próbę pomocy mi i za wszystkie słowa wsparcia. Też mam nadzieję, że przyjdzie dzień, kiedy się pozbędę tego lęku.
            Pozdrawiam.