MANUFAKTURA CODZIENNOŚCI – Joanna Matusiak

Zawsze mam mieszane uczucia, gdy trafiają do mnie książki pokroju „Manufaktury codzienności” autorstwa Joanny Matusiak. Bo czy to bardziej poradnik? Czy może książka trochę filozoficzna? Czy mnie czegoś nauczy? Czy stracę czas? Jako olbrzymia fanka reportaży i kryminałów, mam odwieczny problem z pozycjami stojącymi na półce Psychologia czy Rozwój osobisty, a które nie są książkami opartymi na badaniach, tylko jednostkowych doświadczeniach autora (jak to nieszczęsne „leczenie” depresji przez Panią Pawlikowską, o czym pisałam TU).

Ale Joanna Matusiak kupuje mnie już w pierwszych kilku zdaniach, kiedy pisze, że to nie jest książka poradnikowa, nikomu nie chce i nie zamierza mówić jak ma żyć. Opowiada o sobie. O swojej codzienności, o życiu, doświadczeniach, uśmiechu, kotach, kawie, cierpieniu, miłości. O wszystkim, co dotyka i dotyczy nas, jako ludzi. Opowiada o sobie i zaznacza, że nie ma zamiaru twierdzić, że ma monopol na bycie szczęśliwym. Zachęca do czytania, a jeśli ktoś zechce spróbować spojrzeć na świat i jej oczami, to proszę bardzo. Może zadziała.

„Czy byłaś już dziś szczęśliwa? Nie? To się pospiesz, dzień taki krótki. Ja już byłam – słońce czułam na twarzy, ptaków słuchałam, wsłuchiwałam się w oddech mężczyzny, potem on mnie tulił, czułam smak kawy, a teraz wierna kocia towarzyszka mruczy tuż obok, pod tym samym kocem. Tak. Przez godzinę mojego dnia byłam już wiele razy szczęśliwa niewidzialnymi szczęściami i jeszcze wiele razy będę.”

Autorka, świadomie czy też nie, w bardzo lekki i przyjemny sposób opisuje nam Mindfullness, które wspaniale wpływa na spokój ducha, czerpanie przyjemności z drobnostek i cieszenie się zastanym światem. Bo czy tak zupełnie szczerze potraficie każdego dnia dostrzec coś pięknego? Miłego? Fajnego? Potraficie cieszyć się z każdego łyka kawy, krzyku ptaków za oknem, zapachem nowej świeczki albo śmiać się szczerze z przypalonego obiadu? A Autorka potrafi.

I można powiedzieć, że skoro pracuje w domu i to też nie na pełen etat, to ma czas i warunki, by się skupiać bardziej na sobie, na głaskaniu kota czy zapachu kawy pitej co rano na tarasie. A my, pracujemy 8-10h w korpo, padamy z nóg i jedyne o czym marzymy to iść spać o 21.00. Rano w biegu pijemy rozpuszczalną Neskę i klnąc pod nosem zmieniamy buty, do których w nocy nasikał nam kot. Ale ale… Czy to nie wymówki? Nie wszystkie dni są kolorowe i fajne, jak to w życiu. Ale może warto zrobić sobie chociaż kilka godzin w tygodniu takich bardziej mind-full?

Książka może to ułatwić. I mimo, iż przeczytanie jej chwilę mi zajęło, bo odkładałam ją zirytowana, że Autorka tak bardzo się wszystkim potrafi cieszyć, a ja znowu zapomniałam kupić papieru toaletowego i pękły mi spodnie, to czytało się ją lekko. Nie jest to może MUST READ każdego człowieka na świecie, ale jeśli chcecie spojrzeć na świat człowieka, który czuje się naprawdę szczęśliwy i jak do tego stanu doszedł – to sądzę, że warto.

A kupicie ją np. TU.

EDIT: A jednak książka mnie trochę zwiodła. Po rozmowie z Autorką dowiedziałam się, że:

Pracuje więcej niż na jeden etat. Pracuje nawet na dwa. Jestem trenerem biznesowym, pracuje na zlecenie korporacji, prowadzę z przyjaciółką swój projekt warsztatów dla kobiet #zwykłedobreżycie, oprócz tego po 8-10 godzin dziennie robię swoje sploty. Moja doba trwa od 6.00- 23.30 więc czasu mam conajmniej tak samo jak inni co pracują w korpo. Nawiasem
Mówiąc pracowałam w korporacji przez ponad 10 lat zanim zostałam trenerem.