Jeśli nie będziesz moja, to nie będziesz niczyja.

NSAM08 17x11_txt rep_v2.indd

Poznajecie się na czacie. Albo nie. Lepiej! Trafiacie na siebie na forum dyskusyjnym. Zaczynacie rozmawiać i rozmawia Wam się bardzo fajnie, swobodnie, przyjemnie. W końcu łączy Was wspólna pasja do tego samego sportu (forum tematyczne). Lubicie też go oglądać. Na żywo także. Stąd kilka niezobowiązujących spotkań na turniejach lub w okolicy. Jest miło, ale do niczego między Wami nie dochodzi. W końcu on ma narzeczoną, a Ty – faceta. I oboje o tym wiecie. On o tym wie. I rozumie. I szanuje. A przynajmniej tak twierdzi.


Pewnego dnia dostajesz wiadomość, że jesteś piękna, mądra, wartościowa i że oszalał na Twoim punkcie do tego stopnia, że gotów jest zostawić narzeczoną i przejechać 3/4 Polski, by być z Tobą. Jakoś wyjątkowo szybko zapomniał o tym, że jesteś w szczęśliwym związku. Ucinasz to w zarodku. Piszesz jasno i wyraźnie, że nic między Wami nie będzie. Jest sympatyczny i dobrze Wam się rozmawia, ale na tym koniec i jeśli nie jest w stanie tego zaakceptować, to musicie przestać się ze sobą kontaktować.


Może wpada w panikę, może rzeczywiście rozumie. W każdym razie dostajesz wiadomość, że przeprasza, że jest ok, że się zagalopował, ale nadal chce mieć z Tobą kontakt. Oh, słodka naiwności! Przystajesz na to, bo w sumie czemu nie? Każdy ma prawo się zauroczyć, czy zakochać, ale jeśli stawiasz klarowne granice Waszej znajomości, to przecież wszystko jest w porządku. Korespondujecie. Komentujecie kolejne zawody, w których Twój ulubiony zawodnik wygrywa puchar. Dyskutujecie na ten temat i czujesz, że wszystko wróciło do normy.


Po paru tygodniach dostajesz smsa, że zostawił narzeczoną dla Ciebie i chce z Tobą zbudować nowe życie. Co robisz? Panikujesz? Mówisz o tym partnerowi? Nie. Ty postanawiasz znowu przemówić mu do rozsądku. Przecież to mądry facet, więc na pewno zrozumie. I znów tłumaczysz. Mówisz. Przekonujesz. W końcu jesteś psychologiem, potrafisz przecież rozmawiać z ludźmi. Z pacjentami tak, ale nie z kimś owładniętym obsesją.


Zaczynają się telefony. Najpierw pojedyncze ekscesy. Potem jest ich coraz więcej, aż w końcu wieczorem patrząc na ekran widzisz 120 nieodebranych połączeń i 95 smsów. Są skrajnie różne. Od wyznań miłosnych, po groźby śmierci (“Nie chcesz być moja dziwko, to nie będziesz niczyja”). Nagabuje Twoich przyjaciół. Jeździ do nich do pracy szukając Ciebie, śledzi każdy Twój krok. Zaczynasz się bać. I to naprawdę bać. Zmienia numery telefonu jak skarpetki, dlatego nigdy nie wiesz, czy to numer od znajomego, pacjenta czy znów od niego. Fotoszopuje zdjęcia, na których rzekomo jesteście razem. Włamuje się na Twoja pocztę, konto na Twitterze i przejmuje stronę na Facebooku. Używa Twojego nazwiska podszywając się pod Ciebie i rozmawia o Tobie z innymi ludźmi. Jest wytrwały. Skrupulatny. Żeruje na ludzkiej sympatii do Ciebie. Wie wszystko. Co jadasz, gdzie i z kim mieszkasz, z kim sypiasz. Wszystko.


Aż w końcu zaczyna kontaktować się z Twoją rodziną… I nagle dochodzisz do wniosku, że Ty nie boisz się o siebie, ale właśnie o nich. Czy zaatakuje Twoje rodzeństwo, gdy będzie wracało ze szkoły? Napadnie mamę wyprowadzającą psa? Miesza, komplikuje, sprawia, że ludzie przestają Ci wierzyć. Robi jedną z najgorszych rzeczy, jaka można zrobić człowiekowi: burzy jego poczucie bezpieczeństwa. Nie wiesz już czy możesz bezpiecznie wyjść pobiegać (“Oglądaj się za siebie”). Nie wiesz, czy znów Cię nie śledzi albo czy nagle na Ciebie nie napadnie wbijając Ci nóż w brzuch (“Zabiję Cię szmato, jak nie będziesz ze mną”). Sprawia, że NIGDZIE nie czujesz się bezpiecznie.


Panikujesz. Zaczynasz opowiadać o wszystkim rodzinie, partnerowi. Nie dajesz rady już ani tego ukrywać, ani tym bardziej z nim rzeczowo dyskutować. Ogarnął go szał. Jest zakochany, zaślepiony, chorobliwie zazdrosny. I nagle zaczynasz wątpić w samą siebie… Czy przypadkiem nie za często się śmiałaś w jego towarzystwie? Czy sposób, w jaki poprawiasz włosy mógł go podniecać? Dlaczego wciąż uważał, że go kokietujesz i tylko się z nim droczysz mówiąc, że z nim nie będziesz? Czy ten dekolt nie był za duży? Czy dałaś mu choćby przez ułamek sekundy do zrozumienia, że interesuje Cię jako facet, partner? Coraz mniej jesz, źle sypiasz, boisz się o własne zdrowie. I życie. Osaczył Cię, a Ty miotasz się jak zwierzę w klatce, która z godziny na godzinę robi się coraz mniejsza.


Cierpliwość się kończy. Strach o siebie i bliskich dochodzi do takiego poziomu, że zbierasz się w sobie i idziesz na komisariat policji. Wtedy słyszysz po raz pierwszy słowo STALKING. Uporczywe nękanie. Prześladowanie. Opowiadasz ze szczegółami o całej sprawie, dajesz dostęp do swojego komputera, maili, historii połączeń, billingów, smsów. Wszyscy znajomi zeznają, pokazują swoje telefony z wiadomościami (“Powiesz mi gdzie ona jest, albo pożałujesz”). Policja bardzo szybko go identyfikuje. Zwijają go.


Przestraszył się. Milknie. Twoja sprawa toczy się na policji, w prokuraturze i Twojej głowie. Nieustannie. Czy osiągniesz spokój? Nie. I niestety istnieje prawdopodobieństwo, że nie osiągniesz go nigdy. Bo Ty cały czas się boisz. Każde połączenie z nieznanego Ci numeru telefonu sprawia, że kurczysz się w sobie. Raz zniszczone poczucie pewności i bezpieczeństwa już nie zostanie odbudowane, a na pewno nie w całości.


Po jakimś czasie trochę o tym zapominasz, ale on o sobie nie daje. Obraca się w Twoich kręgach, lajkuje te same strony na Facebooku, zaczyna blogować o Waszej dotychczasowej wspólnej pasji, trafiasz na niego co jakiś czas w sieci. Zaczyna o Ciebie wypytywać innych ludzi, nawet takich, którzy mieli z Tobą jakiś chwilowy, jednorazowy, przelotny kontakt.


Zaczęłaś od nowa. Od tych małych rzeczy. Odbudowałaś swojego Facebooka, założyłaś nowe konto na Twitterze, odgruzowałaś zaufanie do rodziny i siebie samej. Próbujesz żyć tak, jak żyłaś przed tym wszystkim. Ale wiesz co? On tam jest. Obserwuje Cię. Widzi, co robisz. Czeka na umorzenie sprawy albo na wygaśnięcie wyroku i wiesz co, jest spora szansa, że zacznie się to wszystko od nowa. Co wtedy zrobisz?


Czym jest stalking według Kodeksu Karnego?


Art. 190a. Uporczywe nękanie – stalking.
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.

§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.


W pierwszym półroczu 2012 roku zgłoszono na policję blisko 2000 spraw o stalking. Skuteczność policji wyniosła 77%. Większość zgłoszeń się potwierdziła, ale tylko część z nich zakończyła się wyrokiem sądu i zakazem zbliżania czy też zamknięciem stalkera w więzieniu. Dużo? Mało? Gdy ja zgłaszałam się na policję w swoim niezbyt wielkim mieście, jednocześnie z moją, toczyły się 63 sprawy o prześladowanie.


Co roku w Stanach Zjednoczonych prześladowanych jest ponad 6 milionów ludzi. Jedna na 6 kobiet i jeden na 19 mężczyzn. Stalking to niechciane i/lub obsesyjne skupianie uwagi na innej osobie. Jest napędzane odrzuceniem, zazdrością, zemstą. Może być efektem nieudanego związku lub skrajnych obsesji. Każdy może być prześladowcą. Były chłopak, współmałżonek, obcy. Każdy może być ofiarą. Ostatnio zdarza się to coraz częściej. Facebook, Twitter, Instagram, Snapchat, Tinder, jakakolwiek inna aplikacja jest dzisiaj na topie – dajemy do siebie za dużo dostępu. W ciągu ostatnich 10 lat, głównie poprzez media społecznościowe, było 3 razy więcej prześladowań. Prześladowania celebrytów i gwiazd, to ledwie 10% wszystkich spraw. Większość ofiar jest kimś jak Wy czy ja.”


Uważajcie na siebie. W Internecie i życiu codziennym.

  • kinga

    Oj jak ja to dobrze znam. Nie było strachu. Była moja wściekłość, że dałam się nabić w butelkę. A po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że zabrano mi w 100% zaufanie do każdej nowo poznanej osoby, że już się nie wie co jest prawdą, co czyimś chorym kłamstwem.

  • Miałam stalkera. Pamiętam go aż za dobrze. Kiedy byłam prześladowana, stalking nie był karalny (przełom 2010-2011 roku), nic nie mogłam zrobić. Mogłam jedynie się postawić, walczyć. Mówiłam wszystkim o tym, co się wydarzyło, miałam wsparcie. To mi pomogło. Uwolniłam się od niego. Ale po dziś dzień boje się wychodzić po zmroku, to gdzieś tam siedzi, w głowie… I daje o sobie znać…

    Moja historia, w porównaniu do Twojej, to pryszcz. Tylko strach taki sam (chyba).

    pisałam o tym u siebie: http://babskiepisanie.blogspot.com/2015/06/stalking-naucz-sie-z-nim-walczyc.html

    • Historia straszna tak samo. Nie wartościuję tego, bo bez względu na przeżycia i ryzyko – strach jest niemal zawsze taki sam. Ogromny. Bardzo współczuję, ale cieszę się też, że udało się go pozbyć. Mam nadzieję, że z czasem, mimo wszystko, lęk trochę zblednie. Chociaż wiem, że to szalenie trudne…

  • To straszna jak się czyta, ale nie chciałbym przez to przychodzić nigdy.

    • Monika

      Niestety, bardzo przykra sprawa. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Oby było ich jak najmniej.

  • Mnie kiedyś nękano głuchymi telefonami z zastrzeżonego numeru, często w środku nocy, 4-5 rano. Nauczyłam się wyłączać dźwięki telefonu na noc – rano na telefonie było 1-2 nieodebrane połączenia. I na początku tak prawie codziennie. Ignorowałam to, w końcu po jakimś pół roku telefony się skończyły. To było parę lat temu, do tej pory nie mam pojęcia, kto to był.

    • Monika

      Najważniejsze, że to się skończyło, chociaż długo musiałaś na to czekać. Dobrze, że były to tylko głuche telefony.

      • Powiem Ci, że w pewnym momencie miałam ochotę zmienić numer i jak dzwonił, kiedy byłam gdzieś na mieście, to zastanawiałam się, czy mnie nie obserwuje np. itp. I trochę się bałam w sumie. Miałam podejrzenia co do jednej osoby, bo często telefony były o 4.-5. rano, a mało kto nie śpi codziennie o tej godzinie… W każdym razie chcę podkreślić, jak bardzo jest to powszechne. Moją byłą współlokatorkę prześladował z kolei jawnie jej były narzeczony. I potem się dziwić, że ktoś nie ma zaufania do ludzi…

        • Monika

          Z przykrością stwierdzam, że jest to coraz powszechniejsze, tylko kobiety (one są najczęściej ofiarami) nie zgłaszają tego. A niestety, różnie się to może skończyć. Trzeba o tym mówić.

  • Zatkało mnie. Nic nie powiem, a jak się spotkamy to przytulę :* po prostu.