Kim jesteś?

-Kim jesteś?

-Psychologiem.

-Czyli?

-…

No właśnie. Psychologiem czyli kim?
Spotykałam się z różnymi określeniami. Od „przyjaciela za pieniądze” począwszy, na „lekarzu dusz” skończywszy. Każde z nich jest przesadzone. Chociaż wielu z nas chce tak myśleć, że leczymy dusze, na siłę próbując pokazać, że jesteśmy lekarzami.

Nie jest tak i to trzeba sobie jasno uświadomić. Moim zdaniem psycholog to nikt inny jak wykształcona (!) kierunkowo osoba, która posiada wiedzę, umiejętności i doświadczenie w dziedzinie, w której chce działać i pracować. I nie ma znaczenia, czy jest to psychologia kliniczna, marketingu i zarządzania, społeczna czy psychologia zachowań seksualnych – aby móc się nazywać psychologiem z prawdziwego znaczenia zacznij spełniać powyższe warunki.

Wtedy podam Ci rękę. Jak równemu sobie.

  • Ania

    Dzień dobry :) Świetny wpis i ciekawa definicja psychologa – nazywanym również (z czym się spotkałam) człowiekiem, który czyta w myślach, z fusów i rozwiązuje KAŻDY problem, na wszystko ma odpowiedź… Dopiero zaczynam przygodę z Twoim blogiem i już teraz (po zapoznaniu się z kilkoma wpisami) mogę napisać, że jest to jeden z lepszych blogów psychologicznych – może dlatego, że nie jest pseudo-psychologiczny.
    Wracając do powyższego wpisu – przydałby się wpis na temat ludzi, którzy wybierają psychologię, jako kierunek studiów, bo coś trzeba wybrać, bo to przedmiot humanistyczny, łatwy, lekki i przyjemny… A na III, IV roku budzą się z ręką w nocniku ponieważ prawda jest zupełnie inna i okazuje się, że obrana droga nic nie wnosi do ich życia prócz stresu, z powodu ilości warunków. To smutne i warte refleksji, dyskusji. Z chęcią poczytałabym twoje przemyślenia na ten temat (a jeżeli już o tym pisałaś) to z chęcią dokopię się do takowego wpisu :) Życzę wszystkiego dobrego i miłego blogowania.

    • Monika

      Bardzo Ci dziękuję za te wspaniałe słowa :) Bardzo się cieszę, że blog się podoba. Nie pisałam jeszcze o ludziach, którzy wybierają psychologię, zastanowię się nad tym, chociaż rzetelny tekst wymagałby jakichś chociaż minimalnych badań, ale pomyślę o tym :)