Pani D. i triumf

Dzisiaj opowiem Ci, jak to jest umierać w środku… Samotnie. Bez rodziny trzymającej za rękę i łez. Dzisiaj opowiem Ci, jak to jest gdy umierasz tak, jak nikt nie widzi. Bo nawet gdyby bardzo chciał to zobaczyć, to nie potrafi. Może to i lepiej…


Masz kochającego partnera, piękne mieszkanie (wynajęte, ale ślicznie urządzone i tylko na chwilę, zanim przyjdzie czas na własne miejsce na ziemi), wspierającą pełną rodzinę, fajnych znajomych, mnóstwo wsparcia, wymarzone wakacje gdziekolwiek zechcesz. Jesteś bystry, wykształcony, rozwijasz się w wymarzonym kierunku. Robisz dużo dobrego. Pomagasz innym, wspierasz, doradzasz, z przyjemnością poświęcasz swój czas.


I nagle bum. Przychodzi Ona. Pani D. Ona ma w dupie Twój śliczny pokój dzienny i wakacje na Kanarach. Ma w dupie, że się starasz, że próbujesz, że jesteś dobry, pomocny i zawsze uśmiechnięty. Ma to w dupie tak głęboko, że uderza w Ciebie w jednym z najfajniejszym momentów w życiu. Ma to w dupie tak głęboko, że żadne pieniądze i najlepsi lekarze świata nie są w stanie jej przegonić. Bo wszyscy chcą szybko, a Ona nie… Ona się rozsiada wygodnie na Twojej klatce piersiowej i dusi. Powoli, ale skutecznie i sukcesywnie. Poddusza, nie pozwala spać, tworzy gulę w gardle, która w końcu musi się wydostać. I wydostaje się. Z kolejną falą łez i głośnego szlochania.


“Czemu płaczesz?” “Masz takie cudowne życie, wszyscy Ci zazdroszczą, a Ty leżysz i płaczesz.” “Weź się w końcu w garść, przecież nic złego się nie dzieje.” No tak. W sumie otacza Cię pełnia szczęścia, sielski obrazek poprzetykany drobnymi problemami, których nawet byś tak nie nazwał, ale nie ma na to innego lepszego określenia. Drobiazgi. A potem jest Ona. Wkrada się w Twoją rodzinę. W ten radosny pejzaż włazi z ubłoconymi buciorami i wyciąga z Ciebie wszystko, co było kiedykolwiek dobre. Zaczyna od uśmiechu, bo już Ci się nie przyda. A na pewno nie w najbliższym czasie. Potem zabiera Ci sen. Apetyt. Siłę na cokolwiek. Potem kradnie Twoją wysoko uniesioną głowę i dostajesz w zamian plecak wypełniony granitem i koło młyńskie na szyję. Mało? Odbiera Ci ochotę na seks. Na jakąkolwiek bliskość z drugim człowiekiem. Potem odbiera Ci pasję. Na końcu zabiera Ci to, kim kiedyś byłeś. Zamieniasz się w szczura w klatce własnego bólu, którego nikt nie rozumie, a Ci, którzy powinni, bo kiedyś tego doświadczyli, już dawno zapomnieli jak to jest. I dobrze. Niech to od siebie odrzucą jak najdalej. Ten syf, muł i 10 ton wody, która zalewa Ci płuca, tak że nie możesz nabrać oddechu i krzyczeć.


Wszystko odbywa się obok Ciebie. Wrzeszczysz, ale w środku. Miotasz się. By w końcu odpuścić… Ileż można się zmagać samemu ze swoim umysłem? To mózg choruje czy Ty? Twoje jestestwo zachorowało, to kim jesteś, co czujesz, jak żyjesz… Twoja osobowość. Wszystko to, kim się czujesz. Odpuszczasz. Od miesiąca odkładasz tabletki nasenne do szuflady. I tak nie pozwalały Ci zasnąć, więc może w końcu się na coś przydadzą. Przynajmniej W KOŃCU odpoczniesz. Odetchniesz. Poczujesz ulgę. Czy nie o to w tym wszystkim chodzi? Żeby Ona w końcu wygrała i dała Ci spokój?


BxDMdOVCcAAipYo

  • OLC

    Przez ostatnie miesiące nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przeczytałam dzisiaj ten wpis i zrozumiałam. Pani D. gości u mnie od jakiegoś czasu tylko jeszcze nie do końca znałam jej zamiary. Teraz już wiem i wszystko układa mi się w tak spójną całość. Jest dokładnie tak jak w notce powyżej, a ja nie cierpię pani D. całym sercem, ale nie mam na tyle siły by ją wyrzucić.

  • Ola

    Czytałam Pani wpis zdanie po zdaniu i ciągle w głowie miałam ‚tak, tak właśnie jest..’ Mam 16lat, a z „panią D” znam się długo i za nic nie chce się ode mnie wyprowadzić… :(

  • sylwester_j

    Znamy się, znamy z panią D. Na szczęście chwilowo się wyprowadziła. I mam nadzieję że prędko nie wróci :)