Żadna noc nie może być aż tak czarna…

…żeby nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. – Phil Bosmans

Depresja może się wydawać czarną nieprzeniknioną nocą. Ciemnością, z której nie da się uciec i nie ma możliwości dostrzec ani jednej gwiazdy, a co dopiero wyjść na słońce. Dopiero leki przeciwdepresyjne mają pokazać osobom chorym na depresję maleńką gwiazdkę, światełko w tunelu, które wyprowadzi ich na światło dzienne.

Kiedy cierpisz na depresję, bo to jest cierpienie, odczuwasz pustkę i ciągłe przygnębienie. Poczucie winy, oczekiwanie kary za coś, co nie jest Twoją winą, ale to nieważne, czy ktoś zawinił czy nie. Kara należy się Tobie. Częsty płacz, smutek, wzrok wbity w ziemię, przygarbiona sylwetka, która wyraźnie wskazuje na to, że boli Cię dusza. Nie jej fragment. Cała dusza boli. Dusisz się we własnym ciele, własnym jestestwie. Najgorsze jest chyba to, że nie możesz na to nic poradzić. Zachowujesz trzeźwość i logikę myślenia. Zdrowy rozsądek podpowiada Ci, że nic się złego nie dzieje. Może jakieś życiowe zmiany, może trochę stresu w pracy, może przeszłość Cię ściga. A jednak emocje wiedzą swoje. Ciało broni się przed zdroworozsądkowym myśleniem i pozwala Ci zatopić się w bólu. Nie możesz spać albo śpisz za dużo. Tracisz apetyt, chudniesz. Nic Cię nie cieszy. Tracisz zainteresowanie swoim hobby. O seksie niemal zapominasz. Czujesz wielką chęć na alkohol. To jedyny sposób, który znasz i wiesz, że daje ukojenie. To nic, że chwilowe… Wieczne zmęczenie. Ciągły brak energii. Niepokój. Czy może nawet lęk. Miewasz myśli, że wszystkim dookoła lepiej będzie bez Ciebie. Że w zasadzie jesteś zbędny im do życia i może lepiej byłoby…
Do tej pory sobie z tym radziłeś, więc czemu nie teraz?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że ponad 350 milionów ludzi na świecie cierpi na depresję, ale z powodu stygmatyzacji tej choroby, podejrzewa się, że liczba ta jest dużo większa, niestety osoby te nie szukają pomocy, leczenia i ulgi w cierpieniu.

Często nadużywa się słowa „depresja” nazywając każdy dołek i chandrę tą nazwą. Przez to nieco się bagatelizuje jej znaczenie.

Jak dokonać rozróżnienia?

Istotne są: obraz kliniczny i nasilenie zaburzeń (w depresji jest duże), czas trwania zaburzeń („chandra” jest stanem krótkotrwałym – trwa kilka godzin lub maksymalnie dni), funkcjonowanie (depresja powoduje znaczną dezorganizację życia), skuteczność farmakoterapii (w depresji leczenie przynosi ulgę, w „chandrze” nie ma wpływu na stan).

Gdy nasze ciało ogarnia stres, silny, długotrwały stan napięcia, powoduje to zanikanie, obumieranie, obkurczanie się w naszym mózgu połączeń neuronalnych, które odpowiadają za przesyłanie serotoniny (hormonu radości) do mózgu. Dlatego leki przeciwdepresyjne maja za zadanie pomagać w przesyłaniu serotoniny oraz odbudowywać obumarłe połączenia neuronalne.

Polecam serdecznie poniższy artykuł na ten temat.
http://wiedza.newsweek.pl/jak-leczyc-depresje–miliony-nowych-neuronow,101492,1,1.html

Depresja jest chorobą wyleczalną. Tylko trzeba, TRZEBA zgłosić się do specjalisty. Najlepszy będzie psychiatra. On zaleci leczenie farmakologiczne i wyśle na terapię do psychologa. Indywidualną lub grupową. Warto z tego rozwiązania skorzystać. Dopiero leki, psychoterapia, odnalezienie pasji, hobby, może zwierzak, nawiązanie kontaktów społecznych i stworzenie, zbudowanie na nowo swojego małego świata sprawi, że powoli, krok po kroku, dzień po dniu, uda się wyjść z depresji.

Czy możesz pomóc sobie samemu? Tak. Na stronie www.depresja.org można znaleźć 20 przykazań, których warto przestrzegać.

ZASADY OBOWIĄZKOWE

  1. Przyjmujmy leki według wskazówek lekarza. Nie odstawiajmy samodzielnie leku przeciwdepresyjnego.
  2. Przychodźmy na wszystkie spotkania terapeutyczne, mówmy lekarzowi czy psychoterapeucie o objawach i pytajmy, jeżeli mamy jakieś wątpliwości.
  3. Jeżeli lekarz nie zdobył naszego zaufania, zmieńmy go, lecz nie przerywajmy leczenia.
  4. Obniżmy oczekiwania wobec siebie i nie przyjmujmy zbyt dużej odpowiedzialności.
  5. Będąc w depresji, nie podejmujmy żadnych ważnych decyzji życiowych.
  6. Starajmy się, aby w naszym życiu było mniej stresu.
  7. Unikajmy alkoholu i narkotyków. Na krótko poczujemy się lepiej, lecz w końcu pogłębią depresję.
  8. Dajmy sobie czas – depresja nie zniknie w ciągu tygodnia.
  9. Powtarzajmy, że depresję można leczyć, mimo że choroba powoduje, że w to nie wierzymy.
  10. Pamiętajmy, że nasi bliscy nie rozumieją naszego cierpienia. Depresja nie jest łatwa ani dla chorego, ani dla jego otoczenia.

PORADY PACJENTÓW

  • Dzielmy duże zadania na mniejsze i róbmy tyle, ile potrafimy.
  • Nie bądźmy perfekcjonistami i nie potępiajmy siebie, jeżeli coś nam nie wyjdzie.
  • Trzymajmy się rutynowego planu dnia – wstawajmy, spożywajmy posiłki i chodźmy spać o tych samych porach.
  • Gimnastykujmy się regularnie, uprawiajmy sport. Ćwiczenia redukują stres i poprawiają nastrój. Lepsze krążenie krwi i dotlenienie powodują, że mózg wydziela endorfiny, które są naturalnymi antydepresantami.
  • Słuchajmy muzyki podnoszącej na duchu.
  • Spróbujmy rozmawiać z bliskimi o swoim cierpieniu. Rozmowa leczy.
  • Sprawiajmy sobie małe przyjemności.
  • Odkryjmy zapomniane hobby.
  • Rozwijajmy swoje wiadomości o zaburzeniach depresyjnych. Im więcej wiemy, tym lepiej sobie poradzimy, a może pomożemy też innym.
  • Dbajmy o higienę, chociaż tak trudno wstać z łóżka.

Pamiętaj, że w swojej chorobie nie jesteś sam. Niektórzy tak myślą, że to ich ból i nikt nie jest w stanie nie tylko ich zrozumieć, ale też pomóc w jakikolwiek sposób. Masz dla kogo żyć. I żyj też dla siebie.

Wszystkim zmagającym się z depresją, życzę dużo wytrwałości i cierpliwości w walce z chorobą.
Da się z niej wyjść, nawet jeśli przez chorobę myślisz, że tak nie jest. To chwilowe. Wszystko mija…

  • Dorota

    Jeśli człowiek przez wiele lat boryka się z depresją to miMo niej musi podejmować decyzje.

  • Leczę depresję metodą niekonwencjonalną, w tym wypadku hipnozą. Farmakologia nie działa, ale leki dają stałych klientów dla psychoterapteów. Jestem w stanie wyleczyć z depresji w ciągu jednej sesji, to jest straszne jak psychoterapeuci i psychiatrzy nie mają pojęcia jak wyleczyć tak prostą sprawę jak depresja.

  • Darek

    Zapraszam Cię na moją stronę „Oswajam Depresję” lub profil „Oswoić Depresję”. Próbuję z tym walczyć. To taka forma autoterapii dla mnie.
    Pozdr.Darek

  • Darek

    Chociaż tkwię w tym po uszy, to jednak nie podoba mi się powszechnie przyjęta definicja „leczenia”, zwłaszcza farmakologicznego. Przecież uleczyć człowieka to nie znaczy stępić jego wrażliwość na to, co dzieje się w jego życiu i chemicznie spowodować u niego zadowolenie – również z tego, co go właśnie pchnęło do stanu bliskiego dna. Rozumiem, że w depresji, w której istnieje fizyczne zagrożenie życia, w której człowiek nie ma już ochoty oddychać taki „kop chemiczny” jest potrzebny chociażby po to, żeby ten podźwignął się z ziemi i zadbał o swoją fizjologię. Jednak, żeby wyleczyć duszę, trzeba wziąć za bary kawał obecnego życia, pozmieniać to, co bezpośrednio wpłynęło na to, że upadliśmy i nie możemy wstać. Trzeba wkurwić się na samego siebie i pozałatwiać sprawy, popchnąć te kłody, o które się przewróciliśmy. Od początku nurtuje mnie pytanie, czy robić to na haju po prochach, czy jednak z depresyjnym „wkurwem”, który można zamienić w złość, potrzebną do rozwalenia barier. Zryłem swoim mózgiem niejedną podłogę. Nie jadłem, nie piłem, nie spałem. Gdy zamykałem oczy widziałem potworne obrazy, koszmary jak z najgorszego psychodelicznego filmu. Było źle, było zagrożenie zdrowia. W akcie bezsilności wziąłem prochy, przepisane mi przez lekarzy – najpierw jedne, potem drugie, potem trzecie. Każde były warte tyle, co kurz na podłodze. Oprócz tego, że mi się chciało spać, nie osiągnąłem w ten sposób nic. Jak mam pozałatwiać sprawy, które mnie wywróciły jako człowieka śpiąc – do cholery. Właśnie kończę kolejny eksperyment z kolejnymi prochami. I znów nic. Mam wrażenie, że przez miesiąc łykałem jakieś placebo, albo inne cukierki. Jest jak było. Trzeba pomóc sobie samemu. Wyjść z siebie, stanąć obok i spojrzeć na to leżące bezwładne ścierwo. Podnieść je za ryj i trzepnąć porządnie. Wyjąć z siebie to drugie „ja”, które każdy ma. Tak właśnie próbuję zrobić. Przestawiłem sobie klapkę w mózgu. Przekręciłem ją ze strony, na której było napisane „niemoc, zwątpienie, spanie i chlanie” na stronę z napisem „dość kurwa tego, spinam pośladki, rozwalam kłody. Mam mieć dom z ogródkiem a nie zaszczaną podłogę w hotelu, na której ląduję bezsilnie tak często”.

    • Monika

      Nie do końca mogę się zgodzić z tym tokiem rozumowania. Oczywiście najlepiej i stosunkowo „najłatwiej” byłoby gdyby każdy chory po prostu pewnego dnia wstał i „wziął się w garść”, ale to nie działa w ten sposób. Co z osobami, które mają nie depresyjny nastrój, ale uszkodzone przewodzenie serotoniny? To jest już wada układu nerwowego, hormonalnego. Nie da się wtedy „zebrać do kupy” i podnieść z podłogi gdy nie ma wspomagania farmakologicznego.

  • Savathus

    Można leczyć ale czy wyleczyć?? Po kilku podejściach i kilku lekach antydepresyjnych mam wątpliwości.

    • Monika

      Odnoszę wrażenie, że można „wyciszyć” depresję. I pilnować się już do końca życia, żeby nie wróciła. Czy wyleczyć? Trudne pytanie.

  • Diesel

    Potworna choroba. Nie ma chyba nic gorszego od niszczenia psychiki człowieka. Jednak dobrze, ze da się to leczyć :)