Blog dla chcących więcej

ZABURZENIA

Pani D. – Historia K.

16 lipca 2019

Pani D. – Historia K.

Kiedy zaczęła się moja „przygoda” z depresją? Tego nie wiem, ale datę 10 maja 2019 roku zapamiętam na długo. Stoję przy recepcji podając swoje dane, następna wizyta u jakiegoś specjalisty, nie potrafię już nawet policzyć, która. Nagle pada pytanie: „leczyla się Pani w szpitalu psychiatrycznym, jakieś próby samobojcze?”

No tak, przecież jestem w Poradni Zdrowia Psychicznego, odpowiadam, że jak narazie nie było potrzeby.

Siadam w poczekalni i czekam…

Nie, nie na wizytę u lekarza psychiatry, tylko na spotkanie z terapeutą. Wchodzę do gabinetu, zaczyna się cała seria pytań:

  • jak się Pani tu znalazła?
  • jak długo trwa ten nastrój?
  • od kiedy się Pani nie uśmiecha – no właśnie kiedy ja ostatni raz się śmiałam?

Ciężko sobie przypomnieć, ale nie! Już pamiętam! To chyba był styczeń, a może w grudniu…

Nastepne pytanie:

  • jak Pani sypia – i znowu nie wiem co powiedzieć… Że nie pamiętam, kiedy ostatni raz przespalam dłużej niż 4 godziny? Że budzę się o 3, czasami 4 nad ranem..?

No, ale nic to, myślę, jedna wizyta i więcej się nie zobaczymy. Dalej odpowiadam na pytania, patrzę na jej reakcje i widzę, że uśmiech który miała na twarzy od początku wizyty zaczął znikać… Ale najlepsze wydaje mi się pytanie jak tam trafiłam, no właśnie jak?

Ostatnie tygodnie, to ciągłe wizyty u lekarzy. Bóle głowy, brzucha, bóle w klatce piersiowej, tyle badań, które nic nie wykazały.

Własnie tak się tam znalazłam, trafiłam na fotel w gabinecie psychoterapeuty, bo jeden z lekarzy zasugerował mi stany depresyjne i przepisal antydepresanty – a ja nie miałam zamiaru ich brać. Nie jestem wariatką!

Koniec wizyty, nareszcie, ale Pani terapeutka umawia mnie na dwie następne: „musimy się jeszcze te dwa razy spotkac, a póżniej zobaczymy”. Mowi patrząc na mnie, myślę sobie no ok, trudno, trzeba.

W domu zaczynam czytać na temat depresji wszystko, co tylko możliwe, mam wrażenie jakby ktoś opisywał mnie, ale to nie możliwe, ja jestem ZDROWA. I mijają dni, jeden za drugim, a ja dostrzegam, że w każdą wykonana czynność wkładam ogromny wysiłek, że coraz mniej wychodzę z domu.

Dokładnie pamiętam moment, kiedy pierwszy raz pojawiło się zdanie „ma Pani depresję ,jest Pani chora”. Nie chciałam tego usłyszeć, mimo że gdzieś w środku czułam ze tak może być.

Umawiamy się na kolejne sesje i na wizytę do psychiatry. Następne dni mijają mi praktycznie identycznie. Już nie wychodzę z domu. Na samą myśl o tym mam ataki paniki, myśli samobojcze już na stałe zamieszkały w moje głowie, próbuję walczyć, staram się żyć normalnie, ale depresja mi nie pozwala…

Chcę umrzeć, chcę przestać się męczyć i chcę, żeby inni przestali się ze mną męczyć.

Kolejne spotkanie z terapeutka, pada pytanie o to, co bym zrobiła ze swoim życiem – odpowiadom, zgodnie z prawdą, że bym je skończyła.

Praktycznie od razu ląduję w gabinecie lekarza. Krótka rozmowa, zmiana leków, za miesiąc do kontroli.

Żeby sobje ulżyć zaczęłam się okaleczać: rozgrzany papieros czy nacięcie na nodze, żeby pojawiła się krew, czuję ból, ale fizyczny, a on boli mniej, niż to, co się dzieje gdzieś tam w środku.

Mam 32 lata i moja przygoda z depresją trwa, od nie wiem kiedy. Ile będzie trwać? Tego też nie wiem. Kto wygra? Na to tez nie znam odpowiedzi…

Na razie próbuję, próbuję jeszcze żyć…

K.


    Psycholog. Mental Health Worker w organizacji rządowej w Sydney. Absolwentka Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Fascynuje mnie człowiek. Prywatnie uwielbiam podróże, merytoryczne dyskusje do rana i inspirujące książki. Mam słabość do Coli No Sugar i czerwonych żelków. Opowiesz mi coś o sobie?


    poprzedni artykuł

    Fakty o borderline

    następny artykuł

    Wypalenie i jak mu zapobiegać?