Blog dla chcących więcej

Eksperymenty psychologiczne

Tęczowa terapia, czyli jak wyleczyć homoseksualistę

9 marca 2013

Do roku 1973 homoseksualizm uważany był na zaburzenie psychiczne. Aż do początku lat 90-tych XX wieku, był według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) uważany za jednostkę chorobową.
Ponieważ do tego czasu orientacja ta była postrzegana jako psychopatologia, wiadome było, że pojawią się specjaliści chcący „pomóc chorym”.

Poza różnymi terapiami, z których jedną najbardziej popularyzowaną w latach 60-tych przez kościół było małżeństwo (heteroseksualne oczywiście), największą popularność zdobyła tzw. terapia awersyjna. Masz awersję do czegoś? „Odrzuca” Cię na zapach/smak/dotyk/widok czegoś? Więc już zapewne się domyślasz na czym mniej więcej mogła ona polegać.

Jako metoda z terapii behawioralnej, zakładała, że homoseksualizm jest zachowaniem wyuczonym, pewnym nawykiem i można go chorego oduczyć. Każdy pacjent, który postanowił się poddać takiemu leczeniu był sadzany na krześle, a do różnych części ciała miał podłączane elektrody. Wyświetlano mu zdjęcia kobiet i mężczyzn w strojach plażowych, nagich, w sytuacjach erotycznych. Gdy leczony wykazywał zainteresowanie (pocenie skóry, szybsze bicie serca, podniecenie) homoseksualnym zdjęciem-był natychmiast rażony prądem i podawano mu środki powodujące silne wymioty. W ten sposób bodziec homoseksualny skojarzony z bardzo nieprzyjemnymi dolegliwościami miał zostać wyparty i oduczony.

Profesor psychiatrii Spitzer (wtedy jeszcze doktor) stosował wyżej opisaną metodę na wielu swoich pacjentach. Według jego zapisków prawie 66% mężczyzn i 44% kobiet „mogło zostać wyleczonych ze swoich zachowań seksualnych”. Sprawiło to, że teoria o chorobie pokutowała przez tak długi czas.

Dziś już oficjalnie terapii awersyjnej się nie stosuje. Jednak w praktyce pewne jej elementy bywają nadal praktykowane, np. przy leczeniu pedofilów-gwałcicieli czy alkoholików.

Badania przeprowadzone po takich eksperymentach wykazały, że wielu „leczonych” w ten sposób homoseksualistów wykazywało silne załamania nerwowe, wiele prób samobójczych, nieakceptowanie własnej seksualności, depresje i nerwice.

Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Czy terapie tzw. leczenia, mogą w Twojej opinii przynieść jakiś skutek? Czy należy uczyć się akceptacji własnej seksualności po prostu?


    Psycholog. Absolwentka Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Fascynuje mnie człowiek i nauka. Prywatnie uwielbiam podróże, merytoryczne dyskusje do rana i inspirujące książki (zwłaszcza reportaże i pozycje naukowe). Mieszkam w Sydney i podglądam życie Australijczyków. Opowiesz mi coś o sobie?


    poprzedni artykuł

    Każdy człowiek jest oprawcą

    następny artykuł

    Słowa, które nic nie znaczą