HEJTOHOLIK – Michał Wawrzyniak – recenzja

Czym jest hejt?

To nie jest konstruktywna krytyka, którą można ubrać w tzw. trenerską SpiNKĘ:

S – sprecyzuj

P – pozytywy

i

N – negatywy

K – powiedz o konsekwencjach

A – zaproponuj alternatywne rozwiązanie.

Nie jest to nawet zwykła krytyka, która nic nie wnosi do dyskusji, ale nie obraża autora danego materiału. Wytyka błędy, poddaje w wątpliwość pomysł, ale jednocześnie nie ma w niej propozycji innego rozwiązania.

HEJTOH_okladka

Nie, hejt, to mowa nienawiści. Ludzie napędzani gniewem, poczuciem krzywdy, bardzo niską samooceną, chęcią niewyrażonej zemsty. Ludzie być może skrzywdzeni tak samo, jak teraz ranią innych. Ludzie, którzy czują się w internecie bardzo anonimowi (zapominając, że sprawdzenie adresu ip to 3 minuty roboty i wpisanie kilku haseł w Google). Ludzie, którzy nie znają innego sposobu na poprawienie sobie samopoczucie i podbudowania poczucia własnej wartości, niż dokopanie innym. Im bardziej zgnojony autor, tym większa radość hejtera.

Książka Michała Wawrzyniaka pozostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. Niewątpliwie dotyka ona tematu, który w dzisiejszym świecie jest bardzo powszechny. Nie tylko w Internecie, ale także w szkołach czy pracy. Podejrzewam, że większość z Was (nas) była i/lub będzie ofiarami hejtu.

Autor opisuje sposoby radzenia sobie z nim, a w konsekwencji nawet opcje zarabiania na tym, że ktoś Cię nienawidzi. Ciekawe prawda? Ma to jednak kilka wad, nad którymi autor już się raczej nie pochyla, a główną z nich jest to, że aby wyciągnąć z hejtu jak najwięcej, musimy się w tym gównie zanurzyć po uszy. Reagować na maile. Odbierać telefony. Odpisywać na wiadomości. Musimy dać się zgnoić jeszcze bardziej (niesłusznie przecież) i narazić swoją psychikę na nokaut, po to, by (zdaniem Wawrzyniaka) się na hejt uodpornić.

I tu nastąpił mój wewnętrzny zgrzyt. Z walki z hejtem autor zrobił swój pomysł na biznes. Rozwija swoje wystąpienia coachingowe i mentorskie także w tym kierunku. Wydaje książki. Wyrusza w trasy na spotkania z fanami jego osoby i jego firmy, by „porozmawiać o hejcie”.

Wśród prawdziwych historii opowiadających o tym, jak hejter potrafi naprawdę utrudnić komuś życie. Wśród ciekawostek, sposobów na hejt, dobrych rad, dosadnego języka, który trafia do emocji i wyobraźni czytelnika, zabrakło mi… jakiegoś takiego pochylenia się nad drugim człowiekiem. Zabrakło mi zgłębienia tematu od strony bardziej psychologicznej (może to tylko moje skrzywienie), bo nazywanie hejtera psychopatą, jak robi to autor, jest nie tylko upraszczaniem, ale też mijaniem się z prawdą. No, ale takie słowa-hasła trafiają do czytelników. Zwłaszcza młodych, którzy żyjąc już w zasadzie tylko w internecie, narażeni są na hejt dużo bardziej niż inni.

FB_HEJTOH_1200x1200_sen

To, czego mi zabrakło chyba najbardziej to to, by pokazać, że odpowiadając na hejt – generujemy go jeszcze więcej. Czasem po prostu najlepiej jest odpuścić. Zamilknąć. Wyciszyć się. Nie reagować. Najlepszą obroną przeciwko hejterom jest SPOKÓJ. Nie powinniśmy się miotać (mimo, iż czasem sami jesteśmy wkurzeni tym, co ktoś o nas pisze), ale podejść do komentarza ze spokojem. Każda odpowiedź, próba merytorycznej dyskusji – nie ma sensu, bo hejtera napędzają emocje. Nie dotrą do niego argumenty, które przedstawiamy. On chce nam dokopać. Chce nas zniszczyć psychicznie. Żebyśmy czuli się tak samo podle, jak on. Warto się w tym babrać?

Czy polecam?

Trudno powiedzieć. Nie jest to książka całkiem zła. Autor przedstawia sporo sposobów (także na przykładach swoich rozmówców) na to, jak sobie poradzić z hejtem i to jest niebywały atut tej pozycji. Dowiecie się też, jak ostatecznie zacząć na hejcie zarabiać (o ile to oczywiście możliwe). Jednak to chyba tyle plusów. Mnie osobiście chyba bardziej irytowała jej forma i zbyt wiele brakowało merytorycznej treści, by móc się nią zachwycić i polecić z czystym sumieniem. Jest to książka, którą można przeczytać, ale nie trzeba.

Jeśli mimo wszystko chcecie zaryzykować i ją przeczytać, znajdziecie ją TUTAJ.