Żyć, to znaczy…

…okazywać wdzięczność za słoneczny blask, za ciepło i czułość, których jest tak wiele w ludziach i rzeczach – Phil Bosmans

Leczenie depresji to droga. Długa, kręta, usłana raczej kolcami niż płatkami róż. Czy można ją wyleczyć? Czasem odnoszę wrażenie, że da się ją jedynie uśpić. Na pół roku, rok, 20 lat. Ale tylko uśpić i już do końca życia pilnować się, by żadna sytuacja nie przerosła człowieka tak, żeby znowu rozpadł się na milion kawałków…

Jednym z istotnych etapów leczenie jest psychoterapia. Wsparcie psychologa pomaga w uporaniu się z codziennością. Z myślami, uczuciami, zachowaniami, a nawet ze skutkami leków, które zaczynają działać najczęściej po około 3-4 tygodniach. Jednak same spotkania z psychologiem, mimo iż bardzo ważne, wymagają także pracy własnej. I tu zaczynają się prawdziwe schody. Bo gdy nie masz sił, żeby wstać rano i wziąć prysznic, umyć zęby lub odsłonić zasłony, aby wpuścić trochę światła do pokoju, to czy znajdziesz jej w sobie tyle, by robić jeszcze ćwiczenia i zadania domowe?

Ciężko. Na pewno ciężko przez kilka pierwszych dni. Ale stopniowo warto się zastanowić nad tym, że to przyspiesza proces leczenia. Najpierw będzie bardzo trudno, a potem wejdzie to w nawyk. Oby.

Jedno z takich ćwiczeń, nazwałam na swoje własne potrzeby „WDZIĘCZNOŚĆ”. Każdy z nas ma coś za co może być wdzięczny. Gdy przychodzi do wychodzenia z depresji, procedura jest taka:
przygotuj sobie kartkę papieru lub otwórz notatnik w komputerze, zamknij oczy i zastanów się za co możesz być wdzięczny. Wymień WSZYSTKO, co tylko przychodzi Ci do głowy. Że masz sprawne dłonie, że masz co jeść, dach nad głową, wodę do picia. Poczuj wdzięczność za każdą, nawet najdrobniejszą rzecz, która Cię dotyczy. Za zdrowie rodziców, może za dobrego przyjaciela, narzeczonego, babcię. Na pewno coś znajdziesz.

Początki są trudne. Pierwsza myśl? „Jak mogę czuć wdzięczność za coś, gdy inni mają gorzej, mam się czuć lepiej, bo ktoś inny jest pokrzywdzony?” Dlatego pierwsze dni są trudne, bo trzeba się przebić przez tę skorupę. Mamy za co być wdzięczni. Czy to losowi, bogu, rodzicom, sobie samym. Na codzień raczej przejawiamy myślenie, że „coś nam się należy”. To, że mamy smartfony, laptopy i markowe ciuchy to po prostu jest. I już. Tak ma być.

Wcale nie. Wyjdź z błędnego myślenia.

Naprawdę masz za co być wdzięczny. Za co Ty jesteś? Za co dziś przed snem możesz podziękować? I komu? Może podzielicie się tym z innymi?

  • z

    A jeżeli mamy coś na co (myślimy że) nie zasługujemy? Jeżeli mimo wszystkich „darów” nie wykorzystaliśmy swojej szansy lub co gorsza zmagamy sie z wyrzutami sumienia, bo zawiedliśmy kogoś wiecej niż tylko siebie.
    Wiedza, że depresja to choroba nie pomaga. A myśl o niej jawi się jako próba znalezienia taniej wymówki dla własnej nieporadności.

    • Monika

      Trzeba się zastanowić dlaczego niby mielibyśmy na coś nie zasługiwać? Czy w ogóle należy to rozpatrywać w kategoriach zasługiwania? Nie wszystkie szanse da się wykorzystać w życiu, czasem trzeba odpuścić. A depresja nie jest nieporadnością i to żadna wymówka, chociaż czasem tak to wygląda…

  • Diesel

    A i za włoską motoryzację! <3

  • Diesel

    Za rodziców, możliwość studiowania, za stałe łącze internetowe, za Eurosport, silniki widlaste, Nicolę Teslę, Thomasa Edisona, Alberta Einsteina, Isambarda Brunela, rowery, wakacje, weekendy, owoce śródziemnomorskie i Milkę!