“NAJGORSZY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE” – Małgorzata Halber – recenzja

Wszyscy jesteśmy najgorszymi ludźmi na świecie…

‚XX wiek był wiekiem nerwic i histerii. XXI wiek jest wiekiem depresji i nałogów.’

Jest. Szacuje się, że do 2030 roku depresja zabije więcej osób, niż choroby serca. Bo samobójstwo jest wpisane w depresję. I będzie częstą przyczyną zgonu. Niestety. Dlaczego?

‚Każdy się wstydzi. Każdy się wstydzi trzech rzeczy. Że nie jest ładny. Że za mało wie. I że niewystarczająco dobrze radzi sobie w życiu. Każdy.’

Ja się trochę wstydzę, że ciągle za mało wiem. Albo, że moje życie nie wygląda tak, jak wyglądać powinno, ale… No właśnie, jak POWINNO?

‚Na każdym rogu czeka na Ciebie informacja o ludziach sukcesu. (…). Musisz zdążyć odnieść sukces zawodowy, zdobyć wyższe wykształcenie, znaleźć idealnego partnera, założyć rodzinę, kupić mieszkanie, wychować dziecko, kupić samochód, założyć własną firmę, napisać książkę, zrealizować pomysł na bloga, grać w tenisa, interesować się polityką, interesować się polityką zagraniczną, wiedzieć, kto dostał Nobla z literatury, przeczytać to, co napisał ten, który dostał Nobla z literatury, znać minimum jeden język obcy, znaleźć czas dla siebie, zrobić remont, oddychać, umyć kibel, pójść na te drugie studia. Musisz namalować te wszystkie obrazy, które chcesz namalować, napisać sztukę, zrobić sam łódź, nauczyć się jeździć na nartach, nauczyć się medytować, kupić nowe łóżko, nie martwić się komentarzem na fejsbuku, pójść do fryzjera, pojechać do Azji, zmienić pracę, zmienić żonę. A Ty zamiast tego siedzisz przed telewizorem. I wpierdalasz te czipsy i wafelki.’

Uzależnić się można od wszystkiego. Dosłownie. A nadal nie potrafimy powiedzieć, co naprawdę czujemy. Nie co MYŚLIMY, ŻE CZUJEMY, tylko to, co naprawdę czujemy w środku. Dlaczego? Bo, gdy sobie to już uświadomimy i dojdzie do nas to, jacy jesteśmy puści w środku, że nie mamy nic, będziemy musieli spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć na głos, że się boimy. Boimy się życia. Boimy się emocji. Boimy się samych siebie. Boimy się, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Boimy się…

Ja się boję. I wiesz, co? To boli. Boli cholernie, bo jak sobie człowiek uświadomi, że się naprawdę czegoś boi, to staje przed ścianą i zastanawia, co teraz? Ok, boję się, jest mi z tego powodu wstyd, jest mi źle, czuję gniew, poczucie winy i wszechogarniająca pustkę. I co teraz? Zwłaszcza, że, jak pisze autorka, przez całe życie ‚musimy zapierdalać’. Nie, nawet nie iść, czy biec. Musimy zapieprzać.

‚Teraz wiem, że przez całe lata wydawało mi się, że mam się czuć inaczej, niż czułam. Jakoś. Wesoło. Albo nie narzekać. I zapierdalać. Nie umiałam odpocząć. Nie wiedziałam, co lubię naprawdę. Wiedziałam tylko, że mam zacisnąć zęby. Że jak mnie zaczyna, dajmy na to, boleć palec u nogi, to nieważne, nieważne, inni mają gorzej, powstańcy chodzili kanałami i się nie skarżyli, więc idę dalej, nie, nawet nie idę, staram się biec, żeby udawać, że mnie nie boli. I dopóki mi noga nie zacznie odpadać, to będę zapierdalała. A tak nie można. Nie można chodzić bez nogi.’

Dlaczego tak jest? Dlaczego mamy jakieś wewnętrzne poczucie, że wiecznie musimy być happy? Kto nam to nakazał? Skoro mnie boli, to chcę mieć pełne prawo powiedzieć, że mnie boli i leżeć ile będę potrzebowała. Przespać weekend. Nie przeczytać żadnej książki w 2015 roku. Odpuścić. Co z tego, że powstańcy biegali kanałami? Pewnie też bym biegała w tamtym czasie, ale dzisiaj nie muszę, dzisiaj moim problemem jest to, że mnie coś boli. I nikt nie musi tego rozumieć. Niektórzy mogą wyśmiać to, że mam chandrę. Ale DLA MNIE jest to problem i nikomu nic do tego.

A może jednak? Może marudzę? Może rzeczywiście trzeba zacisnąć zęby, zabandażować ten cholerny palec i dalej zapierdalać? Tylko dokąd zajdę z bolącym palcem? Dokąd zajdę nie mając celu, tylko poczucie, że DOKĄDŚ muszę biec?

Lubisz takie rozważania? Ja uwielbiam. Otwierają oczy. Zrzucają klapki (te z oczu, nie Kuboty). Ściskają serce. I, wiesz co? Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że nie musisz być alkoholikiem, narkomanem, seksoholikiem, hazardzistą, czy zakupoholikiem. Nie musisz się leczyć, chodzić na spotkania AA i upaść na samo dno rozpaczy, by uświadomić sobie, że Ty też jesteś najgorszym człowiekiem na świecie.

Chcesz by książka przeciągnęła Cię po glebie? Chcesz dostać po mordzie od autorki? Chcesz mieć nad czym myśleć w bezsenne noce? Chcesz by Cię dotknęło, było niewygodnie i by bolał Cię palec? Chcesz przeczytać książkę, która w dosadny i prawdziwy sposób pokaże Ci, jak czasem trzeba sobie przewartościować życie?

Małgorzata Halber nie napisała kolejnego poradnika o tym, jak być szczęśliwym. O nie. Nie jest to poradnik. To wyrzygana historia jej życia. I, po części, życia każdego z nas. Tylko, że ona miała odwagę wywalić na śmietnik, pod którym kiedyś kompletnie pijaną znaleźli ją ludzie, wszystko to, co do tej pory sądziła, że WIE. O sobie, życiu, alkoholu, ludziach, świecie. I zbudować swój świat na nowo. Masz odwagę to zrobić?

Zastanów się. Albo nie. Lepiej się nie zastanawiaj, tylko kupuj książkę.


Znajdziesz ją TUTAJ!

A jeśli wolisz Ebook, zapraszam TU!

  • kolorowooka

    przeczytałam. wmiotła mnie w róg między ścianami a podlogą. nie palę, prawie nie pijam alkoholu, a jednak czułam cały czas jakbym była Krystyną, bo to, co pisała, czuła, to ja, cała ja. więc zaczęłam się zastanawiać od czego ja jestem uzalezniona/

    • Niekoniecznie to musi być „coś”, jak alkohol czy papierosy czy seks, ale np. konkretny sposób myślenia (obwinianie innych, gdybanie itp.). Można się uzależnić od bardzo wielu rzeczy.

  • Jestem w trakcie czytania. Jeszcze nie doszłam do połowy, a palec już tak mnie boli, że cudem się powstrzymuję od płaczu. Lubię takie książki.

    • To jest właśnie niesamowite, że niemal każdego czytającego boli ten palec cholernie.

      Proszę się podzielić opinią, po skończeniu. jestem bardzo ciekawa wrażeń.

      • Przeczytałam i dużo teraz myślę. Nie tylko o książce myślę, tak ogólnie, o sobie chyba w szczególności. Dużo tam w tej historii mnie, choć upiłam się tylko raz w życiu i już nie tykam alkoholu w ogóle, narkotyki to też nie moja bajka. Ale z Krystyną łączy mnie jedno – też się czuję pusta w środku, może to właśnie o to chodzi.
        Palec boli mnie nadal, a oprócz palca jeszcze parę innych rzeczy, ale to dobrze, dobrze, że to przeczytałam. Ktoś gdzieś pisał, że to powinna być lektura szkolna, i ja się zgodzę, tylko niech dodadzą do książki dobrego nauczyciela, takiego, który flaki z tej historii wypruje, bo bez tego nie będzie sensu, samo przeczytanie nie wystarczy.

        • Zgadzam się w całej rozciągłości. Zwłaszcza z ostatnią częścią. Tej książki nie wystarczy przeczytać. Trzeba mieć w sobie tyle samorefleksji, by wiedzieć, co w niej jest o nas samych (niekoniecznie w kwestii uzależnienia), a co niekoniecznie.

          Dziękuję za podzielenie się opinią.

  • callay

    Dla mnie ta książka jest niesamowita. Co stronę znajdowałam cytat, który odnosił się do mnie i do tego co czuję. Wiele udało mi się też zrozumieć. W tej książce jest naga prawda o człowieku i to każdym, nie tylko z problemami czy nałogiem. Zaskakująca jest też szczerość autorki, to, że wyrzuciła z siebie wszystko. Język jakim pisana jest książka jak dla mnie też na duży plus. Nie ma tam żadnego patosu, a wszystkie mądrości są przekazane prostymi słowami. Polecam każdemu.

    • Całkowicie się zgadzam. Ta książka może być o KAŻDYM. Niekoniecznie uzależnionym. Emocje mamy te same, jako ludzie.

  • Na mnie też czeka; kupiona już jakiś czas temu. Zabieram się do niej jak tylko skończę biografię Astrid Lindgren :-)

    • Polecam bardzo (co chyba widać po recenzji ;P ). I chętnie poznam opinię :)

  • Książkę kupiłem i nie mogę oderwać się od czytania. Wpadłem tu tylko na chwilę, aby o tym poinformować ;) Lecę czytać dalej! :)

    • Cieszę się bardzo! :D Uważam, że to dobra lektura. Proszę się podzielić opinią po skończeniu :) Miłego czytania.

      • No więc czytanie zakończone!
        Wiem, że będę mało oryginalny, ale powiem, że powinien ją przeczytać każdy!
        Historia autorki pokazuję drogę zmagania się z nałogami.
        Można w niej odnaleźć siebie i innych.
        Można poczuć „jak to jest” i przeczytać jak trudna to droga.
        Można dzięki niej zrozumieć.
        Można dzięki niej ugryźć się w język, gdy następnym razem przyjdzie nam szybko kogoś oceniać.
        Można dzięki niej odkryć, że warto!
        Polecam!

        • Cieszę się, że książka się spodobała i dała do myślenia. Taka literatura jest najbardziej wartościowa. Taka, która zostaje w nas na długo po odłożeniu książki na półkę.